Szpitalne oddziały zagrożone zamknięciem. Z powodu umów lojalnościowych lekarzy

Polska
Szpitalne oddziały zagrożone zamknięciem. Z powodu umów lojalnościowych lekarzy
Polsat News

Kilkaset oddziałów szpitalnych jest zagrożonych zamknięciem. Powodem są umowy lojalnościowe, które na początku września podpisali lekarze. Wynika z nich, że jeśli zobowiążą się do dyżurowania tylko w jednym szpitalu publicznym, mogą liczyć na podwyżkę etatu do 6750 zł brutto. Jak ujawniła "Rzeczpospolita", lojalki podpisało ponad 15,5 tys. medyków. To o wiele więcej niż się spodziewano.

"Dziesięć oddziałów, izba przyjęć, siedem poradni i zakład patologii Centrum Zdrowia Dziecka, 13 oddziałów, w tym szpitalny oddział ratunkowy w Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu, a także dwa oddziały w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie - to tylko niektóre z kilkudziesięciu oddziałów w 18 placówkach zgłoszonych jako zagrożone brakiem dostępności do świadczeń medycznych" - napisała "Rzeczpospolita".

 

Dziennik przypomina, że przed zagrożeniami związanymi z lojalkami, które miały zapewnić szpitalom obsadę dyżurową, ostrzegały resort zdrowia, Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych i Polska Federacja Szpitali.

 

Więcej niż zakładano

 

Eksperci szacowali, że na podpisanie umów lojalnościowych zdecyduje się niewielu lekarzy specjalistów. Okazało się jednak, że, podpisało je 15 585 medyków. 

 

Według resortu zdrowia, rozwiązanie zostało wprowadzone po to, żeby "ci specjaliści, którzy nie mogli i nie zarabiali więcej niż 6750 zł mogli również godziwie zarabiać". Dodał, że tę wysokość pensji trzeba odnieść do średnich zarobków w gospodarce narodowej [przeciętne wynagrodzenie w pierwszym kwartale 2018 r. wyniosło 4622 zł. Podkreślił, że lekarze specjaliści powinni mieć takie warunki płacy i pracy, które zachęcą ich do pozostania w Polsce.

 

Według "Rzeczpospolitej", najbardziej lojalki zaszkodziły oddziałom dziecięcym. Wśród 127 placówek wymienionych na stronach oddziałów wojewódzkich NFZ jako zagrożone przewijają się oddziały pediatryczne i neonatologiczne.

 

- Pediatria i neonatologia to specjalności deficytowe, w których specjalistę trudno znaleźć nawet za duże pieniądze - powiedziała "Rzeczpospolitej" Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego. W tej placówce noworodki konsultują specjaliści zatrudnieni na etatach w Centrum Zdrowia Dziecka.

 

Założenia resortu

 

Umowy lojalnościowe, to efekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. Z przepisów wynika, że wynagrodzenie lekarza specjalisty zatrudnionego na etacie wzrośnie do 6750 zł, ale pod warunkiem, że będzie pracował tylko u jednego pracodawcy, czyli w jednym szpitalu (lekarz specjalista będzie mógł być dodatkowo zatrudniony w poradniach, hospicjach, zakładach opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych, zakładach rehabilitacji leczniczej i opieki długoterminowej).

 

Minister zdrowia Łukasz Szumowski powiedział na początku pażdziernika, że deklarację podpisała mniej niż połowa lekarzy, "około 30 proc. osób, które były zainteresowane". Zastrzegł, że nie pamięta dokładnych danych. Wyjaśnił, że propozycja przejścia na etat za 6750 zł z założenia nie była skierowana do wszystkich lekarzy specjalistów. - Większość lekarzy pracuje na kontrakcie. Jest duża grupa lekarzy, która zarabia więcej. To jest dedykowane tym, którzy albo nie mogli, albo nie chcieli pracować w wielu miejscach, na wielu etatach, ciężko, ale zarabiając więcej pieniędzy - wyjaśnił.

paw/ Rzeczpospolita

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze