Policja mówi "nie" tzw. wyścigom słoni. A kierowcy tirów, że problem leży nie tylko po ich stronie

Moto

Policja prowadzi intensywne kontrole na autostradach i drogach ekspresowych, w ramach akcji "TIR", karząc kierowców ciężarówek, którzy mimo zakazu wyprzedzają lub blokują ruch. Eksperci branży transportowej wskazują, że problem leży nie tylko po stronie kierowców tirów. Dodają, że można zrobić wiele, by wszystkim użytkownikom dróg jeździło się lepiej.

- Policja przez pierwsze trzy dni akcji przeprowadziła około 1800 kontroli. Odnotowano 96 przypadków wyprzedzania w miejscu niedozwolonym i 94 przypadki utrudniania ruchu. Wystawiliśmy blisko 200 mandatów - poinformował w "Nowym Dniu z Polsat News" Radosław Kobryś z Biura Drogowego Komendy Głównej Policji.

 

Wskazał, że zdecydowano się na akcję, bo dochodziły do funkcjonariuszy głosy kierowców, że trzeba zwrócić uwagę na ten problem.

 

- Kwestia zakazu wyprzedzania jest bardzo kontrowersyjna dla kierowców ciężarówek. Sam sposób jady przy takich zakazach potrafi być bardzo uciążliwy. Kierowcy tłumaczą wyprzedzanie pośpiechem, i dużą presją czasu, jaka jest charakterystyczna dla tej branży – tłumaczył Filip Bednarkiewicz, twórca serwisu 40ton.net, poświęconego transportowi. 

 

Różnica prędkości

 

Zwrócił uwagę na zbyt dużą różnicę w prędkościach poruszania się po drogach ekspresowych i autostradach ciężarówek oraz samochodów osobowych. - Niemal wszystkie drogi są tylko dwupasmowe, a pod względem różnicy w ograniczeniach prędkości dla aut osobowych i ciężarówek staramy się być w czołówce - zauważył ekspert.

 

Ta różnica, to przy przepisowej jeździe nawet 60 km/h. Na trasach szybkiego ruchu tiry mogą bowiem rozpędzić się do 80 km/h. Ograniczenia dla tradycyjnych aut na autostradzie wynoszą 140 km/h, a na drodze ekspresowej 120 km/h.

 

Bednarkiewicz dodał, że w Skandynawii, czy w Wielkiej Brytanii, gdzie różnica w prędkości między tymi grupami pojazdów wynosi 20 - 30 km/h ruch jest spokojniejszy i nikt "nie siedzi sobie na ogonie", nie pospiesza, migając światłami.  

 

- Są też kwestie techniczne. Mało osób wie, że większość nowych samochodów ciężarowych ma zainstalowany predyktywny tempomat. Urządzenie wie, że za kilkaset metrów będzie wzniesie o znacznym stopniu pochylenia, a później zjazd. Przeliczy ono masę auta, moc silnika i dopasuje do tego styl jazdy. Jeśli spotkają się auta różnych marek z różnym towarem, efekt będzie inny i auta nie będą w stanie jechać używając tempomatu jedno za drugim. Dlatego każdy kierowca może mieć inny styl pracy, to wszystko skutkuje wyprzedzaniem - wskazał.

 

- To tak jakby powiedzieć kierowcy auta osobowego, by nie wyprzedzał, gdy dojedzie do kogoś jadącego 5 km/h wolniej. To zwykła sytuacja - dodał.

 

- Z całym szacunkiem dla nowych technologii, ale to kierowca jest  "kapitanem tego statku", a nie aktywny tempomat – zauważył Radosław Kobryś z KGP.

 

"Sygnalizowano problem z kierowcami ze Wschodu"

 

Funkcjonariusz podkreślił, że policja szuka różnych rozwiązań, m.in. przyglądając się dyskusji na portalach. - Większość osób, które informowały nas o problemach, sygnalizowało sytuacje z kierowcami ze Wschodu. Jako policja ruchu drogowego mamy wrażenie, że świadomość polskich kierowców rośnie - przekazał.

 

Bednarkiewicz zwrócił uwagę, że "zachowanie na drodze osoby wyprzedzanej, która jeśli podczas manewru przyspieszy o 3 km/h, to już zaczyna się problem".

 

- Takie wyprzedzanie jest chyba najbardziej zagrażającym bezpieczeństwu ruchu wykroczeniem - dodał Kobryś.

 

Obaj rozmówcy zgodzili się, że odpowiednia kultura jazdy i współpraca na drodze pozwoli zachować porządek i bezpieczeństwo na drodze oraz że to dopiero początek dyskusji na temat usprawnienia i jazdy oraz poprawy bezpieczeństwa na jezdniach.

 

Wasze opinie w tej sprawie możecie wyrazić w komentarzach pod artykułem.

 

Polsat News, polsatnews.pl

ml/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze