Były minister zdrowia o zdjęciu z Kacprzykiem. "Niczego się nie wypieram"
- Nie znam Dawida Kacprzyka zbyt dobrze. Poznałem go podczas kampanii samorządowej - powiedział były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, zapytany w "Gościu Wydarzeń" o wspólne zdjęcia z Kacprzykiem podczas rozdawania ulotek. Dodał, że niczego się nie wypiera. Polityk KO uderzył też w prezesa PiS. - Protestuję przeciwko temu, żeby traktować Kaczyńskiego inaczej niż zwykłych obywateli - apelował.

Były minister zdrowia i eurodeputowany Koalicji Obywatelskiej Bartosz Arłukowicz został zapytany o to, za co ceni lekarza Dawida Kacprzyka. - Nie znam Kacprzyka zbyt dobrze, więc ciężko mi go cenić za cokolwiek - odparł polityk.
- Poznałem go - jak przypomniały mi prawicowe media w roku 2018 czy 2019 - w czasie akcji ulotkowej w Warszawie przed wyborami samorządowymi, kiedy rozdawałem ulotki z całą grupą dużą młodych ludzi - wyjaśnił Arłukowicz. - Poznałem wtedy ich bez liku, zdaje się, że pan Kacprzyk był wówczas studentem medycyny trzeciego roku bodajże - zaznaczył.
- Teraz jest już lekarzem z dość dużym stażem i, jak się dowiedziałem, że z dość dużym majątkiem - powiedział były minister zdrowia.
- Uczestniczyłem w akcji wyborczej młodych ludzi przed wyborami samorządowymi. Pojechałem świadomie do Warszawy, żeby wesprzeć młodych ludzi startujących w wyborach samorządowych i to zrobiłem. Niczego się nie wypieram. Mówię jak było. Takich zdjęć w Polsce mam tysiące - zaznaczył Arłukowicz.
Polityk KO uderza w Kaczyńskiego. "Mocno protestuję"
- Wyleciał z pracy cały zarząd tego szpitala, wyleciała z pracy cała rada nadzorcza tego szpitala. To naprawdę mało? - tak odpowiedział Arłukowicz na pytanie prowadzącego Piotra Witwickiego o konsekwencję ws. afery w Warszawskim Szpitalu Południowym.
- W związku z tym ja chciałem zapytać, czy pan redaktor dopytał, kto wyleciał za hospitalizację Kaczyńskiego w Lublinie, kiedy zamknięto pół oddziału, albo kto wyleciał, kiedy noszono mu kulę do domu rękami bardzo ważnych ludzi polskiej medycyny? - wyliczał polityk.
Arłukowicz wyraził sprzeciw wobec takiego działania. - Mocno protestuje przeciwko temu, żeby traktować Kaczyńskiego w sposób inny niż wszystkich innych obywateli. Uważam, że tak, jak poniósł konsekwencje senator Lenz, tak jak ponosi konsekwencje Kacprzyk i inni ludzie, którzy prawdopodobnie gdzieś się w tej sprawie pojawią, to oczekuję, że Kaczyński też poniesie konsekwencje - wyjaśnił.
- Bo w niczym nie różni się od normalnych obywateli i to, że mu zginął brat, nie upoważnia go do tego, żeby był świętym i nienaruszalnym pomnikiem w Polsce - dodał polityk.
ZOBACZ: Skandal w Szpitalu Południowym. Media o lekarzu sygnaliście: Jest w sporze z placówką
- Płace w ochronie zdrowia wzbudzają emocje i ten proces trzeba okiełznać, opanować - powiedział Arłukowicz. Jak dodał, nie jest jego intencją, aby zmniejszyć zarobki.
- Ja nie mówię, że komuś zabrać płace. Sytuację w ochronie zdrowia można naprawić niekoniecznie przy użyciu miliardów złotych - dodał. - Mówię o tym od bardzo dawna, że ta sytuacja jest do ogarnięcia. Widzę tyle dziur w systemie i tyle problemów, które się nawarstwiło w ostatnich latach, że naprawdę jest co robić - zaznaczył Arłukowicz.
Były minister zdrowia był też pytany o posłankę KO Małgorzatę Pępek, która - według ustaleń portalu Zero.pl - skorzystała ze świadczeń szpitala w Żywcu poza kolejką. Pępek zapewnia, że jedynie poprosiła o zapisanie na badanie koleżankę, która pracuje w szpitalu. - Czekałam w kolejce, otrzymałam telefon, że zwalnia się termin, ktoś zrezygnował - zaznaczyła.
- Ja także rozmawiałem z panią poseł Pępek, ale nie jestem upoważniony do przekazywania treści tej rozmowy - przekazał Arłukowicz. - Chcę dać jej szansę, żeby wypowiedziała się przed całym klubem - dodał.
Arłukowicz o słowach Przydacza: Jest mi bardzo przykro
Polityk KO został także zapytany o słowa szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza, który ocenił, że nieobecność prezydenta Ukrainy na konferencji w Gdańsku to "wystawienie premiera Tuska na pośmiewisko".
- Jest mi bardzo przykro, że muszę komentować te słowa, jest to dla mnie dość krępujące - odpowiedział Arłukowicz. - Przydacz nie powinien się nigdy znaleźć w Kancelarii Prezydenta. To nie jest człowiek, który rozumie politykę międzynarodową i na szczeblu prezydenckim - wyjaśnił.
ZOBACZ: Nowa rada nadzorcza w Szpitalu Południowym. Trzaskowski zdecydował
- Chłopaków w Kancelarii Prezydenta potwornie męczy kompleks Tuska - ocenił polityk KO. - Oni naprawdę budzą się, kładą się spać z słowem "Tusk" na ustach. Mają swojego prezydenta, takiego jak chcieli, muszą z tym żyć - dodał.
Arłukowicz przypomniał, że Nawrocki nie pojechał z wizytą do Kijowa, mimo toczącej się tam wojny. - To jest dla mnie żenujące - podsumował.
Czytaj więcej