O wyroku nakazowym w sprawie Piotra N. poinformowała w piątek Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie. Został on wydany 3 września bez udziału stron postępowania, czyli policji oraz dziennikarza.

 

"Wyrok nie jest prawomocny"

 

"Obwiniony Piotr N. został uznany za winnego popełnienia zarzucanych mu czynów, które stanowią wykroczenia. Sąd Rejonowy w Piasecznie wymierzył mu łącznie karę grzywny w wysokości 3 tysiące złotych, zasądził od obwinionego na rzecz Skarbu Państwa 70 złotych tytułem zryczałtowanych wydatków postępowania oraz 300 złotych tytułem opłaty. Wyrok nie jest prawomocny" - napisała sekcja prasowa w mejlu nadesłanym do redakcji.

 

Piotr N. odpowiadał za to, że 5 października 2017 roku w Konstancinie-Jeziornie jechał bez prawa jazdy chevroletem, a auto nie miało obowiązkowej polisy OC oraz ważnego przeglądu, który dopuszczałby wóz do ruchu.

 

Jadąc tym samochodem, dziennikarz spowodował wtedy na przejściu dla pieszych wypadek i potrącił starszą kobietę, za co będzie odpowiadał w postępowaniu karnym przed tym samym sądem. Pierwsza rozprawa zaplanowana jest na 9 listopada.

 

"Rażąca niewspółmierność kary"

 

W sprawie wypadku Sąd Rejonowy w Piasecznie wydał w lipcu wyrok nakazowy, ale prokuratura wniosła sprzeciw z powodu rażącej niewspółmierności kary. Sąd w Piasecznie wymierzył wtedy dziennikarzowi karę grzywny w wysokości 6 tys. zł, 10 tys. zł nawiązki dla nieżyjącej już pokrzywdzonej oraz zobowiązał do pokrycia blisko 6 tys. zł kosztów sądowych. Nie orzekł zakazu prowadzenia pojazdów, choć przepisy na to pozwalały.

 

Według prokuratury Piotr N. przejawiał lekceważący stosunek do przepisów drogowych oraz bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego. Po ujawnieniu informacji o wyroku nakazowym w sprawie Piotra N. skomentował ją minister Zbigniew Ziobro. Prokurator generalny w mediach społecznościowych podkreślił, że "wypadki się zdarzają, ale Polacy oczekują, że prawo będzie równe dla wszystkich, bez względu na to, czy sprawca to osoba znana, czy nie". Za spowodowanie wypadku grozi do 3 lat więzienia.

 

PAP