"Nie było powodu do niepokoju w związku z luką VAT". B. dyrektor departamentu przed komisją śledczą

Polska
"Nie było powodu do niepokoju w związku z luką VAT". B. dyrektor departamentu przed komisją śledczą
PAP/Leszek Szymański

- Pik luki VAT nastąpił w 2013 roku, w 2014 r. została ona odkryta; wcześniej nie było powodu do niepokoju, bo Polska była poniżej unijnej średniej jeśli chodzi o lukę VAT - mówił w środę przed sejmową komisją ds. VAT b. dyrektor departamentu VAT w Ministerstwie Finansów Tomasz Tratkiewicz.

Sejmowa Komisja śledcza ds. VAT przesłuchiwała w środę Tomasza Tratkiewicza, byłego dyrektora Departamentu Podatku od Towarów i Usług Ministerstwa Finansów. Przesłuchanie trwało ok. 9 godzin.

 

W swoich zeznaniach Tratkiewicz mówił m.in., że w jego opinii pik luki VAT nastąpił w 2013 r. Tłumaczył, że prace nad szacowaniem wielkości tej luki były w resorcie finansów prowadzone w departamencie makroekonomicznym i w tym kierowanym przez niego. Zaznaczył jednak, że był to temat "nieco poboczny". Tłumaczył, że kierowany przez niego departament zajmował się m.in. szacowaniem podstawy VAT, na potrzeby wyliczenia składki VAT-owskiej do budżetu UE. - Przy okazji tego zadania można było się zorientować, jaki jest teoretyczny VAT i faktyczne wpływy - mówił. - I każdy widział, jakie są - dodał.

 

Podkreślił, że takie szacunki przeprowadzane są na danych historycznych i biorąc pod uwagę właśnie takie dane, w 2014 r. nastąpiło odkrycie luki VAT-owskiej. Wcześniej - jak mówił - nie było co do niej "większych wątpliwości", bo - jak wynikało z rachunków narodowych - Polska była poniżej unijnej średniej (luki VAT- red.) - podkreślał.

 

"Wtedy zobaczyliśmy, że trend jest niepokojący"

 

Tratkiewicz wskazał, że dopiero po ministerialnych "przeszacowaniach" z 2014 r., które były robione "mniej więcej" równolegle z wyliczeniami dotyczącymi Polski, jakie dla Komisji Europejskiej przeprowadzał niezależny podmiot, "wyszło, że luka dla naszego kraju jest wyższa". - Wtedy zobaczyliśmy, że trend jest niepokojący, bo byliśmy powyżej unijnej średniej - mówił.

 

Przytoczył też raport MFW na temat luki VAT w Polsce, w którym użyto jeszcze innej metody szacowania. Wynika z niego, że w 2014 roku luka spadła o kilka punktów procentowych, a w 2015 r. odbiła. Zauważył, że w dziale handel i transport od 2013 r. luka VAT zdecydowanie maleje, a karuzele VAT są głównie w sektorze handlowym. Jak ocenił, świadczy to o tym, że "coś się wydarzyło, że oszustwa z karuzel VAT-owskich zaczęły od 2014 r. maleć".

 

Jak dodał z raportu MFW wynika, że luka z powodu z nieprzestrzegania przepisów podatkowych w sektorze handlu bardzo istotnie maleje od 2014. - Najbardziej spektakularny spadek jest w 2014, potem te spadki są mniej spektakularne, ale są - powiedział. Świadek nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć, na ile karuzele są elementem luki VAT, a na ile odpowiada za nią np. szara strefa.

 

Posłowie dociekali jaka jest najbardziej wiarygodna metoda szacunków luki VAT-owskiej. W opinii Tratkiewicza to metoda "oddolna", czyli badanie reprezentatywnej grupy przedsiębiorców i sprawdzanie, jakiego rodzaju nieprawidłowości VAT-owskie wśród nich występują i w jakiej skali.

 

"Prace szły jak po grudzie"

 

Świadek przyznał, że ustawy uszczelniające system podatkowy, powstające do 2015 r. "nie szły gładko". Od 2016 r. prace były już szybsze - ocenił. Jak mówił, w procesach legislacyjnych w latach 2013-2014 i na początku 2015 r. prace "szły jak po grudzie", bo ministerstwo otrzymywało bardzo dużo uwag od przedstawicieli branż. - Najwięcej było ich przy tzw. odpowiedzialności solidarnej i były to setki maili, cała akcja sterowana była przez jedną z organizacji, przedsiębiorcy zasypywali nas szablonowymi wiadomościami - mówił. Staraliśmy się na wszystkie odpowiedzieć, co zabierało dużo czasu - zaznaczył. Dodatkowo w mediach, zwłaszcza prasie ekonomicznej, pojawiały się nieprzychylne komentarze, że ograniczamy wolność przedsiębiorcy - dodał Tratkiewicz.

 

Jak zaznaczył, w czasie prac w 2016 r. m.in. nad pakietem paliwowym uwag było niedużo, a w mediach nie było wrzawy i rzucania kłód. - Nie wiem, czym to tłumaczyć - dodał. Na pytanie o swój mail z końca lutego 2015 r., w którym pisał: - Pan (wice) minister (Jarosław - red.) Neneman poinformował mnie, że po rozmowie z Panem ministrem (Mateuszem) Szczurkiem zdecydowano, aby nie wychodzić z tymi zmianami, bo nie ma dla nich "klimatu". Proponuję, aby do tematu wrócić po wakacjach w ramach przygotowania większych zmian (...).". - Miałem pewien komunikat od zwierzchnika, który ustalał sprawę z ministrem Szczurkiem - skomentował Tratkiewicz.

 

Świadek był też pytany o rolę  społecznej doradczyni ówczesnego szafa resortu finansów Jacka Rostowskiego, Renaty Hayder. Hayder jako społecznej doradczyni ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego i partnera w firmie doradczej Ernst & Young, pojawiła się w zeznaniach b. wiceminister resortu Elżbiety Chojny-Duch, która oceniła, że proces legislacyjny przejmowali od urzędników resortu finansów zewnętrzni doradcy.

 

W resorcie finansów - jak mówiła - gabinet miał "superpracownik" - Renata Hayder zatrudniona w firmach doradczych - Arthur Andersen i Ernst&Young. Tratkiewicz powiedział, że "słyszał" , że Hayder jest społecznym doradcą Rostowskiego, ale nic nie wie o tym, by miała ona mieć gabinet w resorcie.

 

"Wydaję mi się, że w 2008 r. nie spotkałem pani Hayder"

 

B. dyrektor był pytany, czy w 2008 r., w trakcie prac nad nowelizacją ustawy o VAT,  zetknął się z Hayder. - Za bardzo nie pamiętam. Wydaje mi się, że wtedy nie spotkałem pani Hayder raczej w resorcie, może raz - odpowiedział.

 

Zaznaczył, że pamięta jedno zdarzenie, "jedną bytność w KPRM na dyskusjach nad jednym z projektów Palikota". - Była tam pani Hayder, ale wydaje mi się, że jej rola była dość wyblakła. Nie pamiętam, żeby coś tam istotnego się działo - oświadczył.

 

Zapamiętał, że do projektu ustawy Renata Hayder zgłosiła dwie poprawki natury legislacyjnej, które dostał w mailu od ówczesnego dyrektora departamentu. Zeznał, że jedna dotyczyła modyfikacji fakultatywnego obowiązku podatkowego - była "alternatywną, udoskonaloną wersją", a druga przewidywała możliwość wydłużenie do trzech miesięcy rozliczeń podatku VAT.

 

Tratkiewicz mówił, że pierwsza propozycja - według departamentu - była niezgodna z dyrektywą i niekorzystna dla podatników i ostatecznie ten przepis wypadł z projektu. Natomiast rozliczenie wydłużone do trzech miesięcy zostało. - Według naszej oceny nie miało waloru rozszczelniającego - zaznaczył.

 

Posłowie pytali też, czy kierowany przez niego departament konsultował z ówczesnym szefem gabinetu politycznego premiera, ministrem Sławomirem Nowakiem, projekty jakichś ustaw. - Pamiętam jedno zdarzenie, że były dyskusje prowadzone u pana ministra Nowaka. Odbierałem to jako dyskusje po to, by na forum publicznym resort z przedstawicielami (komisji - red.) "Przyjazne Państwo" zbyt dynamicznych dyskusji nie prowadził - powiedział.

 

"Zeznania układają się w całość"

 

Przewodniczący komisji Marcin Horała (PiS) ocenił, że zeznania Tratkiewicza potwierdzają dotychczasowe ustalenia. W jego opinii przesłuchanie to "dobre merytoryczne zeznania. Posuwają nas do przodu lub też potwierdzają dotychczasowe ustalenia". Według niego, w trakcie przesłuchania potwierdzone zostały: wcześniejsze zeznania b. wiceminister finansów Elżbiety Chojny-Duch, rola Hayder i to, że odbywały się spotkania w KPRM.

 

Jak stwierdził Horała, zeznania układają się w całość jeśli chodzi o "wpływ pani Hayder". Wskazał, że "postulaty dotyczące kształtu ustawy o VAT, zawarte w mailu do pracownika resortu", autorstwa Renaty Hayder znalazły się w projekcie ustawy, który został uchwalony. Horała wskazał, że chodzi o kwartalne deklaracje VAT.

 

- Dyrektor Tratkiewicz zeznał, iż jeśli chodzi o deklaracje kwartalne, jego departament był sceptyczny - mówił. Dodał, że "na koniec, w uchwalonej ustawie te propozycje były zawarte, a nie to, co sądził departament merytoryczny w MF".

bas/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze