Chińskie "więzienia dla otyłych". Ludzie płacą za miesiąc dyscypliny
Zamknięcie, rygor i codzienna kontrola wagi - w Chinach powstaje coraz więcej ośrodków odchudzających, które bardziej przypominają więzienie niż obóz treningowy. Uczestnicy fat campów płacą w przeliczeniu na polską walutę ok. 2200 zł miesięcznie za intensywną walkę z nadwagą. Jest skuteczna, ale czy bezpieczna dla zdrowia?

Instagramerka TL Huang postanowiła zgłosić się do udziału w obozie dla otyłych. Swoje doświadczenia relacjonowała w mediach społecznościowych. W krótkich nagraniach widać dziesiątki osób intensywnie trenujących, jedzących w milczeniu skromne posiłki niskokaloryczne i odpoczywających na piętrowych łóżkach w pokojach wieloosobowych.
ZOBACZ: Wczesna otyłość może skrócić życie. Ryzyko jest poważne
Popularność tych miejsc rośnie wraz ze skalą globalnego problemu nadwagi i otyłości. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO, World Health Organization) jedna na osiem osób zmaga się z otyłością. Już w 2022 roku 43 proc. dorosłych miało nadwagę, a 16 proc. cierpiało na otyłość. W kolejnych latach problem stawał się jeszcze poważniejszy.
Cztery godziny ćwiczeń dziennie i ważenie dwa razy na dobę
Fat camp zwane "więzieniami dla otyłych" trwają 28 dni. W tym czasie uczestnicy nie opuszczają terenu ośrodka, a ich funkcjonowanie podlega ścisłemu harmonogramowi. Huang opisała go szczegółowo w podcaście BBC World Service "What in the World":
- 7:30 - pobudka
- 8:00 - poranna kontrola wagi
- 9:20-10:30 - pierwszy trening
- 11:15-11:45 - lunch
- 14:50-16:00 - drugi trening
- 16:30-16:50 - kolacja
- 17:30-18:30 - trening dodatkowy (wolny wybór)
- 18:30-19:30 - spinning (obowiązkowy dla wszystkich)
- 19:30 - wieczorna kontrola wagi, prysznic, odpoczynek
Jak widać, jednym z ważnych punktów dnia jest ważenie. Uczestnicy sprawdzają wagę dwa razy dziennie, rano o 8:00, po krótkiej porannej toalecie oraz wieczorem o 19:30 tuż przed kąpielą i snem.
ZOBACZ: Nadciśnienie to nie tylko wina soli. Ten minerał zadziała jak eliksir
Pomiędzy pobudką a snem na uczestników fat campu, w którym brała udział TL Huang, czekał czterogodzinny trening (spinning, ćwiczenia na trampolinach, HIIT, tabata i trening siłowy).
Cztery jajka, pół pomidora i ryba na parze. Tak wygląda menu
TL Huang o obozie dowiedziała się od swojej mamy. Po trzech latach podróżowania przybrała na wadze 20 kilogramów. "Czułam się naprawdę niezdrowo i miałam poczucie, że straciłam dyscyplinę" - przyznała w podcaście. Wizyta u chińskich krewnych, których komentarze na temat jej wyglądu dały jej do myślenia, ostatecznie przesądziła o decyzji. - Poczułam, że nadszedł czas na zmianę - powiedziała. Potrzebowała jednak zewnętrznej dyscypliny, której nie była w stanie zapewnić sobie sama.
W swoich relacjach z fat campu Huang często prezentowała posiłki serwowane uczestnikom. Menu było ściśle kontrolowane przez dietetyków. Na śniadanie dostawała cztery jajka na twardo, pół pomidora i dwa plasterki ogórka. - Na lunch były na przykład krewetki, gotowane na parze warzywa z tofu albo ryba na parze, chiński seler, zielone warzywa liściaste i kalafior - relacjonowała.
Eksperci: tempo odchudzania znacznie przekracza bezpieczne normy
Restrykcyjny model odchudzania, jaki obowiązuje podczas fat campu w Chinach, budzi kontrowersje. Ale żeby zrozumieć, skąd bierze się popularność tych obozów, trzeba spojrzeć nieco szerzej na sprawę.
Chiny mierzą się z narastającym problemem otyłości. Według tamtejszych władz blisko 34 proc. dorosłych ma nadwagę, a 16 proc. jest otyłych. Jak tłumaczy Wanqing Zhang z zespołu BBC Global China, problem ma też wymiar kulturowy. - Chiny to kraj o stosunkowo niskiej akceptacji i tolerancji dla różnorodności wagowej. Oznacza to, że osoby z nadwagą częściej doświadczają dyskryminacji, zarówno w miejscu pracy, jak i zwykłych kontaktach międzyludzkich.
ZOBACZ: Ludzkie udo jak stek. Tak zmienia nas popularna żywność
Tymczasem eksperci ostrzegają, że ekstremalne metody mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. - Niektóre obozy zakładają utratę jednego kilograma dziennie. To znacznie przekracza bezpieczne normy, nawet u dorosłych objętych opieką medyczną - poinformował Luke Hanna, trener personalny i dietetyk, w podcaście BBC.
Narodowy Fundusz Zdrowia zaleca stopniową redukcję masy ciała i rozsądne bilansowanie posiłków. "Unikaj zbyt dużych restrykcji żywieniowych. Niskokaloryczne diety to najczęściej diety niedoborowe w składniki odżywcze. Prowadzą do osłabienia i niedożywienia organizmu" - tłumaczy NFZ na stronie diety.nfz.gov.pl.
ZOBACZ: Tylko co piąta osoba utrzymuje wagę po diecie. Naukowcy tłumaczą dlaczego
Dodaje również, że zalecane tempo redukcji wagi mieści się w zakresie 0,5-1 kg tygodniowo. Takie tempo pozwala uniknąć efektu jo-jo (czyli szybkiego powrotu do poprzedniej wagi lub nawet jej przekroczenia po zakończeniu diety). Chudnięcie jest wtedy wolniejsze, ale za to pozwala uzyskać trwały efekt.
Czytaj więcej
