Protesty przeciw masowemu odstrzałowi dzików. Minister mówi, że chodzi o "skoordynowanie działań"

Polska

Ok. 300 naukowców zajmujących się m.in. ochroną środowiska zaapelowało do premiera o cofnięcie decyzji o odstrzale dzików. W wielu miastach zaplanowano demonstracje pod hasłem "Solidarni z dzikami". Minister środowiska zapewnił, że odstrzał jest konieczny, by zapobiec rozprzestrzenianiu się ASF, a pojawiająca się liczba 200 tys. dzików, które mają zostać zabite, jest "zupełnie nieprawdziwa".

WWF Polska informowało, że Polski Związek Łowiecki (PZŁ), na polecenie ministra środowiska, nałożył na swoje koła obowiązek zorganizowania skoordynowanych, wielkoobszarowych polowań na dziki w terminach 12-13, 19-20 i 26-27 stycznia br. Zdaniem ekologów, działania mają w drastyczny sposób ograniczyć populację dzików.

 

Według nich, zgoda ministra środowisk, na odstrzał dzików, jako forma walki z ASF, może jednak oznaczać wyeliminowanie tego gatunku z polskiej przyrody. Masowe zabijanie dzików, wpłynie na liczebność innych gatunków i paradoksalnie może przyczynić się do rozprzestrzenienia ASF.

 

"Decyzja pod naciskiem politycznym"

 

"Apelujemy o natychmiastowe cofnięcie decyzji o odstrzale redukcyjnym dzików i wdrożenie alternatywnych działań na bazie wiedzy naukowej i eksperckich opinii (ukierunkowanych na rzeczywisty mechanizm roznoszenia ASF związany ze świadomym bądź nieświadomym udziałem człowieka), mających na celu wstrzymanie dalszego rozprzestrzeniania się tej choroby w Polsce" – napisali naukowcy w liście otwartym, wystosowanym w środę do premiera Mateusza Morawieckiego.

 

Autorami listu jest grupa naukowców zajmujących się ochroną i zarządzaniem zasobami środowiska przyrodniczego, związanych z instytutami Polskiej Akademii Nauk. Pod apelem podpisało się ok. 300 naukowców.

 

"Od 12 stycznia br. do końca lutego myśliwi mają przeprowadzić masowy, skoordynowany odstrzał dzików na zdecydowanej większości terytorium kraju. Odstrzelonych ma zostać nawet 210 tys. tych zwierząt, a resort środowiska domaga się maksymalnego obniżenia liczebności populacji tego gatunku. Uważamy, że decyzja ta zapadła pod naciskiem politycznym i nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia" - oceniają naukowcy.

 

"Niewystarczająca kontrola sanitarna w branży trzody chlewnej"

 

Autorzy listu zwracają uwagę na to, że "zarówno wytyczne Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), jak i krajowa praktyka wskazują, że zmasowane polowania na dziki walnie przyczyniają się do roznoszenia wirusa (ASF)". Jak tłumaczą, dzieje się to poprzez przemieszczanie się spłoszonych zwierząt na duże odległości, zanieczyszczanie środowiska przez krew zarażonych dzików oraz częstszy niż zazwyczaj kontakt myśliwych z krwią i szczątkami zarażonych dzików.

 

"Zwiększona mobilność myśliwych w ramach masowych odstrzałów może prowadzić do transmisji wirusa na duże odległości" - ostrzegają naukowcy.

 

Równocześnie autorzy listu powołują się na ekspertów z Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach, według których wszystkie nowe ogniska zarażenia wirusem ASF w Polsce są wynikiem przenoszenia wirusa przez ludzi. "Prawdziwą przyczyną rozwoju ASF w Polsce jest bowiem brak bioasekuracji i niewystarczająca kontrola sanitarna w branży trzody chlewnej" - podkreślają w liście.


"Program wdrażany opieszale"

 

"Raport NIK z 2017 r. wskazuje, że w Polsce program bioasekuracji w związku z ASF był źle przygotowany i nierzetelnie wdrażany: 74 proc. gospodarstw nie posiadało niezbędnych zabezpieczeń, program wdrażany był opieszale, a protokoły z kontroli weterynaryjnej - często fałszowane w celu stworzenia pozorów zabezpieczenia stad świń przed ASF. W efekcie choroba nie została zatrzymana i rozprzestrzenia się na kolejne województwa" - argumentują.

 

Naukowcy proponują, aby zamiast odstrzału dzików wprowadzić "realnie działające mechanizmy odnajdywania padłych osobników tego gatunku" - co ma pozwolić na skuteczne wykrywanie nowych przypadków ASF. "Odnajdywanie i usuwanie padliny dzików zarażonych ASF stanowi również kluczowy element strategii ograniczenia długotrwałego utrzymywania się tej choroby w środowisku" - dodają.

 

"Stoimy na stanowisku, iż dla osiągnięcia celu, jakim jest zatrzymanie epidemii ASF w Polsce, należy pilnie porzucić pozorowane i kosztowne działanie, jakim jest masowy odstrzał dzików" - podkreślają naukowcy.

 

"Masakra i kompletne zdziczenie obyczajów"

 

O wstrzymanie odstrzału zaapelowali w środę na konferencji prasowej posłowie PO: Gabriela Lenartowicz, Stanisław Gawłowski (oboje zasiadają w sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa) oraz Joanna Kluzik - Rostkowska.

 

Lenartowicz oceniła, że polowania odbędą się "pod pretekstem walki z ASF". W jej ocenie taki sposób walki z tą chorobą jest nieskuteczny. - To jest masakra i kompletne zdziczenie obyczajów. Apelujemy przeciwko tej niecywilizowanej masakrze. W ten sposób się nie kontroluje pogłowia zwierząt wolno żyjących. Dotyczy to zarówno dzików, żubrów i innych wolno żyjących zwierząt - mówiła Lenartowicz.

 

Gawłowski, szef sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa ocenił, że "od soboty będziemy mieli w Polsce do czynienia z rzezią dzików". - Minister środowiska, wydając takie rozporządzenie doprowadza to tego, że w Polsce gatunek dzika zniknie z mapy Polski, zniknie z polskiej przyrody. Zwracamy się do środowisk myśliwych, żeby zaprzestali i nie wykonywali działań związanych z tym rozporządzeniem - zaapelował.

 

"Z urzędu tą sprawą powinien zająć się prokurator"

 

Gawłowski poinformował też, że w najbliższy wtorek zwoła posiedzenie sejmowej komisji ochrony środowiska, na które chce wezwać kierownictwo resortu środowiska. - Oczekuję od ministra środowiska raportu oddziaływania na środowisko, z którego będzie jasno wynikać, że to działanie (masowe polowanie na dziki - red.) jest prowadzone zgodnie z prawem polskim i z prawem europejskim" - oświadczył poseł PO.

 

- Za każdym razem, gdy mamy do czynienia z wyniszczeniem jednego procenta określonego gatunku, w tym wypadku gatunku dzika, to tego typu dokument, jak raport oddziaływania na środowisko musi być sporządzony, i z tego raportu muszą wynikać działania kompensacyjne. Jeżeli tego typu dokumentu nie ma, to z urzędu tą sprawą powinien zająć się prokurator - podkreślił Gawłowski.

 

- Jeżeli we wtorek minister środowiska nie przedstawi raportu oddziaływania na środowisko, to oczekuję, że prokurator będzie wszczynał postepowanie dotyczące rzezi dzików w Polsce - dodał poseł Platformy.

 

Według Kluzik-Rostkowskiej "jest jedna osoba, która może położyć temu (masowym polowaniom na dziki – red.) kres". - Apeluję, Jarosławie Kaczyński, dzisiaj wiele nas dzieli, ale mam nadzieję, że jedno nas łączy: szacunek dla zwierząt, szacunek dla ich cierpienia. Możesz położyć kres temu szaleństwu, które dzisiaj chcą zafundować dzikim zwierzętom twoi współpracownicy. 210 tys. dzików ma zginąć. Pomyśl jak to będzie wyglądało. Apeluję do twojego sumienia - powiedziała posłanka PO.

 

"Czy oni serio zwariowali?!"

 

Do sprawy odstrzału dzików odniósł się na Facebooku także lider ruchu Kukiz’15 Paweł Kukiz.

 

"Wystrzelanie wszystkich dzików to absolutnie nieakceptowalny, chory pomysł Prawa i Sprawiedliwości. To jest całkowicie nieetyczne, przecież mówimy o eksterminacji gatunku!" - napisał polityk.

 

Zamieścił także pismo z końca listopada, pod którym podpisała się sekretarz stanu w ministerstwie środowiska, a w którym napisano, by "ukierunkować odstrzał na lochy zanim przystąpią do rozrodu".

 

"Tłumaczę. Jeżeli zestawimy termin polowań (przedłużenie do końca lutego) i to zalecenie to znaczy, że chcą odstrzeliwać lochy, które są prośne (czyli w ciąży) albo takie, które już urodziły i prowadzą młode. Czy oni serio zwariowali?!" - pytał Kukiz.

 

W wielu miastach w Polsce, m.in. Warszawie, Wrocławiu i Katowicach odbędą się demonstracje przeciw odstrzałowi dzików.

 


Celem stworzenie "linii demarkacyjnej"

 

Rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy poinformował, że w czwartek w Pałacu Prezydenckim odbędzie się spotkanie prezydenta z ministrami rolnictwa i środowiska oraz głównym lekarzem weterynarii Pawłem Niemczukiem. Rozmowa będzie dotyczyć planowanego odstrzału dzików.


- Polowania wielkoobszarowe, które zostały zarządzone, mają na celu koordynację działań myśliwych. Odbywać się będą na terenie kilku powiatów. Celem tych polowań ma być stworzenie "linii demarkacyjnej", rozdzielenie strefy zakażonej wirusem afrykańskiego pomoru świń (ASF) od strefy wolnej od tej choroby - powiedział w środę szef resortu środowiska Henryk Kowalczyk.

 

Minister zapewnił, że pojawiająca się w mediach liczba 200 tys. dzików, które mają zostać odstrzelone w styczniu, jest "zupełnie nieprawdziwa".

 

Polski Związek Łowiecki informował niedawno, że w ramach planu łowieckiego na rok 2018/2019 do końca listopada myśliwi odstrzelili ok. 170 tys. dzików, czyli 90,7 proc. planu. Do 1 kwietnia, czyli do końca roku łowieckiego łowczy mają pozyskać ponad 185 tys. dzików. Henryk Kowalczyk ocenił, że ta ostatnia wartość najprawdopodobniej nie zostanie przekroczona.

 

Minister środowiska zaznaczył, że planowane na styczeń polowania wielkoobszarowe będą odbywać się w ramach "normalnych" polowań.

 

- Część osób, w tym naukowców chce cofnięcia decyzji o odstrzale redukcyjnym. Nie możemy tego zrobić, bo taka decyzja nie zapadła. Obecne wysiłki służą lepszej koordynacji działań, by wszystkie koła łowieckie, znajdujące się na danym terenie, działały w tym samym czasie. Poprzez skoordynowanie działań na terenie kilku powiatów chcemy zapewnić, by spłoszone dziki nie przedostały się na tereny, gdzie nie występuje ASF - wyjaśnił.

 

Kowalczyk dodał, że "musimy zablokować rozprzestrzenianie się ASF dalej w Polskę", gdyż choroba ta stanowi bardzo duże zagrożenie dla hodowli trzody chlewnej. - Według szacunków Ministerstwa Rolnictwa kosztować by to nas mogło kilkanaście miliardów złotych - zaznaczył. Przypomniał, że w związku z ASF kilka lat temu w Hiszpanii trzeba było wstrzymać produkcję świń na trzy lata.

 

- Sama bioasekuracja może nie wystarczyć i może nie ochronić w 100 proc. hodowli, jeśli wokół jest mnóstwo dzików zarażonych ASF - dodał.

 

Minister zapewnił, że oprócz odstrzałów i bioasekuracji, zalecone zostały intensywne poszukiwania padłych dzików.

 

Wyjaśnił, że wzmożone polowania mają odbyć się 12, 19 i 26 stycznia. Pytany o to, czy takie polowania będą prowadzone również w lutym (co wymagałoby zmiany prawa) powiedział, że "na razie takiego zamysłu nie ma, zobaczymy, jakie będą efekty styczniowych odstrzałów".


"Ryzyko dalszego rozprzestrzeniania jest ogromne"

 

Zdaniem ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego zmniejszenie populacji dzików jest konieczne do opanowania ASF. Jak mówił minister na konferencji prasowej w ubiegłym tygodniu, sama bioasekuracja gospodarstw nie wystarcza, konieczne jest także eliminowanie wirusa z przyrody, w związku z czym wystąpił do ministra środowiska o ograniczenie ilości dzików.

 

Z kolei Ministerstwo Środowiska zapytane o odstrzał dzików wyjaśniło w ubiegłym tygodniu, że "pomysł realizacji polowań zbiorowych wielkoobszarowych został zaprezentowany przez Głównego Lekarza Weterynarii na posiedzeniu Grupy roboczej ds. monitorowania i zwalczania afrykańskiego pomoru świń u dzików (ASF)".

 

"Obecnie z uwagi na fakt, że zgodnie z przepisami polowanie z nagonką, w tym z użyciem psów, może odbywać się w okresie od 1 października do 31 stycznia, a ryzyko dalszego rozprzestrzeniania wirusa ASF na tereny Wielkopolski i dalej na zachód Polski jest ogromne, należało podjąć działania mające na celu intensyfikację polowań zbiorowych na dziki w wybranych częściach kraju w terminie, w którym zgodnie z obowiązującym prawem można je realizować" - napisał resort środowiska.

 

W Polsce od połowy lutego 2014 roku wykryto 3317 przypadków ASF u dzików i 213 ognisk choroby u świń. Od końca września ub.r. nie wykryto żadnego nowego ogniska choroby u trzody chlewnej.

prz/luq/ PAP, polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze