"Tak śmierdzi, że nie idzie wytrzymać". Mieszkańcy walczą z chlewnią, która powstała w sąsiedztwie

Polska

Mieszkańcy Nowej Wsi Ujskiej w Wielkopolsce uważają, że jeden z przedsiębiorców zamienił ich życie w koszmar. Każdego dnia narzekają na odór wydobywający się z firmy Krzysztofa C. - właściciela chlewni. Pomimo licznych monitów do urzędników, problemu do dziś nie udało się rozwiązać.

W Nowej Wsi Ujskiej w województwie wielkopolskim od ponad roku mieszkańcy protestują przeciwko działalności chlewni, która powstała w ich sąsiedztwie. Niestety rolnik, a raczej przedsiębiorca, który prowadzi tu działalność, pozostaje głuchy na prośby i apele mieszkańców. Ci twierdzą, że chlewnia zmieniła ich życie w koszmar.

 

"Dzisiaj to nie jest smród, to jest fetor"


- Tak śmierdzi, że po prostu nie idzie wytrzymać. W nocy jak miałam otwarte okno, musiałam zamknąć i spałam jak w chlewie – powiedziała Edyta Pawłowska, mieszkanka Nowej Wsi Ujskiej.


- Mój sąsiad też trzymał świnie i nie było takiego smrodu. Dzisiaj to nie jest smród, to jest fetor - podkreślił Piotr Pawłowski, mieszkaniec Nowej Wsi Ujskiej.


Krzysztof C., właściciel chlewni jest przedsiębiorcą mieszkającym w sąsiedniej miejscowości. Zdaniem mieszkańców Nowej Wsi Ujskiej,  przedsiębiorca bagatelizuje przedstawiany przez nich problem. Dlatego kilka miesięcy temu lokalna społeczność postanowiła szukać ratunku u urzędników.

 

"Nie wiem, czy jest osoba, która wie, ile tam obecnie tych tuczników jest"


- Były rozmowy z panem Krzysztofem prowadzone, żeby może jakieś środki by zastosował,  żeby zastosował bakterie beztlenowe, które tam będą rozkładały te amoniaki. Obiecywał, że to zrobi. Na chwilę obecną śmierdzi, więc myślę, że tego nie zrobił – powiedział Mateusz Lubecki, mieszkaniec Nowej Wsi Ujskiej.


- Zapewniał między innymi mnie, że będą tam stosowane najnowocześniejsze technologie i że skala tej produkcji będzie zupełnie inna niż w tej chwili. Nie wiem, czy jest osoba, która wie, ile tam obecnie tych tuczników jest. Czasami jest mowa, że jest ich trzymanych 1700, czasami, że jest niecałe 3000. Właściciel od początku inaczej przedstawiał inwestycję, niż później ją poprowadził – stwierdził Roman Wrotecki, Burmistrz Ujścia.


- Analiza dokumentów wykazała, że inwestor nie dość starannie przygotowywał się do procedury administracyjnej. Nie może istnieć obiekt, który jest niezgodny z przepisami – powiedziała Milena Tomasz z Powiatowego Inspektoratu  Nadzoru Budowlanego w Pile.


- Nadzór budowlany stwierdził samowolę budowlaną i okazało się, że nie złożył żadnych dokumentów ani w urzędzie gminy, ani w starostwie. Ta hodowla wytwarza dużo różnych związków. Począwszy od amoniaku po różne siarkowodory - zauważył Mariusz Palachaty, mieszkaniec Nowej Wsi Ujskiej.

 

"Kwestia odoru jest w Polsce niestety nienormowana"


Pomimo interwencji urzędników do tej pory nie udało się ograniczyć skutków działalności chlewni Krzysztofa C. Mieszkańcy poza odorem obawiają się spadku wartości ich gruntów, zagrożenia lokalnej agroturystyki oraz ewentualnego zanieczyszczenia wód gruntowych.


 - My twierdziliśmy, że obiekt narusza przepisy w kilku aspektach związanych z brakami natury formalnej, brakiem pewnych sprawozdań, ale również związane z rzeczywistym oddziaływaniem na środowisko. Kwestia odoru jest w Polsce niestety nienormowana i to nie może być podstawą do wstrzymania -  powiedział Leszek Wesołowski z Inspektoratu Ochrony Środowiska w Pile.


Mieszkańcy Nowej Wsi Ujskiej tracą nadzieję, że kiedykolwiek ich życie wróci do normy. Liczą, że postępowania w nadzorze budowlanym i inspektoracie ochrony środowiska doprowadzą do rozwiązania ich problemu. Jednak na rozstrzygnięcie trzeba jeszcze poczekać.


- Żyjemy w środowisku rolniczym i nikt nie chce zabronić produkcji rolnikom,  ale musi być to produkcja, która nie przeszkadza środowisku, nie przeszkadza ludziom – powiedział Stefan Piechocki, mieszkaniec Nowej Wsi Ujskiej.

 

Interwencja

Interwencja/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze