Prokuratura: kilkaset osób wykorzystywanych do pracy przymusowej. Śledczy apelują do pokrzywdzonych

Biznes
Prokuratura: kilkaset osób wykorzystywanych do pracy przymusowej. Śledczy apelują do pokrzywdzonych
zdj. ilustracyjne/Pixabay.com/CC0 Creative Commons

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku szuka osób, które były wykorzystywane do pracy przymusowej przez dwie spółki działające legalnie w woj. pomorskim. Do procederu dochodziło od 2016 r. do jesieni br. Poszkodowanych mogło zostać nawet ponad 500 osób. Pracownicy mieli być zastraszani, bici i bezpodstawnie oskarżani o kradzież.

Apel do osób pokrzywdzonych w sprawie prowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku wystosowała w poniedziałek rzecznik prasowa tej instytucji Grażyna Wawryniuk.

 

Wyjaśniła, że chodzi o osoby, które skorzystały z oferty dwóch legalnie działających w woj. pomorskim firm. Za ich pośrednictwem zostały wysłane na budowy w Polsce i w Skandynawii, gdzie były wykorzystywane do pracy przymusowej.

 

Wawryniuk poinformowała, że chodzi o firmy Yes! We Can Renovate z siedzibą w Kąpinie i BYGG Service Company Scandinavian Sp. z o.o. z siedzibą w Bolszewie.

 

Obie spółki powiązane są z 42-letnim Euzebiuszem D., którego w końcu października zatrzymali funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Prokuratura zarzuciła mu wówczas, że wykorzystywał do pracy przymusowej na budowach Polaków i cudzoziemców.

 

Wybierano osoby najbardziej zdeterminowane

 

42-latek znajdował pracowników, publikując ogłoszenia w prasie i w Internecie. Poza Polakami na anonse odpowiadali obywatele Ukrainy, Białorusi, Gruzji i Mołdawii. Osoby te były początkowo zatrudniane w firmie mężczyzny, gdzie wybierano spośród nich tych najbardziej zdeterminowanych (np. bardzo potrzebujących pracy), posłusznych i podatnych na wpływy oraz manipulacje. Takich pracowników firma mężczyzny wysyłała do pracy na budowach w głębi Polski lub w Szwecji.

 

Z osobami tymi nie podpisywano umów o pracę lub sporządzano je w niezrozumiałym dla nich języku, często zabierano im paszporty i inne dokumenty, a wynagrodzenia nie wypłacano wcale lub tylko w drobnej części. Gdy upominali się o zapłatę, grożono im deportacją lub fałszywie oskarżano o kradzież, wysyłając zawiadomienia do organów ścigania. Osoby te były również zastraszane, poniżane, a nawet bite.

Jak ustalono w śledztwie, od 2016 r. do jesieni br. 42-latek wykorzystał do pracy przymusowej ponad 500 osób. Tylko część z nich złożyła zeznania w tej sprawie. Pozostali proszeni są o zgłaszanie się do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku za pośrednictwem maila prokuratura@gdansk.po.gov.pl albo do Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku - nr tel. +48-58-524-22-22.

 

Kilkanaście rachunków bankowych

 

Z ustaleń śledztwa wynika, że suma niewypłaconych przez D. pensji i innych świadczeń osiągnęła co najmniej 4,5 mln zł. Organizator procederu wykorzystywał te pieniądze, inwestując je w swoją legalną działalność gospodarczą. Pomagały mu w tym dwie kobiety - 40- i 61-latka, które - próbując ukryć źródło pochodzenia pieniędzy - dokonywały dziesiątków przelewów między kilkunastoma swoimi rachunkami bankowymi.

 

Po zatrzymaniu 42-latkowi przedstawiono zarzut handlu ludźmi. Grożą mu za to nie mniej niż 3 lata więzienia. Obu kobietom zarzucono pranie brudnych pieniędzy zagrożone karą do lat 10 więzienia.

 

Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzuconych im czynów. Sąd na wniosek prokuratury aresztował mężczyznę, a wobec kobiet zastosowano poręczenia majątkowe w kwotach 200 tys. zł i 100 tys. zł, dozór policji i zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi, a także zakaz opuszczania kraju. 

mta/luq/ PAP

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze