"W ocenie prokuratury zastosowanie przez sąd wobec Stanisława G. aresztu z warunkiem jego uchylenia po wpłaceniu poręczenia majątkowego jest poważnym zagrożeniem dla prawidłowego przebiegu śledztwa. Rozmiar spowodowanych strat i osobiste korzyści odniesione przez Stanisława G. i innych podejrzanych w sprawie tzw. afery melioracyjnej rodzą poważne obawy matactwa ze strony byłego wiceministra środowiska" - poinformowała prokuratura.

 

Jak podkreślono, pozostawanie na wolności daje mu możliwość wywierania presji na świadków, a także uzgadniania wspólnej linii obrony z innymi podejrzanymi, wśród których jest żona posła, teściowie jego pasierba oraz znajomi.

 

Gawłowski "prowadzi medialną kampanię"

 

"Będąc na wolności były wiceminister, który zna zakres śledztwa w sprawach korupcyjnych, ma ponadto możliwość docierania do osób, których przesłuchania dopiero zaplanowano, aby ustalać z nimi wspólne wersje zdarzeń" - zwróciła uwagę PK.

 

W jej ocenie jako element nacisku na osoby, które są przesłuchiwane w śledztwie, może być też odbierana "duża aktywność podejrzanego w mediach".

 

"Stanisław G., wykorzystując swoją rozpoznawalność związaną z pełnionymi funkcjami politycznymi, prowadzi medialną kampanię, prezentując się wbrew dowodom zebranym przez prokuraturę jako osoba przypadkowo uwikłana w aferę, sugerując świadkom treść zeznań" - stwierdziła PK.

 

Apartament w Chorwacji

 

Zdaniem Prokuratury obawy matactwa są tym bardziej uzasadnione, że polityk Platformy miał podejmować takie próby przed aresztowaniem.

 

"Podejrzani działając wspólnie i w porozumieniu ze Stanisławem G. zawarli fikcyjną umowę sprzedaży wartego prawie 50 tysięcy euro apartamentu w Chorwacji, który według ustaleń prokuratury był korzyścią majątkową wręczoną posłowi przez podejrzanego Bogdana K. Dokumenty zakupu tej nieruchomości znaleziono w grudniu 2017 roku w trakcie przeszukania w domu Stanisława G. Przechowywał je u siebie, mimo że apartament miał być rzekomo własnością teściów jego pasierba. Osoby te, jak jednoznacznie wynika z informacji uzyskanych z urzędów skarbowych, nie dysponowały jednak środkami finansowymi, które pozwalałyby im na zakup tej nieruchomości" - wskazała PK.

 

Jak podkreśla PK, w rzeczywistości apartament należał do posła, a podejmowane przez niego działania zmierzały do ukrycia, że "uzyskał go wskutek korupcyjnego przestępstwa". "Z tego względu prokuratura wystąpiła już do marszałka Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie posła Stanisława G. do odpowiedzialności karnej także za te nowe przestępstwa, a związane z nimi postępowanie również może być utrudnione w sytuacji, gdy podejrzany przebywa na wolności" - zwróciła uwagę Prokuratura.

 

Na próbę mataczenia przez posła, zanim jeszcze prokurator wykonał czynności procesowe z jego udziałem, wskazują ponadto - jak tłumaczyła Prokuratura - znalezione w trakcie przeszukań u Stanisława G. kserokopie pism dotyczących toczącego się postępowania karnego w sprawie tzw. afery melioracyjnej. "Poseł nie był jeszcze wówczas stroną postępowania i nie miał prawa dysponować tymi dokumentami" - podkreśliła PK.

 

Giertych: nacisk medialny

 

Zdaniem pełnomocnika posła Gawłowskiego Romana Giertycha, komunikat prokuratury "wydaje się być naciskiem medialnym na Sąd Apelacyjny, który będzie rozpoznawał zażalenie prokuratury".

 

"Takie komentarze nie powinny być formułowane przez jeden organ wymiaru sprawiedliwości wobec drugiego. Nadto to sąd kontroluje prace prokuratury, a nie odwrotni" - napisał Giertych.

 

Zapowiedział też, że obrona również zamierza złożyć zażalenie na decyzję sądu. "Uważamy, że nie istnieją jakiekolwiek przesłanki uprawdopodabniające popełnienie przez Stanisława Gawłowskiego czynów zabronionych. Zażalenie w tej sprawie zostanie wysłane w przyszłym tygodniu. Nie formułujemy jednak żadnych oskarżeń pod adresem sądu. Liczymy w tym zakresie na merytoryczne argumenty prezentowane wobec Sądu Apelacyjnego" - podkreślił.

 

 

Zarzuty m.in. korupcyjne

 

Gawłowski przebywał w areszcie od połowy kwietnia br. w związku z postawionymi mu pięcioma zarzutami, w tym korupcyjnymi.

 

Prokuratorzy zarzucili Gawłowskiemu, że w zamian za pomoc w zdobywaniu wielomilionowych kontraktów od Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, przyjął od jednego z przedsiębiorców co najmniej 170 tys. zł łapówki. Według śledczych, nowe dowody, uzyskane już po zatrzymaniu posła, wskazują, że mogło to być co najmniej 405 tys. zł.

 

Jako wiceminister ochrony środowiska w rządach PO-PSL Gawłowski miał też nakłaniać przedsiębiorcę do wręczenia dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji łapówki w kwocie co najmniej 200 tysięcy zł, a także przyjąć dwa zegarki o łącznej wartości prawie 26 tysięcy zł. Pozostałe zarzuty dotyczą ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej. Śledztwo dotyczy tzw. "afery melioracyjnej" i nieprawidłowości przy realizacji o co najmniej 105 inwestycji o wartości kilkuset milionów złotych, prowadzonych przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

 

W toku śledztwa zarzuty usłyszało do tej pory 56 osób. Są wśród nich dyrektor i zastępcy dyrektora Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji, pracownicy jednostek terenowych tego zakładu, kierownicy budów w podmiotach wykonujących na jego rzecz usługi, a także przedsiębiorcy.

 

PAP