Aktualizacja systemu i danie robotowi możliwości odmówienia stosunku to reakcja na zachowanie oglądających go osób podczas targów technologicznych. Młodzi mężczyźni byli tak brutalni, że połamali "Samanthę" na części.


- Postanowiłem udowodnić, że to nie jest cholerna zabawka - powiedział twórca „Samanthy” dr Sergi Santos podczas Life Science Centre w Newcastle. Sam stworzył robota, bo jak tłumaczył "żona nie zawsze miała ochotę na seks z nim w tym samym czasie, co on".


Powie "nie", ale się nie obroni


Kosztujący ok. 6 tys. euro robot w normalnym trybie mówi i porusza ciałem. Dzięki wszytym pod "skórę" czujnikom może przejść w stan uśpienia, kiedy poczuje, że użytkownik jest zbyt agresywny lub po prostu "nudzi" lalkę. Robot swój sprzeciw zakomunikuje też werbalnie.


Jak zwracają uwagę media, choć robot może powiedzieć "nie", odmówić stosunku i przejść w tryb „manekina”, nie jest w stanie obronić się przed agresją użytkownika.


"Samantha" ma niedługo trafić do masowej sprzedaży.

 

 


Domy publiczne z seks-robotami


Rynek seks-robotów wart jest w tej chwili ok. 30 mld dolarów. Sprzedaż robotów na indywidualny użytek stale rośnie. Jedna z firm produkująca lalki poinformowała, że w 2017 r. sprzedała ok. 600 robotów na całym świecie. 95 proc. z nich stanowiły kobiety.


W 2017 r. w Barcelonie otwarto też pierwszy na świecie dom publiczny, który oferuje usługi czterech seks-robotów. Podobne miejsce powstało w Moskwie przed tegorocznym mundialem.

 

dazeddigital.com, dailymail.co.uk