Wiceprezes firmy Alpex: nie dochodziły do nas sygnały o nieprawidłowościach w kopalniach

Świat

- Może sporadycznie coś takiego było, ale takiego faktu, żeby uogólniać, to nic takiego nie było. Czesi, jeśli chodzi o przestrzeganie przepisów, są może bardziej skrupulatni od nas - powiedział w rozmowie z Polsat News wiceprezes firmy Alpex, zatrudniającej w Czechach polskich górników Ryszard Szajthauer. Poinformował, że firma zwróciła się do czeskiego rządu o pomoc w wypłacie odszkodowań.

Na pytanie reporterki Polsat News Ewy Żarskiej, czy do zarządu firmy docierały informacje o tym, że może dochodzić do nieprawidłowości w kopalniach, Szajthauer odpowiedział: nie.


- Sami pilnowaliśmy, żeby przepisy górnicze były przestrzegane - dodał.

 

Według żony jednego z ratowników górniczych, w kopalni Stonava od lat dochodziło do poważnych zaniedbań. Na antenie Polsat News mówiła, że jej zdaniem katastrofa w czeskiej kopalni była tylko kwestią czasu.

 

- Warunki w tej kopalni są bardzo ciężkie. Dużo rzeczy jest zaniedbanych. Często opowiadali chłopcy, że musieli zasłaniać czujniki metanu, musieli wystawiać je na nawiew, żeby nie przeszkadzały w wydobyciu. Liczą się metry, liczy się tylko zysk dla zakładu. Ludzie nie liczą się wcale - stwierdziła.

 

Jak dodała, górnicy nie mają się do kogo zwrócić z problemem.  - Jak zwracali się do kierownictwa, to było odsyłane z powrotem do panów co na kopalni rządzą, oni najwyżej nakrzyczeli na nich i koło się zamykało. A że nie było wcześniej poważnych wypadków, to sytuacja się nie zmieniała - powiedziała.

 

 

"Chciałbym, żeby odszkodowania były jak największe"


Wiceprezes Alpexu przyznał, że koszty, jakie firma będzie musiała ponieść w związku z wypłatą odszkodowań rodzinom górników, którzy zginęli "przekroczą ich możliwości". - Zwróciliśmy się do kierownictwa OKD i do premiera Czech o jakąś pomoc, wsparcie, żebyśmy mogli godnie naszych pracowników wynagrodzić - powiedział Szajthauer.


Jak tłumaczył, gdyby zginął jeden górnik, odszkodowanie zgodnie z czeskim prawem wyniosłoby ok. 500 tys. koron, czyli ok. 80-90 tys. zł.


- Chciałbym, żeby te odszkodowania były jak największe. Jeden z naszych byłych kolegów, pracownik OKD, który współpracował z naszą firmą parę lat temu, obecnie jest posłem do Sejmu czeskiego, zaoferował nam pomoc, że postara się zorganizować jakąś kwotę, która by nas wsparła - poinformował wiceprezes.


Jak dodał, wysokość odszkodowania będzie zależna m.in. od ilości przepracowanych lat oraz stanu rodziny.

 

prz/ Polsat News

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze