18-latek wyszedł w trakcie imprezy sylwestrowej. Zniknął bez śladu

Polska

- Syn wyszedł tak, jak stał. Zabrał telefon i portfel. Kurtka i bluza została w mieszkaniu - mówi matka 18-letniego Radosława Zalewskiego. Młody człowiek opuścił nagle imprezę sylwestrową, odbywającą się w jednym z mieszkań w Olsztynie. Potem dzwonił jeszcze do kolegów, mówiąc, że się zgubił w mieście. W końcu jego telefon przestał być aktywny, a po Radku zaginął wszelki ślad.

Radosław Zalewski ma 18 lat. Pochodzi z niewielkiej wsi koło Ostrowi Mazowieckiej. Jest uczniem technikum i dobrze zapowiadającym się młodym raperem. Wśród przyjaciół nosi przezwisko Sosik.

 

Jest 31 grudnia zeszłego roku. Sylwester. Tego dnia Radek wybiera się do Olsztyna. Jego dwóch kolegów wynajmuje tam stancję. Razem zamierzają przywitać Nowy Rok. Na imprezie bawi się 14 osób.

 

Chodził po mieście chwiejnym krokiem

 

- Siedzieliśmy i piliśmy. Marihuana też była. Sylwester, impreza, normalnie. No i nagle przestało być śmiesznie. Radek wyszedł około 21.30. Do niczego nie doszło. Nikt mu nic nie powiedział, nikt go nie uderzył, nic. Z tego co wiemy z kamer, to poszedł w stronę ulicy Złotej - opowiada Konrad, kolega zaginionego Radka.

 

- Jeżeli poszedł w stronę, gdzie prowadziły psy policyjne, to miał wielkiego życiowego pecha, dlatego że to jest najbardziej niebezpieczny teren, w jaki mógł wejść - ocenia pani Klaudia ze społecznej grupy poszukującej zaginionego Radka.

 

Jedna z kamer monitoringu uchwyciła, jak Radosław porusza się po Olsztynie chwiejnym krokiem.

 

- Radek ma tak, że jak się napije, to dzwoni do ludzi, po prostu. I pewnie wyszedł, dzwonił. Nie wiem, co się stało dalej - mówi Konrad, kolega Radosława.


- Syn wyszedł tak, jak stał. Zabrał tylko telefon i portfel, co zawsze nosił w spodniach, w kieszeni - zaznacza Agnieszka Zalewska. Kurtka, a nawet bluza jej syna została w mieszkaniu w Olsztynie.

 

Kilkadziesiąt krótkich połączeń

 

Pracownicy agencji detektywistycznej po przejrzeniu monitoringu zwrócili uwagę na podejrzane zachowanie 18-latka, który, choć nie znał topografii terenu, zdecydował się zejść z głównej drogi.

 

Chwilę po opuszczeniu imprezy Radek korzysta ze swojego telefonu. Wykonuje kilkadziesiąt krótkich połączeń do różnych osób. Dzwoni także do swoich wciąż bawiących się w mieszkaniu kolegów. Mówi, że zabłądził i nie wie, gdzie jest.

 

- Praktycznie co dwie minuty miałem z nim rozmowę. Mówił, że widzi sklep spożywczy i biuro rachunkowe - wspomina Damian, uczestnik zabawy sylwestrowej.


- Byliśmy w Żabce, tam u siebie, ale żadnego biura rachunkowego nie było. Dopiero po 2-3 dniach doszliśmy do miejsca, gdzie wówczas najprawdopodobniej się znajdował - dodaje Konrad.

 

Policja przeglądała monitoring sklepu, wokół którego najprawdopodobniej znajdował się Radosław, ale przełom w sprawie nie nastąpił.

 

Koledzy mają swoją teorię


- To jest niby Olsztyn, ale widać tylko pola, niedaleko płynie rzeka, są pola, lasy i jeszcze bagna. Mam nadzieję, że tam nie wpadł - mówi Damian, znajomy Radosława.

Przed godziną dwudziestą trzecią, gospodarze imprezy wraz z kolegą wychodzą na poszukiwania Radka. Idą do pobliskiego sklepu. Przy okazji robią drobne zakupy. Potem, wracają do mieszkania i bawią się dalej. Krótko po tym, telefon Radka zostaje wyłączony.

 

- Kiedy poszliśmy do sklepu szukać Radka, koledzy byli w takim stanie - pokazuje nagranie upojonych alkoholem uczestników imprezy Damian. - Miałem wypuścić te 14 osób na poszukiwania? Nie byłoby jednego tylko zaginięcia, mogłoby być więcej - dodaje.

 

- Mamy taką teorię z chłopakami, że wsiadł do samochodu jakiegoś. I nie wiem, pokłócił się z kimś i coś się wydarzyło - opowiada Konrad.

 

Szukało go ponad 500 policjantów


Następnego dnia rodzice Radka zgłosili jego zaginięcie na policję. Drugiego stycznia ruszyły poszukiwania. Brało w nich udział ponad 500 policjantów oraz strażaków. Chłopaka szukali też zwykli ludzie, mieszkańcy Olsztyna.

 

- Tam jest stawek, który został przeszukany. Do tego stawku kilkukrotnie doprowadziły psy. Strażacy i policja wyrąbali lód na tym stawku, i nurkowie oraz grupy z bosakami przeszukiwali dno - opowiada pani Klaudia ze społecznej grupy poszukującej zaginionego Radka.

 

Za pomoc w odnalezieniu Radka jego rodzice wyznaczyli pięć tysięcy złotych nagrody.

 

Dwóch jego kolegów zostało przebadanych wykrywaczem kłamstw. Wynik badania wykluczył ich związek ze zniknięciem Radka.

 

Tymczasem akcja poszukiwawcza powoli zamienia się w czekanie na cud.

paw/ Interwencja

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze