Ich dom zalewają fekalia. Wodociągi miejskie umywają ręce

Polska

Świeżo wyremontowany dom pani Małgorzaty i pana Łukasza w Mysłowicach dwukrotnie zalały fekalia wybijające z kanalizacji. Właściciele wycenili straty na ponad 20 tys. zł, ale otrzymali tylko 2600 zł - za drugie zalanie. Choć inspektor nadzoru budowlanego jasno wskazał, że zabrakło zasuwy burzowej, wodociągi nie poczuwają się do pełnej odpowiedzialności.

Pan Łukasz odziedziczył dom po swoich dziadkach. Niespełna rok temu skończył generalny remont domu. Radość, kiedy razem z narzeczoną w nim zamieszkali nie trwała niestety długo. W styczniu wybiły nieczystości z kanalizacji. 


- Przy 20-stopniowych mrozach zostaliśmy bez pieca - powiedział Łukasz Proksa w rozmowie z reporterką "Interwencji".

 

"Smród, że po prostu nie szło wytrzymać"


- Byłam przerażona. Tam były papiery toaletowe, odchody ludzkie, wszystko, a smród był taki, że po prostu nie szło wytrzymać - opowiadała Małgorzata Jabłońska.


Wody z fekaliami stale przybywało. Po licznych, ponaglających telefonach pani Małgorzaty do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Mysłowicach w końcu przyjechali pracownicy firmy.


- Zaczęli to wypompowywać, łopatą wybierać i stwierdzili, że to już jest koniec ich pracy. A ja miałam drzewo, ja miałam wszystko zalane. Cały syf w tym wszystkim siedział. Stwierdzili, że sobie to zdezynfekuję - wspominał Małgorzata Jabłońska.

 
- Zaczęto mi zarzucać, że to moja wina, bo trójnik, który wyrwało jest źle zamontowany. Instalację robiła firma, człowiek z uprawnieniami, który oczywiście przekazał mi, że jak najbardziej to wszystko było dobrze zrobione - relacjonował Łukasz Proksa.

 

Ubezpieczyciel MPWiK odmówił wypłaty odszkodowania


Pisemną opinię potwierdzającą prawidłowość wykonania instalacji kanalizacyjnej w piwnicy pan Łukasz wysłał do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Mysłowicach. To jednak nie wystarczyło. Ubezpieczyciel MPWiK odmówił wypłaty odszkodowania.

 

- W ocenie towarzystwa, gdyby instalacja była prawidłowa, nie byłoby konieczności wymiany wadliwego elementu, przez który właśnie doszło do zalania piwnicy - stwierdził Adam Michalski, dyrektor Biura Likwidacji Szkód Majątkowych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych.


Tym wadliwym według wodociągów elementem był trójnik, który wymienił pan Łukasz za namową pracowników wodociągów sprzątających fekalia po zalaniu. Poszkodowany wini wodociągi.

 

Sąsiedzi też byli zalewani


- Sąsiedzi byli zalewani wcześniej, tam została gdzieś udrożniona ich kanalizacja, więc całe ciśnienie wody teraz zbiera się w okolicy mojego domu - powiedział pan Łukasz.


- Nas zalało dwa razy. W piwnicach było powyżej kolan. Oni zasypali rury, nie utwardzili tego i to wszystko wypłukało. Próbowano nam wmówić, że wszystko jest w najlepszym porządku i niemożliwe, że takie coś się dzieje - opowiadali sąsiedzi pani Małgorzaty i pana Łukasza.


Na początku maja tego roku piwnica pana Łukasza została ponownie zalana. Przerażony i zdesperowany zlecił powiatowemu inspektorowi nadzoru budowlanego wykonanie ekspertyzy swojej instalacji kanalizacyjnej.

 

Ekspert: nie trójnik zawinił, a brak zasuwy burzowej


- Kwestionowanie wykonania trójnika było błędem. Po prostu na takim odcinku powinna być założona zasuwa burzowa, która zabezpiecza przed cofaniem ścieków. Brak tej zasuwy jest praktycznie główną przyczyną zalań. Zaznaczyć chciałem, że wykonanie takiej zasuwy nie należy do obowiązku właściciela - poinformował Stefan Żak, inspektor nadzoru budowlanego.


Nikt z Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Mysłowicach nie zdecydował się na wystąpienie przed kamerą. Z pisma, które otrzymała redakcja "Interwencji" wynika, że zasuwa burzowa została zainstalowana dopiero po drugim zalaniu. Kilka dni temu ubezpieczyciel MPWiK zdecydował, że wypłaci tylko 2600 zł panu Łukaszowi, za drugie zalanie. Winą za pierwsze cały czas obarcza pan Łukasza.


- Co to jest te 2600 zł? To nawet nie jest ¼ wartości pieca, który został zniszczony. A gdzie ściany, gdzie posadzki, gdzie drzewo, które zostało zalane? My wyliczyliśmy straty na ponad 20 tys. zł - przekazał Łukasz Proksa.

 

Pan Łukasz: sprawa trafi do sądu


- Mamy rozbieżność pomiędzy opiniami, która jest nie do rozstrzygnięcia, ponieważ z jednej strony mamy osoby, które posiadają doświadczenie i uprawnienia, a z drugiej strony również na zlecenie poszkodowanego jest sporządzona taka opinia - skomentował Adam Michalski, dyrektor Biura Likwidacji Szkód Majątkowych Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych.


Pan Łukasz zapowiada, że sprawa trafi do sądu.

 

Interwencja

grz/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze