Prezydent o szczycie NATO: my Polacy cieszymy się, że nacisk na podnoszenie wydatków jest tak duży

Świat

- To, co ustaliliśmy, potwierdza jedność NATO; państwa Sojuszu powoli zaczynają wydawać coraz więcej na cele obronne, prezydent USA wymienił Polskę wśród państw, które realizują zobowiązanie ws. wydatków na obronność - mówił prezydent Andrzej Duda na czwartkowej konferencji prasowej po zakończeniu szczytu NATO w Brukseli.

- Wszystkie dyskusje, debaty, to, co razem ustaliliśmy, z całą pewnością potwierdza jedność Sojuszu Północnoatlantyckiego, co do tego nie ma żadnych wątpliwości i wszelkie spekulacje, które się pojawiają - że to grozi jakimś rozpadem Sojuszu, grozi jego osłabieniem nie ma nic wspólnego, a wręcz przeciwnie: państwa Sojuszu powoli zaczynają wydawać coraz więcej na cele obronne - podkreślił Duda.

 

Dyskusja na temat podziału obciążeń zdominowała szczyt Sojuszu w Brukseli, na którym prezydent USA Donald Trump domagał się od państw członkowskich zwiększania wydatków obronnych. Według źródeł na zamkniętym spotkaniu groził wręcz, że jeśli wydatki te nie wzrosną do stycznia 2019 r., USA będą działać w pojedynkę. Na konferencji prasowej Trump uchylił się jednak od jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście rozważa taką możliwość.

 

- Kwestia podziału obciążeń była tematem żarliwej dyskusji. Pan prezydent Donald Trump pokazywał dysproporcje w wydatkach ponoszonych przez USA w stosunku do wydatków na cele obronne ponoszonych przez państwa europejskie. Dyskusja zmierzała do tego, aby państwa europejskie zrealizowały przynajmniej (...) zobowiązanie (w sprawie zwiększenia) wydatków (do) 2 proc. PKB - relacjonował Andrzej Duda.

 

Jego zdaniem, spekulacje, że podziały na tym tle grożą rozpadem Sojuszu lub jego osłabieniem, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Zauważył przy tym, że państwa Sojuszu zwiększają wydatki na obronność, choć w przypadku niektórych postępuje to szybciej, a w przypadku innych wolniej.

 

Prezydent zwracał uwagę, że dyskusja na ten temat dotyczyła Polski w niewielkim stopniu. - Myśmy byli bardziej jej słuchaczem, z tego względu, że nawet sam prezydent Donald Trump w swoim wystąpieniu wymienił nas jako tych, którzy zobowiązanie członkowskie realizują. Według jego wyliczeń 1,99 proc. (PKB) ponieśliśmy na obronność. Brakuje 0,01, co wynikało tylko z tego, że mieliśmy wzrost gospodarczy, a liczyliśmy w stosunku do poprzedniego roku - powiedział Andrzej Duda.

 

"Więcej wydatków w NATO oznacza bezpieczniejszą flankę wschodnią"

 

Jak tłumaczył, podnoszenie wydatków w NATO oznacza większe bezpieczeństwo dla wschodniej flanki Sojuszu, w tym Polski. - Cieszę się, że ten proces w NATO, także podwyższania wydatków, jest realizowany, bo to dla mnie oznacza także bezpieczniejszą wschodnią flankę. To dla mnie oznacza lepsze uzbrojenie, to dla mnie oznacza więcej żołnierzy, także w państwach sojuszniczych, a jeżeli tak, to większe możliwości realizowania wspólnych misji, także takich misji jak u nas - powiedział Andrzej Duda.

 

Prezydent zadeklarował, że nie obawia się przebiegu spotkania Trumpa z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w kontekście ewentualnych ustępstw USA kosztem Polski. - Naprawdę byłoby szokiem, gdyby się okazało, że w jakikolwiek sposób (Trump) odstąpi od dotychczasowej strategii wzmacniania bezpieczeństwa w tej części świata i gdyby w jakimkolwiek stopniu ustępował Władimirowi Putinowi, zwłaszcza wobec działań takich jak na Ukrainie, gdzie Rosja jest przecież okupantem i agresorem, gdzie Rosja okupuje Krym, a więc siłą zmienia granice Europy uznane przez społeczność międzynarodową - przekonywał Andrzej Duda.

 

Wskazywał przy tym, że postulaty Trumpa, dotyczące zwiększania wydatków obronnych przez kraje NATO są słuszne z punktu widzenia zapewniania bezpieczeństwa na świecie. Argumentował, że przez lata USA ponosiły wielokrotnie większe wydatki niż ich europejscy sojusznicy.

 

- NATO pokazało, że adaptuje się do zmieniającej się sytuacji geopolitycznej i sytuacji w naszej części Europy i tak to powinno funkcjonować. Im te wydatki proporcjonalnie będą większe, im nowocześniejszy będzie sprzęt, im większe będą w związku z tym możliwości, także jeśli chodzi o liczbę żołnierzy, tym większe będą możliwości, również delegowania żołnierzy w ramach misji sojuszniczych" - mówił Andrzej Duda.

 

Podkreślił, że proces modernizacji polskiej armii powinien być realizowany niezależnie od zobowiązań w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. - My chcemy mieć dobrze funkcjonującą armię, która będzie w stanie zapewnić bezpieczeństwo naszych rodaków, która będzie w stanie bronić naszych polskich granic i w razie czego realizować także zobowiązania sojusznicze poza tymi granicami - tłumaczył.

 

"Trwają ostatnie ustalenia ws. mojej wizyty w Waszyngtonie"

 

Polski prezydent, który podczas briefingu prasowego wieńczącego jego udział w szczycie NATO w Brukseli był pytany o tematy swoich rozmów z Trumpem, wskazał na problematykę bezpieczeństwa.

 

- Rozmawialiśmy o współpracy militarnej oczywiście, rozmawialiśmy o zwiększeniu obecności armii Stanów Zjednoczonych na terenie Polski, rozmawialiśmy także o kwestii kolejnych zakupów uzbrojenia ze Stanów Zjednoczonych, a więc o infrastrukturze bezpieczeństwa tej militarnej - wyliczył Duda.

 

Jak dodał, prezydenci wspomnieli również o jego planowanej wizycie w Stanach Zjednoczonych. - W tej chwili ostatnie ustalenia są w sprawie wizyty w Stanach Zjednoczonych, mojej w Waszyngtonie - podkreślił Duda. Dopytywany, czy odbędzie się ona we wrześniu, odpowiedział: "Najprawdopodobniej tak".

 

Prezydent był też pytany, czy podczas spotkania z Trumpem uzyskał zapewnienia, że ewentualne porozumienie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem nie odbędzie się kosztem obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce.

 

W odpowiedzi stwierdził, iż biorąc pod uwagę to, co mówił podczas szczytu Trump, "naprawdę byłoby szokiem, gdyby się okazało, że w jakikolwiek sposób odstąpi od dotychczasowej strategii wzmacniania bezpieczeństwa w tej części świata i gdyby w jakimkolwiek stopniu ustępował Władimirowi Putinowi, zwłaszcza wobec działań takich, jak na Ukrainie, gdzie Rosja jest przecież okupantem i agresorem, gdzie Rosja okupuje Krym, a więc siłą zmienia granice Europy uznane przez społeczność międzynarodową".

 

PAP, polsatnews.pl

mr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze