Budka: w Gliwicach podpisy zostały zebrane na nowo, wszystko odbyło się zgodnie z prawem

Polska
Budka: w Gliwicach podpisy zostały zebrane na nowo, wszystko odbyło się zgodnie z prawem
Polsat News

W związku ze zmianami na listach wyborczych Koalicji Obywatelskiej w Gliwicach, podpisy zostały zebrane na nowo, żaden podpis osoby, która nie znalazła się na liście, nie został wykorzystany, a wszystko odbyło się zgodnie z prawem - tak wiceszef PO Borys Budka, odniósł się do zarzutów PiS, które oceniło, że mogło tam dojść do złamania biernego prawa wyborczego.

 

Poseł PiS Waldemar Buda poinformował w poniedziałek, że zwróci się do Państwowej Komisji Wyborczej z wnioskiem o wyjaśnienie, czy przy zamianie osób na listach Koalicji Obywatelskiej w Gliwicach nie doszło do złamania biernego prawa wyborczego. Jak ocenił, mogło dojść do złamania biernego prawa wyborczego m.in. przez zebranie przez usuniętych kandydatów, wymaganej listy podpisów.

 

To pokłosie sprawy, o której informowały m.in. lokalne śląskie media, według których, na wniosek posła Borysa Budki i posłanki Marty Golbik doszło do zmiany na liście w Gliwicach. Z list usunięto wieloletnich radnych PO: Kajetana Gorniga i Dominika Dragona, a w ich miejsce pojawiła się m.in. współpracowniczka marszałka Wojciecha Saługi, żona posła Budki - Katarzyna Kuczyńska-Budka.

 

Podjęto uchwałę zarządu krajowego partii 

 

Rzecznik PO Jan Grabiec poinformował w sobotę, że ws. zmian na listach w Gliwicach została podjęta uchwała zarządu krajowego partii w trybie obiegowym na wniosek szefa okręgu Borysa Budki.

 

Budka w poniedziałkowej rozmowie podkreślił, że zgodnie z polskim prawem, to komitet wyborczy rejestruje listy kandydatów i tak też stało się w Gliwicach.

 

- Myślę, że tutaj akurat PiS jest ostatnim podmiotem, który może zarzucać tego typu nieprawidłowości, bo przypomnę, że listy zostały zarejestrowane zgodnie z prawem przez komisję wyborczą, zebrano odpowiednią ilość podpisów - powiedział wiceszef PO.

 

- Komitet wyborczy odpowiada za osoby, które znajdują się na takich listach, a my jako Koalicja Obywatelska, mamy obowiązek dbania o to, żeby na listach wyborczych znalazły się osoby, za które bierzemy całkowitą odpowiedzialność - dodał.

 

Budka podkreślił, że partia nie chce popełniać błędów w związku ze zdobyciem mandatu przez daną osobę z określonego komitetu wyborczego i opuszczeniem klubu partii w radzie miasta po wyborach. - Nie chcielibyśmy powtórki np. z pana posła (Zbigniewa) Gryglasa, który wszedł z listy Nowoczesnej do Sejmu, a znajduje się w klubie parlamentarnym PiS - mówił wiceszef PO.

 

- Odpowiedzialnością komitetu wyborczego jest również to, aby wyborcy mieli pewność, że osoby, które znajdują się na listach danego komitetu, będą osobami, za które komitet ponosi odpowiedzialność i które nie wykorzystają komitetu tylko i wyłącznie do tego, żeby znaleźć się w radzie miejskiej, a potem natychmiast ją opuścić - dodał.

 

Budka zaznaczył, że do Koalicji Obywatelskiej dochodziły informacje, jakoby osoby, które ostatecznie zostały usunięte z listy, po wyborach chciały utworzyć własny klub w radzie miasta. Podkreślił również, że procedury partyjne przewidywały możliwość zmiany na listach; decyzję podjął zarząd krajowy, a uchwała podjęta została zgodnie z prawem.

 

- Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, co więcej podpisy zostały zebrane na nowo, nikt nie wykorzystał żadnego podpisu zebranego przez osoby, które nie znalazły się na listach wyborczych, właśnie dlatego, żeby nikt nie mógł podnieść zarzutu, że ktoś uczestniczył w pracy, zbierał podpisy i nie znalazł się na liście - żaden podpis nie został wykorzystany - zapewniał wiceszef PO.

 

Według Budki, zarzuty PiS świadczą o słuszności decyzji zarządu krajowego, a PO trafnie przewidziała scenariusz, że "listy Koalicji Obywatelskiej zostaną wykorzystane przez niektórych do wejścia do rady miasta, a potem opuszczenia klubu".

 

PAP

msl/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze