Polka dostała "rachunek grozy". Wystarczyło pięć godzin na SOR-ze w USA

Ciekawostki

Polka mieszkająca w Stanach Zjednoczonych trafiła z dzieckiem na szpitalny oddział ratunkowy. Po pięciu godzinach otrzymała rachunek na ponad 11,5 tysiąca dolarów, czyli około 45 tysięcy złotych. - Ja po prostu w to nie wierzę - nie kryła zaskoczenia.

Tablica informacyjna przed wejściem do szpitala z napisem Emergency i Ambulance Entrance oraz wklejony wizerunek kobiety z napisem Rachunek ze szpitala w USA.
iStock/Instagram/@beti.in.the.usa
Beata Lutomska pokazała wysoki rachunek za wizytę w amerykańskim szpitalu

Kobieta szczegółowo przeanalizowała wycenę świadczeń. Część opłat dla osób żyjących nad Wisłą może być zaskoczeniem.

 

Za konsultację lekarską szpital policzył 900 dolarów, a za samo przebywanie w pomieszczeniu szpitalnym 1227 dolarów, czyli ok. 4700 zł. Osobno wyceniono wkłucie igły podczas pobierania krwi - 42 dolary, czyli około 160 zł. 

 

USG brzucha to koszt kolejnych 2 tysięcy dolarów.

Skąd tak wysokie kwoty?

Koszty opieki medycznej w Stanach Zjednoczonych należą do najwyższych na świecie. Ostateczna kwota rachunku zależy od zakresu wykonanych badań oraz posiadanego ubezpieczenia. Nawet osoby z polisą często muszą pokryć znaczną część kosztów z własnej kieszeni.

 

Autorka profilu beti.in.the.usa, Beata Lutomska, szczegółowo opisała koszty wizyty. Polka przyznała, że po otrzymaniu rachunku boi się kolejnych wizyt. - Gdyby mi coś się stało, bałabym się teraz przyjechać do szpitala. Nie wiem, ile policzyliby za noc i jaka to by była kwota - dodała.

 

ZOBACZ: Zapytano Polaków o służbę zdrowia. Wynik sondażu mówi wiele

 

Ubezpieczalnia Polki pokryła z rachunku 8 tysięcy dolarów, więc do zapłaty pozostało 3,5 tysiąca dolarów, czyli około 13,5 tysiąca złotych. Za tomografię szpital naliczył 5,3 tysiąca dolarów, a za badania laboratoryjne kolejne 2 tysiące. Wśród nich znalazł się test na COVID-19 wyceniony na 800 dolarów (niemal 3100 zł). - Gdybym wiedziała, zeszłabym do apteki i kupiła ten test za 5 dolarów - podkreśliła Beata Lutomska.

 

Jej nagranie wywołało szeroką dyskusję w mediach społecznościowych. W komentarzach internauci dzielili się własnymi doświadczeniami z amerykańską służbą zdrowia. Wielu potwierdzało, że podobne rachunki są w USA codziennością.

 

 

 

Ostrzeżenie dla Polski?

Opisany przez autorkę profilu przypadek zbiega się z ostrzeżeniami ekspertów dotyczącymi przyszłości polskiej służby zdrowia. Prof. Monika Raulinajtys-Grzybek z SGH zwraca uwagę, że w kraju postępuje cicha prywatyzacja ochrony zdrowia. - Jeśli zniszczymy system publiczny, możemy skończyć jak Stany Zjednoczone, gdzie bogaci są zdrowi, a biedni umierają - powiedziała w rozmowie z Anną Nicz z Interii.

 

Wydatki Polaków na prywatną opiekę medyczną przekroczyły w 2024 roku 64 miliardy złotych. Coraz więcej osób wykupuje dodatkowe pakiety, głównie z powodu długich kolejek do specjalistów. Problem w tym, że abonamenty obejmują najczęściej podstawowe usługi, a najdroższe procedury pozostają w systemie publicznym.

 

ZOBACZ: 500 tys. zł Kacprzyka. Szpital żąda wyjaśnień od lekarza

 

Ekspertka ostrzega też przed odpływem kadr. Coraz więcej lekarzy znajduje zatrudnienie w sektorze prywatnym, co zmniejsza ich liczbę w NFZ. - Trwa realna walka o personel - podkreśla. Jej zdaniem osłabienie publicznej ochrony zdrowia może doprowadzić do sytuacji, w której pacjenci przestaną widzieć sens w płaceniu składki zdrowotnej.

 

Rachunek, który otrzymała Polka, odzwierciedla specyfikę amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej, opartego w dużej mierze na prywatnych ubezpieczeniach. W Polsce system publiczny wciąż odgrywa główną rolę, choć - jak wskazują eksperci - rośnie znaczenie prywatnych pakietów medycznych. 

red. / polsatnews.pl
Czytaj więcej

WIDZISZ COŚ WAŻNEGO? PRZYŚLIJ ZDJĘCIE LUB FILM

Możesz też do nas pisać na adres wrzutnia@polsat.com.pl

PRZEJDŹ DO WRZUTNI

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie