Lodowe wieże wyrastają na środku pustyni. Efekt walki z suszą
Na "zimnej pustyni" Ladakh w północnych Indiach pośród surowego górskiego krajobrazu wyrastają wielkie lodowe stożki, sięgające nawet kilkudziesięciu metrów. Nie usypała ich natura, lecz inżynier Sonam Wangchuk.

Pomysł nie wziął się znikąd. Wangchuk poinformował w wywiadzie dla magazynu Guernica, zainspirowała go praca innego inżyniera z Ladakhu, Chewanga Norphela, zwanego "lodowym człowiekiem". Norphel od lat 80. tworzył sztuczne lodowce w formie płaskich pól lodowych, ale te leżały wysoko w górach i szybko topniały. Wangchuk chciał zamrażać wodę bliżej wioski i utrzymać ją aż do wczesnego lata.
ZOBACZ: Pod Saharą płynie największa sztuczna rzeka świata. To woda sprzed tysięcy lat
Bo właśnie wtedy jest najtrudniej. Woda z topniejących lodowców spływa do dolin dopiero w pełni lata, a uprawy potrzebują jej dużo wcześniej. Jego projekt rozwiązał ten problem.
Cała tajemnica tkwi w fizyce
Główną rolę przy tego typu lodowych wieżach odgrywa fizyka. - Kluczowe są: dolny bieg rzeki, górny bieg rzeki i gradient - tłumaczył w rozmowie z CNN sam Wangchuk.
Jak to działa? Cała operacja odbywa się zimą, gdy temperatury w nocy spadają nawet do -30 stopni Celsjusza. Wodę ze strumienia prowadzi się podziemną rurą z miejsca położonego zwykle co najmniej 60 m wyżej. Różnica poziomów wytwarza na końcu rury takie ciśnienie, że woda sama wystrzeliwuje pionowo w górę, tworząc fontannę.
W mroźnym zimowym powietrzu krople zamarzają jeszcze w locie i osiadają na rusztowaniu z gałęzi, które pomaga lodowi się formować. Tak, warstwa po warstwie, rośnie lodowy stożek.
ZOBACZ: Europa smaży się jak na patelni. Właśnie padł rekord
Kształt nie jest przypadkowy. Stożek wystawia na słońce niewielką powierzchnię w stosunku do swojej objętości, więc topi się dużo wolniej.
Pierwszy prototyp, zamrożony zimą 2013/2014, przetrwał aż do połowy maja 2014 r. Zmagazynował wtedy około 150 tys. litrów wody. Pełnowymiarowe stożki zbudowano rok później, zimą 2014/2015, we wsi Phyang.
Dlaczego akurat Ladakh?
Ladakh leży w północnych Indiach i jest nazywane "zimną pustynią". Choć otaczają je potężne ośnieżone Himalaje, opady deszczu są tam zjawiskiem ekstremalnie rzadkim. Rocznie w regionie spada zwykle poniżej 100 mm wody, a więc naprawdę mało.
Dla lokalnych rolników, którzy uprawiają w dolinach jęczmień czy drzewa owocowe, jedyną nadzieją jest woda spływająca z topniejących lodowców. I przez całe pokolenia ten naturalny cykl działał bez zarzutu, ale zmiany klimatyczne sprawiły, że wiosennej wody jest coraz mniej, co zagraża uprawom.
ZOBACZ: Cuchnie na odległość, na Zachodzie się nim zajadają. "Czarcie jajo" w polskich lasach
Roztopy zaczynają się dopiero późnym latem, a nasiona potrzebują nawodnienia na wiosnę, kiedy ziemia w dolinie jest wyschnięta na wiór. Zimą natomiast woda płynie nieprzerwanie i wpływa do rzek, zamarzając w miejscach, gdzie nikomu się nie przyda.
Lodowe stożki wypełniają właśnie tę lukę. Zamrożona zimą woda topi się powoli i całymi tygodniami zasila pola dokładnie wtedy, gdy rolnicy potrzebują jej najbardziej. Efekty są widoczne. W wiosce Phyang dzięki wodzie ze stożków udało się zazielenić duży, wcześniej jałowy obszar.
