Ceny energii miały nie wzrosnąć, a rosną. "Straszny chaos"

Biznes

Rząd radzi cierpliwie czekać, ale odbiorcy prądu, którzy dostają wyższe rachunki, mają problem. Ile płacić? Bo choć przyjęta w ekspresowym tempie ustawa gwarantuje, że podwyżek nie będzie, to już widać, że łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Sprawę zbadał reporter "Wydarzeń" Grzegorz Kępka.

- Mamy do czynienia z kwotą, które my nie do końca mamy skąd wziąć - powiedział Piotr Gołaszewski z Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego. Ten warszawski szpital powinien zapłacić za prąd przeszło trzy razy więcej niż w ubiegłym roku.


Mimo kilku prób szpitalowi nie udało się znaleźć tańszego dostawcy. - Podjęliśmy decyzję, aby zgodnie z tym jak czytamy ustawę, regulować dalej płatności względem stawki z czerwca 2018 roku - stwierdził Gołaszewski.


Chodzi o ustawę, która ma obniżyć ceny prądu. Firmy energetyczne zostały zobowiązane, by pobierać niższe opłaty - według cen z czerwca. Ma to uchronić gospodarstwa domowe, samorządy i firmy przed drożyzną.


- Ustawa obliguje jednoznacznie, że nie ma podwyżek cen prądu, mówimy o rachunku - zapewnia minister energii Krzysztof Tchórzewski.

 

"Nie mówię, że nie będzie noweli, bo rozmawiamy z KE"


Przepisy przyjęte przez Sejm budzą jednak kontrowersje. Urząd Regulacji Energetyki w poniedziałek wezwał rząd do pilnej nowelizacji ustawy. - Jest szereg różnych wątpliwości, na które zwracamy uwagę pana ministra, i możliwości interpretacji tej ustawy - zauważa Agnieszka Głośniewska z Urzędu Regulacji Energetyki.


Jednym z najważniejszych zarzutów jest wpisanie do ustawy cen. To odebranie kompetencji urzędowi, który został powołany po to, by ceny kształtować. - Jak dotąd nie otrzymaliśmy odpowiedzi - przyznaje Głośniewska.


- Będzie nowela czy nie będzie? - dopytywali dziennikarze ministra Tchórzewskiego i usłyszeli: - A ja tego nie mówię, że nie będzie, bo rozmawiamy z Komisją Europejską.


Wątpliwości Komisji Europejskiej może budzić specjalny fundusz, który ma rekompensować firmom energetycznym utratę zysków. To może być niedozwolona pomoc publiczna, a zamrożenie cen prądu to ograniczenie rynku.

 

KE pod silnym naciskiem firm energetycznych


- Są dwa kluczowe pytania, czy KE będzie chciała pakować się w taką awanturę polityczną przed wyborami do parlamentu europejskiego, z drugiej strony są pod silnym naciskiem firm energetycznych oczywiście nie tych polskich - wyjaśnia redaktor naczelny portalu "Wysokie Napięcie" Rafał Zasuń.


- Jest krok po kroku omawiana ustawa, w jakim punkcie może być zmieniona, by była zgodna w pewnym zakresie z prawem unijnym – przekonuje Krzysztof Tchórzewski.


Do końca marca ma zostać wydane rozporządzenie, które ma uruchomić większość przepisów ustawy. Życie jednak nie stoi w miejscu, niektóre gospodarstwa domowe dostały już wyższe rachunki. W projekcie rozporządzenia nie ma też słowa, jak odwołać rozstrzygnięte przetargi.

 

Stefaniak: dekretem mogą zapisać, że słoneczko będzie świeciło


- Straszny chaos panuje na rynku i nie wiadomo, jak to się skończy - przyznaje Zasuń.


- Myślą w kategoriach poprzedniego systemu, że dekretem mogą zmienić wszystko, mogą zapisać, że słoneczko będzie świeciło. To nie znaczy, że za tą ustawą poszły jakieś narzędzia - ironizuje Jakub Stefaniak z PSL.


Ustawa obniża jednak akcyzę na prąd i opłaty przesyłowe i choćby z tego powodu ceny powinny być niższe.

grz/ polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze