"Postać pod tym względem wybitna". Człowiek prezydenta o sędzim Kapińskim
- Były różne opinie. Pan prezydent miał do wyboru jednego z piątki kandydatów i musiał podjąć decyzję - tak prezydencki minister Marcin Przydacz skomentował powołanie Zbigniewa Kapińskiego na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego przez Karola Nawrockiego. Decyzja głowy państwa spotkała się z krytyką wielu prawicowych polityków.

Dzień przed wyborem sędziego Kapińskiego na stanowisko I prezesa SN prezes PiS Jarosław Kaczyński opublikował wpis na platformie X, w którym stwierdził, że "nie wyobraża sobie" takiej kandydatury. W podobnym tonie wypowiadał się były szef BBN Sławomir Cenckiewicz. Historyk po ogłoszeniu wyboru Kapińskiego zwrócił się publicznie do prezydenta po imieniu, że ten popełnił błąd.
Zarzuty Cenckiewicza pod adresem nowego I prezesa SN dotyczą sprawy z sierpnia 2000 r., kiedy Kapiński orzekał w sprawie oświadczenia lustracyjnego Lecha Wałęsy. Sąd potwierdził wówczas autentyczność dokumentu, de facto orzekając, że Lech Wałęsa nie współpracował ze służbami PRL.
"Były różne opinie". Przydacz o wyborze Kapińskiego na I prezesa SN
Prowadząca poniedziałkowe wydanie "Gościa Wydarzeń" zapytała szefa Biura Polityki Międzynarodowej w KPRP o to, czy opinie polityków PiS nie były dla Karola Nawrockiego ważne.
- Oczywiście, że są ważne. Były różne opinie. Były takie opinie, które spływały do pana prezydenta tego typu treści, były inne, które zapewne także i publicznie wskazywały, że pan sędzia Kapiński ma odpowiednie kompetencje. Pan prezydent musiał podjąć jakąś decyzję - powiedział polityk.
ZOBACZ: Nowy prezes Izby Karnej SN. Prezydent powołał na to stanowisko Zbigniewa Kapińskiego
- Prezydent na podstawie prawa mógł wybierać tylko spośród pięciu wskazanych przez Sąd Najwyższy kandydatów i musiał z tej piątki wybrać. Akurat pan sędzia Kapiński swoją drogą miał najwięcej głosów, jeśli chodzi o zgromadzenie ogólne SN - tłumaczył.
- Najważniejsze zdaniem pana prezydenta były odpowiednie kompetencje merytoryczne, bo sędzia Kapiński jest sędzią od samego początku swojej kariery. Przyszedł przez sąd rejonowy, okręgowy, apelacyjny, później Izbę Karną Sądu Najwyższego, wykazywał się nieskazitelnością charakteru, ale też merytorycznym przygotowaniem - zapewnił prezydencki urzędnik.
- Wielu także i moich kolegów polityków z prawej strony chwaliło sędziego Kapińskiego jako chociażby autora podręczników do procedury karnej. I to też jako adwokat mówię, rzeczywiście to jest postać pod tym względem wybitna - podsumował.
"Orzekł, co orzekł". Prezydencki minister o sprawie Wałęsy
Przydacz odniósł się tez do zarzutu przeciwników Kapińskiego, którzy zarzucili mu wydanie niewłaściwego wyroku ws. agenturalnej przeszłości Wałęsy.
ZOBACZ: "Rząd może liczyć na prezydenta". Przydacz wskazał sprawę "absolutnie kluczową"
- Ten wyrok z 2001 roku w świetle dzisiejszych dokumentów, które są powszechnie znane, jest nie do utrzymania. To jest jasne. Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem o pseudonimie "Bolek" i wiemy to także z dokumentów z tak zwanej szafy Kiszczaka, czyli tych dokumentów, które Kiszczak trzymał w swoim pawlaczu, a które żona jego ujawniła dopiero później. Sąd lustracyjny orzekł co orzekł - odparł Przydacz.
Czytaj więcej