"Nie jest prawdą, że kąpały się przy czerwonej fladze". Oświadczenie rodziny ws. tragedii w Darłówku

Polska
"Nie jest prawdą, że kąpały się przy czerwonej fladze". Oświadczenie rodziny ws. tragedii w Darłówku
Nowa TV

"W imieniu rodziców tragicznie zmarłych dzieci, wobec licznych ataków w ich kierunku oświadczamy, że rodzice robili wszystko, by uchronić dzieci przed tragedią. Nie jest prawdą, że dzieci kąpały się lub weszły do wody przy czerwonej fladze. Nie jest prawdą, że mama dzieci została z nimi sama na plaży. Obecni byli oboje rodzice" - przekazała najbliższa rodzina dzieci, które utonęły w Darłówku.

"W czasie gdy mama udała się z najmłodszym synkiem na wydmy, pozostałej kąpiącej się trójki doglądał tato. Dzieci kąpały się w oddaleniu od falochronu, a na długości całej plaży kąpali się również inni ludzie. Oboje rodzice zostali poddani badaniu alkomatem i byli trzeźwi. Ponieważ w sprawie media i opinia publiczna wydały już wyrok, uznając rodziców za nieodpowiednio dbających o dzieci i wydały go jeszcze przed formalnym wszczęciem postępowania przez prokuraturę, wobec licznych wątpliwości w sprawie oznakowania kąpieliska i działań ratunkowych, rodzice zmuszeni są, mimo ogromnej żałoby, pytać prokuratora czy na plaży rzeczywiście wszystko przebiegało zgodnie ze sztuką oraz czy sposób oznaczenia kąpieliska był prawidłowy, czy zrobiono wszystko, by uniknąć tragedii i podjęto prawidłowo wszystkie działania ratunkowe" - brzmi treść oświadczenia rodziny, które opublikował Onet.

 

Bliscy zaapelowali o uszanowanie godności rodziców tragicznie zmarłych dzieci, a także ich prawa do ustalenia prawdy w sprawie tragicznych zdarzeń.

 

"Rodzice chcieliby również podziękować wszystkim, którzy wspierają ich w tym trudnym czasie zarówno przy próbie odnalezienia dzieci, jak również teraz, przy próbie wyjaśniania okoliczności zdarzenia" - dodano.

 

Pod oświadczeniem podpisali się dziadkowie oraz ciocie i wujkowie dzieci. W sumie 12 osób.

 

"Ratownik zarządził szukanie na plaży"

 

Wersję, że dzieci weszły do wody przy białej fladze przekazała portalowi wp.pl jedna z kobiet, która twierdzi, że w dniu zdarzenia wypoczywała obok ratownika. - Nie mogę już czytać o tej czerwonej fladze. Prawda jest taka, że gdy dzieci weszły do wody, wisiała jeszcze biała flaga. Ratownik ok. 13:00 ogłosił czerwoną flagę i wszyscy wyszli z wody. Mniej więcej 5 minut później podbiegła matka i zgłosiła, że nie widzi swoich dzieci - relacjonowała. 

 

Jej zdaniem ratownik nie ruszył od razu szukać rodzeństwa w wodzie, lecz "zarządził szukanie na plaży".

 

- Matka od razu powiedziała, że zna swoje dzieci i same nigdzie daleko by sobie nie odeszły. Walczyła jak lwica, żeby zacząć ich szukać - przekazała portalowi wp.pl.

 

Jej zdaniem dopiero po około 40 minutach ktoś z plażowiczów wypatrzył ciało dziecka w wodzie. Nie jest jednak jasne, czy wówczas ratownicy szukali już dzieci w morzu.

  
Na uwagę, że dzieci przebywały w miejscu, gdzie obowiązuje bezwzględny zakaz kąpieli, odpowiedziała, że nie pierwszy raz była w Darłówku i "dopiero po tragedii zwróciła uwagę, że stoi tam jakiś znak". - Gdyby stał blisko morza, byłby zauważalny, ale jest gdzieś z tyłu koło wydm - stwierdziła. 
 
Podobnego zdania była jedna z czytelniczek polsatnews.pl, która przesłała nam zdjęcia umiejscowienia znaku i zaznaczyła, z której strony na plażę wchodzi wielu turystów - jej zdaniem - nieświadomych zagrożenia.
 
 

Wszczęto śledztwo  

 

Prokuratura Rejonowa w Koszalinie prowadzi postępowanie w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia trojga dzieci przez osoby, na których ciążył obowiązek opieki nad nimi. Śledztwo dotyczy także nieumyślnego spowodowania śmierci dzieci. Oba czyny zagrożone są karą więzienia do 5 lat. Nikt nie usłyszał zarzutów. Kontynuowane są czynności mające wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Przesłuchano wielu świadków, w tym rodziców dzieci.

 

Rodzice mają zastrzeżenia do akcji ratowniczej

 

W piątek zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby zobowiązane do pełnienia pieczy nad plażowiczami na kąpielisku w Darłówku złożył adwokat rodziców dzieci Paweł Zacharzewski. Jak powiedział "rodzice mają wiele zastrzeżeń do akcji ratowniczej". Podkreślił, że "oboje byli na miejscu zdarzenia".

  

Kacper (14 lat), Kamil (13 lat) i Zuzanna (11 lat) utonęli w morzu we wtorek 14 sierpnia. Jeszcze tego samego dnia udało się wyciągnięto z wody Kacpra. Przeprowadzono akcję reanimacyjną, ale chłopiec 15 sierpnia zmarł w koszalińskim szpitalu.

 

W piątek przy wejściu do portu odnaleziono ciało Zuzi, a dzień później po wschodniej stronie Darłówka Kamila.

 

onet.pl, wp.pl, polsatnews.pl

ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze