Wiele osób przyniosło kwiaty, część z przybyłych jest w koszulkach z wizerunkiem artystki. Z głośników popłynęły największe utwory Maanamu, m.in. "Mówią, że miłość mieszka w niebie" i "Się ściemnia". Na scenie, wśród białych kwiatów i zapalonych świec, ustawiono portret Kory oraz urnę z jej prochami.

 

W ostatnim pożegnaniu Korze towarzyszą m.in. prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, b. przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, historyk sztuki, b. dyrektor Galerii Zachęty w Warszawie Anda Rottenberg, kompozytor i pianista Adam Sztaba, filozofka prof. Magdalena Środa.

 

"Szła z podniesioną głową i z jasnymi poglądami"

 

- Kiedy odchodzi artysta, to często jest okazja do przypomnienia jego osiągnięć, nagród, sukcesów. W przypadku Kory wydaje mi się to trochę zbędne, ponieważ wszyscy w którymś momencie swojego życia zetknęliśmy się z jej twórczością, z jej karierą - i nie tylko z jej muzyką, ale i z jej poglądami, wypowiedziami - mówił podczas uroczystości dziennikarz muzyczny Wojciech Mann.

 

Podkreślił, że przypomni nie to, co Kora osiągnęła, ale jak.

 

- Dane jej było żyć w okresie różnych faz naszego kraju. Na początku był komunizm, potem był komunizm z ludzką twarzą, potem były różne turbulencje, potem była Solidarność, stan wojenny, demokracja, a wreszcie parodia demokracji. I przez wszystkie te okresy Kora szła z podniesioną głową i z jasnymi poglądami - powiedział, przypominając o niezależności artystki.

 

- Zawsze na swoim sztandarze miała napisane: "wolność" - podkreślił Wojciech Mann, dodając też, że Kora "była diamentem najczystszej wody".

 

 

 

"Była radykalnie niezależna"

 

- Nigdy nie była letnia, zawsze gorąca. Trudno sobie wyobrazić, co stałoby się ze światem, gdyby jej potężna energia nie znajdowała ujścia w koncertach, w śpiewaniu, w pisaniu i wreszcie w walce z chorobą, bo na tym polu była naprawdę zaciekłą wojowniczką - powiedziała filozofka i publicystka prof. Magdalena Środa.

 

Jak podkreśliła, "Kora była radykalnie niezależna". - Śpiewała, że nie znoszę, kiedy ktoś się sili i chce układać jej życie - podkreśliła, dodając też, że artystka nie znosiła przeciętności, szarości, monotonii i rutyny.

 

- Była hipiską, celebrytką, babcią, przyjaciółką, scenicznym wampem, ironiczną liberałką, siostrą miłosierdzia, ekscentryczną gwiazdą. Jej osobowość skrzyła się wieloma barwami i rolami, a jednocześnie była wspólnotowa. Łączyła ludzi - całe pokolenia, środowiska - powiedziała Środa.

 

- Cieszmy się, że z nami była, i że z nami jest. Bo boginie nie umierają - dodała.

 

 

Sipowicz: nigdy nie widziałem nikogo, kto miałby taką siłę życia

 

- W takiej sytuacji właściwie żaden człowiek nie chciałby stanąć. Ponad 40 lat wspólnego życia, tak silny związek ciał, dusz, świadomości, poglądów, że w pewnym momencie wydawało nam się, że jesteśmy jedną istotą, porozumiewaliśmy się właściwie już bez słów. Żadne z nas nie przypuszczało, że zostanie samo. Z drugiej strony cały czas mam wrażenie, że ona tutaj jest (...) docierają do mnie różne sygnały, z tego internetowego świata, widzę wspaniałą, piękną kobietę, z którą spędziłem 40 lat. Dociera do mnie jej brak przez przedmioty, które zostawiła - mówił Kamil Sipowicz, mąż Olgi Sipowicz - Kory.

 

Jak zaznaczył, ich miłość nie była prosta, a ich życie było "bardzo burzliwe, ciekawe, czasami skandaliczne". - Splatało się to wszystko z polityką polską, z historią muzyki rockowej (...). Kora była osobą z krwi i kości (...) nie była tylko osobą słodką, kochaną, wspaniałą, czasami była bardzo zaborcza, ostra, stawiała na swoim, (...) miała zdecydowane poglądy - podkreślił.

 

 

Jerzy Buzek: wolność dla Kory była kluczem do prawdy

 

Były premier i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego podkreślił, że Kora budowała mozolnie z uporem, ale i odważnie swój świat - "świat wolności", którym dzieliła się z innymi. - Wolność była dla ciebie kluczem do prawdy. I powtarzałaś, że tych dwóch (wartości): wolności i prawdy nie wolno nam nigdy utracić, bo są fundamentem naszego człowieczeństwa, urody życia. Są kluczowe dla każdego z nas - mówił Jerzy Buzek.

 

- Miałem takie przekonanie, że rozmowa z Tobą zawsze była najbardziej emocjonująca, gdy mówiliśmy o dwóch sprawach: o miłości i o przemijaniu. Miłość i przemijanie... Lubiłaś się śmiać, uśmiechałaś się do każdego przelatująca ptaka, do napotkanego drzewa, do kwiatów i do ludzi, którzy cię otaczali; ale też diagnozy lekarskie, które trudno było zaakceptować przyjmowałaś jak to, że czasami rano bywamy głodni, a wieczorem senni - opowiadał.

 

- Tak to odbieraliśmy, niezależnie od tego, co działo się w twoim wnętrzu. Uwielbialiśmy cię za to - zaznaczył polityk, przypominając też, że Kora potrafiła być "ostra i bezceremonialna".

 

 

Olga Aleksandra Sipowicz (z pierwszego małżeństwa Jackowska) zmarła 28 lipca w domu w Bliżowie na Roztoczu, w otoczeniu bliskich i przyjaciół. Od pięciu lat chorowała na nowotwór jajnika. O śmierci artystki poinformowała jej mąż. 

 

"Pożegnanie naszej ukochanej Kory odbędzie się 08.08.2018 (środa) o godz. 11 w Domu Przedpogrzebowym na Cmentarzu Wojskowym przy ul. Powązkowskiej 43/45 w Warszawie" - poinformowali bliscy artystki w ubiegłym tygodniu.

 

 

"Nie było już kontaktu, ale musiała nas słyszeć"

 

Po śmierci Kory Onet opublikował rozmowę z artystką, która przyznała, że w ostatnim czasie "każdy dzień jest walką o życie". Zdradziła też, że marzy o wydaniu ostatniej płyty.

 

Przyjaciółka artystki prof. Magdalena Środa, która towarzyszyła jej w ostatnich godzinach życia, w "Newsweeku" opisała jak Kora "odchodziła w noc, w którą wszyscy na świecie gapili się w niebo na księżyc".

 

"Postawiliśmy na łące lunetę, choć i tak gołym okiem było lepiej widać tę przemianę. Opowiadaliśmy jej o niej, trzymając za ręce, głaszcząc, szepcząc. Nie było już kontaktu, ale musiała nas słyszeć. Boginie słyszą wszystko. I nie umierają - wspominała prof. Środa.

 

Maanam pokochały miliony

 

Olga Ostrowska urodziła się 8 czerwca 1951 roku w Krakowie. Pseudonim Kora przybrała w latach 70., gdy obracała się w środowisku hippisowskim i była prekursorką tej kultury w Krakowie.

 

Na początku lat 70. związała się z Markiem Jackowskim, muzykiem bluesowym, współpracownikiem Piwnicy pod Baranami. W 1976 roku razem z Milo Kurtisem założył zespół Maanam. W tym samym roku wokalistka zadebiutowała z grupą na scenie poznańskiego klubu "Aspirynka".

 

"Któregoś dnia spotkałam Korę w gmachu Telewizji" - wspominała Korę poetka Magda Umer. "Cała w skórach, w ostrym makijażu, pełna jakiejś nieziemskiej energii... dalej piękna, zjawiskowo zgrabna, ale jakby ktoś inny. Mówiła, że zakładają z Markiem zespół rockowy i że za chwilę będą najważniejsi i najlepsi w tym kraju. I tak się stało. Takich pokochały ich miliony" - napisała na Facebooku Umer.

 

W ostatnich latach Kora była jednym z jurorów programu Telewizji Polsat "Must Be the Music. Tylko muzyka".

 

polsatnews.pl, Newsweek