Nowa Zelandia: strzelanina w meczetach - 49 ofiar. Sprawca w swoim manifeście wspomina o Polsce

Świat

Co najmniej 49 osób zginęło, a 48 zostało rannych, w tym 25 - ciężko, w piątek w atakach terrorystycznych na dwa pełne wiernych meczety w Christchurch na wschodzie Nowej Zelandii. Premier Jacinda Ardern poinformowała, że w kraju wprowadzono najwyższy poziom zagrożenia bezpieczeństwa. Trwa identyfikowanie ofiar.

Komisarz nowozelandzkiej policji Mike Bush przekazał dziennikarzom, że 41 osób zginęło w jednym meczecie, siedem osób - w drugim; jedna osoba zmarła w szpitalu. Bush opisał atak jako "bardzo dobrze zaplanowany czyn".

 

Władze nie udostępniły jeszcze listy ofiar. Po atakach wiele osób uznano za zaginione. Według nowozelandzkiego Czerwonego Krzyża poszukiwane są osoby z Pakistanu, Indii, Bangladeszu, Jordanii, Turcji i Afganistanu.

 

Przed budynkiem szpitala Christchurch Hospital, do którego trafili ranni, stoi uzbrojony patrol policji.

 

David Meates z miejscowych służb medycznych powiedział, że wśród pacjentów są też dzieci. Stan poszkodowanych różni się - niektórzy doznali niewielkich obrażeń, inni są w stanie krytycznym. Dodał, że niektórzy pacjenci będą musieli przejść kilka operacji.

 

W internecie ruszyła zbiórka pieniędzy dla poszkodowanych i rodzin ofiar. Do tej pory zebrano ok. 400 tys. dolarów.

 

"Najczarniejszy dzień w historii Nowej Zelandii"

 

Ataki miały miejsce w piątek ok. 14:45 (godz. 2:45 w nocy w Polsce) w meczecie Al-Nur i przed godz. 16 (godz. 4 nad ranem w Polsce) - w położonym na przedmieściu Christchurch meczecie Masdżid Linwood. Christchurch leży na wschodnim wybrzeżu Wyspy Południowej, liczy ponad 400 tys. mieszkańców.

 

- To najczarniejszy dzień Nowej Zelandii - oświadczyła Ardern bezpośrednio po strzelaninach, które określiła jako "atak terrorystyczny".

 

Premier mówiła o 25 ciężko rannych osobach. Służby medyczne, na które powołuje się agencja Reutera, podają, że obecnie hospitalizowanych jest 48 osób, w tym dzieci.

 

O tym, jak wyglądała sytuacja w mieście po zamachu, mówił na antenie Polsat News Mariusz Talaśka, Polak mieszkający w Christchurch. Zobacz:

 

 

Przestrzeń powietrzna nad Christchurch pozostaje zamknięta do odwołania, ponieważ wciąż utrzymuje się zagrożenie atakami - poinformowała rzeczniczka urzędu ds. lotnictwa cywilnego Pania Shingleton. Jej wypowiedź cytuje portal informacyjny "Stuff".

 

Sprawca opublikował 17-minutowy film z ataku

 

Jak poinformował Bush, jednemu z czworga napastników postawiono już zarzut morderstwa i w sobotę ma on stanąć przed sądem. Więcej szczegółów nie ujawniono. Policja podała, że po atakach zatrzymała cztery osoby - trzech mężczyzn i kobietę.

 

Dziennik "Daily Mail" identyfikuje sprawcę jako Brentona Tarranta, który część ataku transmitował na Facebooku. 17-minutowy film pokazuje, jak mężczyzna strzela ponad 100 razy w meczecie Al-Nur. 

 

Wcześniej opublikował liczący ponad 70 stron manifest zatytułowany "The Great Replacement" ("Wielkie Zastąpienie").

 

Składa się on m.in. z odpowiedzi na kilkadziesiąt pytań i kilku różnych przesłań skierowanych do różnych grup. Wyjaśnia, że ataku dokonał "żeby pokazać najeźdźcom, że nasza ziemia zawsze będzie naszą ziemią. (...) Tak długo, jak biały człowiek żyje, nie podbiją naszych ziem i nas nie zastąpią". Innymi powodami, jakie wymienia, jest m.in. zemsta za "tysiące ofiar zagranicznych najeźdźców w Europie" i "zniewolenie Europejczyków przez muzułmanów". Wspomina też m.in. o "pokłóceniu Europejskich członków NATO z Turcją", "aby stworzyć rewolucyjną atmosferę strachu", "aby zachęcić przeciwników do działania", "aby stworzyć konflikt pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami posiadania broni w USA".

 

Polska pojawia się w manifeście i na broni

 

"Nie ma już gdzie uciekać. Obróćcie się, stańcie twarzą w twarz z wrogiem. Nie ma żadnego miejsca, którego nie dotknęła wić migracji zastępującej. (...) Nie ma przyjemnej łąki, na której możesz się położyć i to przeczekać. Nie znajdziecie wytchnienia - nie na Islandii, nie w Polsce, nie w Nowej Zelandii, nie w Argentynie, nie na Ukrainie, nie nigdzie na świecie. Wiem, bo tam byłem" - pisze autor w manifeście.

 

Polska pojawia się też we fragmencie zatytułowanym "wspierajcie swoich braci". "Mogą próbować zdyskredytować mały ruch z jednego kraju. Kiedy Europejczycy z wszystkich krajów i kontynentów wesprą swych braci, nie mogą zaatakować. Ruch może zacząć się w Polsce, w Austrii, we Francji, w Argentynie, w Australii, w Kanadzie lub nawet Wenezueli. Gdy ruch się zacznie, popierajcie swoich ludzi z całą siłą. Wspierajcie ich ekonomicznie, dotujcie, kupujcie ich produkty" - pisał Tarrant.

 

Jako bezpośrednie powody, które go zmieniły i skłoniły do ataku, wskazuje śmierć Ebby Akerlund - 11-letniej Szwedki, ofiary zamachu w Sztokholmie w kwietniu 2017 roku (muzułmański zamachowiec wjechał wtedy samochodem na deptak, zabijając cztery osoby) oraz wybory we Francji w 2017 roku, kiedy Emmanuel Macron wygrał z Marine Le Pen. Stwierdził, że moment, kiedy "miękka, obywatelsko- nacjonalistyczna, niekontrowersyjna figura, której najlepszym pomysłem była deportacja imigrantów" przegrała z "anty-białym internacjonalistą, globalistą i byłym bankierem" spowodowała, że jego "wiara w demokratyczne rozwiązanie zniknęła".

 

Polski wątek pojawia się też na broni, którą wykorzystał. Jest ona zapisana nazwami bitew (m.in. Wiedeń 1683 i Akra 1187) i nazwiskami - zarówno postaci historycznych  (np. admirała floty Weneckiej Sebastiano Weniero, uczestnika bitwy pod Lepanto) jak i współczesnych terrorystów (np. Luca Traini, który w październiku 2018 roku postrzelił sześć osób we Włoszech). Na jednym z magazynków pojawia się tez imię Feliksa Kazimierza Potockiego, polskiego hetmana, dowódcy lewego skrzydła podczas bitwy pod Wiedniem.

 

- Mogę potwierdzić, że polskie wątki są badane - powiedział rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Rzecznik zastrzegł, że z uwagi na charakter sprawy nie może udzielić żadnych dalszych informacji. Dodał, że po tego typu wydarzeniach służby specjalne są w kontakcie z zagranicznymi partnerami.

 

"Błogosławieństwo" od Breivika

 

Tarrant opisuje się jako 28-latek z biednej, robotniczej "normalnej" rodziny, bez wykształcenia wyższego. Twierdzi, że ma korzenie szkockie, irlandzkie i angielskie. Jest Australijczykiem.

 

Na pytanie, czy uznaje swój atak za terrorystyczny, pisze "z definicji tak, ale wierzę, że to akcja przeciwko siłom najeźdźców". Stwierdza, że atak "był rasistowski, anty-islamski i przeciwko imigrantom". Pisze, że jest rasistą, nacjonalistą i faszystą, ale nie jest ksenofobem, homofobem i antysemitą. 

 

Jako idola z historii, wskazuje Oswalda Mosleya, lidera brytyjskich faszystów z pierwszej połowy XX wieku. Zapewnia, że wspiera innych "sprzeciwiających się etnicznemu i kulturowemu ludobójstwu". Wymienia pięciu: Luca Traini, Anders Breivik, Dylan Roof, Anton Lundin Pettersson, Darren Osbourne. 

 

"Miałem tylko krótki kontakt z Rycerzem Justycjariuszem Breivikiem, otrzymałem błogosławieństwo przed moją misją, kontaktując się z jego braćmi rycerzami" - pisze Tarrant. Przyznaje się też, że czytał również teksty Dylana Roofa, ale "prawdziwą inspiracją" był Breivik.

 

W swoim manifeście apeluje również, aby zabić kanclerz Niemiec Angelę Merkel, burmistrza Londynu Sadiqa Khana i prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana.

 

- Terrorystom chodzi o sianie strachu - mówił w Polsat News Krzysztof Liedel z Centrum Badań nad Terroryzmem. Zobacz:

 

 

Był w Bułgarii w grudniu 2018 roku 

 

Terrorysta, w listopadzie ubiegłego roku przebywał w Bułgarii - poinformował w piątek prokurator generalny Sotir Cacarow po naradzie u premiera Bojko Borisowa.

 

Naradę z udziałem premiera, szefów służb specjalnych i szefa prokuratury zwołano po pojawieniu się informacji i zdjęć, że na broni, której użył zamachowiec, znajdowały się napisy po łacinie, w cyrylicy i języku gruzińskim, z nazwami miejsc historycznych bitew, w których odniesiono zwycięstwa przeciw Turkom w czasach imperium osmańskiego.

 

Jeden z napisów to "Wiedeń 1683" - kiedy to polski król Jan III Sobieski zwyciężył w bitwie przeciw wojsku tureckiemu pod wodzą wezyra Kara Mustafy, grożącego podbojem chrześcijańskiej Europy. Po bułgarsku jeden napis upamiętnia zwycięstwo z 1877 r. w wojnie rosyjsko-tureckiej w przełęczy Szipka, a drugi - zwycięstwo nad Turkami podczas wojny bałkańskiej pod Bułairem w 1913 r. U zamachowca znaleziono również nagranie serbskiej piosenki z czasów wojny domowej w latach 90.

 

Jak poinformował Cacarow, 28-letni zamachowiec Brenton Tarrant między 9 a 15 listopada 2018 r. przebywał w Bułgarii, do której przyleciał samolotem z Dubaju. W Bułgarii podróżował samochodem, odwiedził szereg miejsc związanych z historią kraju, a zwłaszcza z walkami Bułgarów o wyzwolenie od trwającej 500 lat niewoli tureckiej.

 

Obecnie służby specjalne sprawdzają, jakie kontakty zamachowiec nawiązywał w Bułgarii i gdzie dokładnie się udał. Wiadomo, że był w Sofii, Błagojewgradzie, Płowdiwie, Asenowgradzie, Baczkowie i Bansko. Służby starają się ustalić, jakie były przyczyny jego podróży.

 

Chodzi o miejsca związane z walkami między chrześcijanami i muzułmanami - podkreślił prokurator. Z Bułgarii Tarrant udał się do Rumunii i na Węgry, a w grudniu ub.r. odwiedził Serbię. W Rumunii podróżował wynajętym samochodem. W Bukareszcie również wynajął samochód do Węgier. Na Bałkanach podróżował także do Bośni i Hercegowiny, Chorwacji i Czarnogóry.

 

Rzeczniczka prokuratury Rumiana Arnaudowa podała, że wiedza zamachowca o historii Bałkanów jest zaskakująco głęboka. Podkreśliła, że Bułgaria, która zdecydowanie potępiła akt przemocy z Christchurch, nie chce, by jej nazwa była w jakikolwiek sposób łączona z tym zamachem. Wcześniej prezydent Rumen Radew i premier Bojko Borisow potępili zamach i przekazali wyrazy współczucia władzom Nowej Zelandii.

 

Mieszkańcom nakazano pozostać w domach

 

Policja nie wyklucza, że ataki zostały przeprowadzone przez kilka osób pozostających w zmowie. Oznacza to, że zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego wciąż istnieje. Nie wiadomo, czy przez zamachowców nie są planowane jakieś inne akty terroru. Władze policyjne zaapelowały do obywateli Nowej Zelandii, by unikali odwiedzania miejsc kultu muzułmańskiego w całym kraju.

 

Mieszkańcom Christchurch nakazano pozostać w domach aż do odwołania.

 

Nowozelandzki portal Nzherald podał, że na dworcu kolejowym Britomart w Auckland w północno-zachodniej części Nowej Zelandii policja przeprowadziła kontrolowaną eksplozję ładunku po znalezieniu dwóch porzuconych plecaków. Miejsce zostało otoczone kordonem; do zbadania plecaków wykorzystano robota do usuwania bomb. Wkrótce potem rozległa się kontrolowana eksplozja.

 

Nie wiadomo, czy ataki w Christchurch i incydent w Auckland mają ze sobą związek. Auckland jest największym miastem Nowej Zelandii; leży w północno-zachodniej części Wyspy Północnej.

 

W liczącej blisko 5 mln ludzi Nowej Zelandii muzułmanie stanowią nieco ponad 1 proc.

 

Turcy, Pakistańczycy, Jordańczycy

 

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział, że w ataku rannych zostało co najmniej trzech obywateli Turcji. Zwracając się w piątek do osób zebranych na wiecu wyborczym, Erdogan określił napastnika jako "bezczelnego, niemoralnego, nikczemnego i parszywego" oraz wskazał, że ofiarą padli modlący się, ponieważ był to "łatwy cel". Powiedział do zgromadzonych: "Jako muzułmanie nigdy nie schylimy głowy, ale nigdy nie zniżymy się do poziomu tych podłych ludzi".

 

Po piątkowych modlitwach w Stambule odbyła się kilkudziesięcioosobowa demonstracja, której uczestnicy potępili ataki w Christchurch.

 

W atakach rannych zostało czterech Pakistańczyków - podał MSZ Pakistanu. Dodano, że pięciu obywateli Pakistanu zostało też uznanych za zaginionych. Resort ocenił ataki jako "zamach na wartości wolności wyznania i zgromadzeń wspólne dla całej ludzkości".

 

Ministerstwo spraw zagranicznych Indonezji poinformowało, że w atakach rannych zostało dwóch obywateli tego kraju - ojciec i syn. Stan ojca lekarze określają jako krytyczny.

 

Resort spraw zagranicznych Jordanii oświadczył, że zginęło też dwóch Jordańczyków, a ośmiu zostało rannych.

 

Według ambasady Indii w Nowej Zelandii dziewięciu obywateli tego kraju uznano za zaginionych po piątkowych atakach.

 

Konsul honorowy Bangladeszu w Auckland Shafiqur Rahman Bhuiyan poinformował, że w atakach zginęło trzech obywateli Bangladeszu, a co najmniej czterech zostało rannych. Dwóch z nich jest w stanie krytycznym.

maw/luq/jm/bas/las PAP, Reuters, Daily Mail, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze