5 ofiar śmiertelnych huraganu Florence w USA, na miejsce jedzie Trump

Świat

Huragan Florence, który w piątek uderzył w Karolinę Północną, na wschodnim wybrzeżu USA, spowodował śmierć pięciu osób - informuje Reuters. Po wejściu w głąb lądu Florence straciła na sile i stała się burzą tropikalną. Prezydent USA Donald Trump odwiedzi w przyszłym tygodniu obszary dotknięte przez huragan - poinformował w piątek wieczorem czasu lokalnego Biały Dom.

- Prezydent powinien odwiedzić tereny dotknięte przez huragan na początku lub w połowie przyszłego tygodnia, gdy będzie pewne, że jego wizyta nie zakłóci pracy ratowników - powiedziała rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders.

 

Jak poinformowało amerykańskie Krajowe Centrum ds. Huraganów (NHC), w ostatnich godzinach prędkość wiatru spadła ze 150 km/h do 110/ km/h. NHC ostrzega jednak przed katastrofalnymi powodziami w Karolinie Północnej i Południowej, gdyż Florence, która powoli wchodzi w głąb lądu, niesie ze sobą ulewne deszcze.

 

Żywioł spowodował śmierć co najmniej czterech osób. Wśród ofiar jest kobieta i jej małe dziecko. Oboje zginęli, gdy na ich dom w mieście Wilmington w Karolinie Północnej runęło drzewo.

 

"Obawiamy się, że żywioł może zniszczyć całe miejscowości" - oświadczył gubernator stanu Karolina Północna Roy Cooper.

 

EPA/JIM LO SCALZO

 

Jedną z miejscowości, które najbardziej ucierpiały w wyniku huraganu, jest miasteczko New Bern, na północ od Wilmington. Z brzegów wystąpiła tam rzeka Neuse. Z zalanych domów ratownicy ewakuowali ponad 300 osób.

 

Agencja AFP wyjaśnia, że szczególnie groźna jest wyjątkowo mała prędkość - 6 km/h - z jaką porusza się Florence, przez co ulewne deszcze przez długie godziny występują w jednym rejonie. Jak powiedział gubernator Cooper, tak intensywne opady "zdarzają się raz na tysiąc lat". Pozbawionych prądu jest około pół miliona ludzi.

 

W ostatnich kilku dniach ze wschodnio-południowych wybrzeży USA ewakuowano 1,7 mln mieszkańców. Stan wyjątkowy został wprowadzony w obu Karolinach, Wirginii i Georgii. Ci, którzy zostali w swoich domach, gromadzili zapasy wody i wszelkie środki niezbędne do przetrwania.

 

PAP

jm/hlk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze