Wracał do Polski, miał zostać tatą. Rodzina nie wierzy w samobójstwo i wskazuje błędy śledczych

Polska

- Twarz miał zapadniętą, sama skóra i kość. A jeszcze patrzę, dwie pętle. Jedna wcześniej, druga dalej - opowiada mężczyzna, który znalazł powieszone zwłoki zaginionego Mateusza Kaweckiego z Hutkowa koło Zamościa. Śledczy podejrzewają samobójstwo, ale rodzina wskazuje na liczne nieprawidłowości w ich działaniach. Np. dopiero teraz zabezpieczone mają być dowody, które wcześniej umknęły ich uwadze.

- Uważam, że brata ktoś zamordował i tutaj go przywiózł, że on sobie sam tego nie zrobił - mówi Katarzyna Piotrkowicz, siostra pana Mateusza.

 

Zaginiony Mateuszu Kawecki miał 30 lat. Od 5 lat mieszkał i pracował w Hanowerze. Pod koniec marca zaginął po nim wszelki ślad.

 

Nie udostępniono monitoringu


- Brat wyjechał z domu, z Hanoweru o godzinie 23:30. Kierował się na Szczecin. Jechał swoim granatowym BMW, model 525, dość starym, z 98 roku, na niemieckich tablicach rejestracyjnych - opowiadała kilka miesięcy temu w rozmowie z reporterem "Interwencji" Katarzyna Piotrkowicz, siostra pana Mateusza.

 

28 marca tego roku Mateusz Kawecki jechał do Polski na święta wielkanocne. Miał je spędzić z narzeczoną, a później towarzyszyć jej przy porodzie ich córki. Nigdy jednak nie dotarł na miejsce.

 

- Monitoring na przejściu granicznym jest, ale nie został nam udostępniony, policja ponoć sprawdzała. Nam powiedziała, że brata w Polsce nie było - opowiadała Katarzyna Piotrkowicz.

 

- Dzwoniliśmy po kilkadziesiąt razy na policję, każde z nas. Prosiliśmy o zabezpieczenie monitoringu i o namierzenie telefonu. Bo ten telefon cały czas był aktywny - dodawała Edyta Dąbska, kuzynka nieżyjącego pana Mateusza.

 

Ciało w stodole rodziców

 

Kilka dni temu w sprawie zaginięcia pana Mateusza nastąpił długo wyczekiwany przełom. Po pięciu miesiącach od zaginięcia odnalazło się ciało mężczyzny. Było... w stodole jego rodziców, tuż obok ich domu. Wydawało się, że zagadka zaginięcia wyjaśniła się raz na zawsze.

- Wiem tylko tyle, że wyszedłem i go znalazłem. I tylko tyle wiem, bo mnie zaśmierdziało. Tak jakbym miał przeczucie, bo śnił mi się. Czułem, że coś tu nie tak, bo kot, czy pies, by tak nie śmierdział. Tylko zęby się świeciły. Twarz miał zapadniętą, wszędzie tylko sama skóra i kość. A jeszcze patrzę, dwie pętle. Jedna wcześniej, druga dalej - opowiada sąsiad nieżyjącego pana Mateusza.

 

- Była lina wisielcza, były zwłoki, które świadczyły o tym, że wcześniej wisiały na tej linie wisielczej - wyjaśnia Rafał Kawalec z Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

 

Tyle miesięcy wisiał, to urwało się i spadł z tej pętli, a głowa odleciała na bok - dodaje sąsiad pana Mateusza.

 

- Wielokrotnie byliśmy w tej stodole. Prokurator twierdzi, że on tam był, ale my tak nie twierdzimy, bo my go nie widzieliśmy - opowiada kuzynka mężczyzny Edyta Dąbska.


- To wszystko upozorowane - dodaje siostra Katarzyna Piotrkowicz.

 

Telefon miał się nie logować w Polsce

 

Przy zwłokach znaleziono plecak mężczyzny i portfel. Brakowało w nim dowodu rejestracyjnego i kluczyków do samochodu. Auta nie znaleziono. Świadkowie twierdzą, że przy ciele pan Mateusza był również jego telefon, choć prokuratura nie chce o tym informować, "ze względu na dobro śledztwa".

 

- No, był telefon, prokurator znalazł - mówi sąsiad, który znalazł zwłoki pana Mateusza.


Reporter "Interwencji": a policja mówi, że telefon się w Polsce w ogóle nie logował.


- No, tak gadali, że się wcale nie logował.


- To co, przejechał przez całą Polskę i nie zalogował się ani razu?


- Gdzieś jakoś słabo patrzyli, szukali.

 

- Była woda niegazowana, a na dnie są pety. Wygląda na to, że nie zbadano ich, skoro zostały zostawione - mówi.

 

Brak wyników badań DNA

 

- Był też karton po soku pomarańczowym, a Mateusz nigdy nie pił soku pomarańczowego. To potwierdzają wszyscy, którzy go znali. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że tuż przed śmiercią chciał się napić soku pomarańczowego - wskazuje kuzynka Edyta Dąbska i dodaje: - Śledczy powiedzieli do cioci otwarcie, że oni tę słomę by musieli przesiewać dwa tygodnie sitkiem, żeby wszystko dokładnie zbadać. I tego nie zrobili. Więc skwitowali to tak, że jeżeli byśmy chcieli, to możemy sami poprzesiewać. Ciocia może sama, może znajdzie jeszcze brakujące zęby. Mateusz został znaleziony 12 września, a 14 ojciec znalazł jego nogę. W dodatku nadal nie mamy wyników DNA. Do końca nie wiemy, czy to był Mateusz.

 

O wątpliwościach rodziny dotyczących rzetelności śledztwa rozmawiamy z Rafałem Kawalcem z Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

Kawalec: - Najwyraźniej nie zauważyli śledczy tego (nogi).


Reporter: - To są profesjonalne oględziny pana zdaniem?


- Myślę, że oględziny były zrobione profesjonalnie.


- Nie należy najpierw poczekać na wyniki badań DNA i dopiero wydać ciało rodzinie? Kiedy będziecie pewni, że to jest Mateusz Kawecki?


- Rodzina się zgłosiła z prośbą o wydanie zwłok, zostały jej wydane.


- Jego ubrania też znajdują się w worku, obok stodoły. Na nich mogą być ślady. Ślady mordercy… ślady walki… i nikt o te ubrania nie dba w tej chwili. Nikt ich nie zabezpieczył…


- Pan, jako prokurator chciałby mieć tego typu dowód u siebie w magazynie, czy raczej wolałby go pan oddać?


- To już moja subiektywna ocena, nie chciałbym się wypowiadać.


- Obejmiecie to postępowanie jakimś nadzorem?


- Nie wykluczam takiej możliwości.


- Bo jesteście instytucją zwierzchnią. Możecie pilnować tego śledztwa…


- Tak. Tak.


- To może wasz nadzór by się tu jednak przydał?


- Nie wykluczam takiej możliwości.


- Kiedy podejmiecie decyzję na ten temat?


- W najbliższym czasie.

 

Śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa

 

Dwie godziny po rozmowie, śledztwo w sprawie śmierci pana Mateusza w całości przejęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu. W Hutkowie pojawili się też policjanci. Prokurator nakazał im zabezpieczyć dowody, które wcześniej umknęły uwadze śledczych.

 

Tydzień temu odbył się pogrzeb pana Mateusza. Była na nim też jego córka. Urodziła się sześć dni po zaginięciu. I chociaż nigdy już nie pozna swojego ojca, bliscy mężczyzny chcą, aby mogła kiedyś poznać przynajmniej prawdę o jego śmierci.

 

- Myślę, że oni będą się teraz trzymać wszystkiego, żeby to jak najszybciej ucichło, żeby pozacierać wszystkie ślady, żeby wszystko wskazywało na to, co oni sobie życzą, czyli paragraf 151 KK - samobójstwo - podsumowuje Katarzyna Piotrkowicz, siostra pan Mateusza.

 

"Interwencja"

paw/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze