Sąd przedłużył areszt podejrzanemu o spowodowanie katastrofy kamienicy na Dębcu

Polska
Sąd przedłużył areszt podejrzanemu o spowodowanie katastrofy kamienicy na Dębcu
Polsat News

Poznański sąd przedłużył w środę areszt wobec Tomasz J., podejrzanego o zabójstwo żony i spowodowanie wybuchu kamienicy na poznańskim Dębcu. Zdaniem sądu mężczyzna na wolności mógłby próbować zabić syna lub uciec z kraju. 4 marca wskutek wybuchu gazu zawaliła się część kamienicy na poznańskim Dębcu. W ruinach znaleziono ciała pięciu osób, a ponad 20 zostało rannych.

Po koniec marca Tomasz J. usłyszał zarzut zabójstwa żony, znieważenia jej zwłok oraz spowodowania częściowego zawalenia budynku mieszkalnego. Podczas przesłuchania Tomasz J. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. 29 marca poznański sąd zdecydował o zastosowaniu wobec mężczyzny tymczasowego aresztu.

 

Prokuratura wniosek o przedłużenie aresztu argumentowała koniecznością przeprowadzenia szeregu dodatkowych czynności dowodowych w sprawie, a także możliwością utrudniania postępowania przez podejrzanego.

 

"Z łatwością mógłby się ukryć za granicą"

 

Sędzia Joanna Rucińska uzasadniając wydane w środę postanowienie o przedłużeniu do 23 września tymczasowego aresztowania wobec Tomasza J. wskazała, że "zgromadzony materiał dowodowy nadal wskazuje na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się zarzucanych mu czynów". Jak mówiła, przemawiają za tym m.in. zeznania przesłuchanych do tej pory świadków, osób pokrzywdzonych w wyniku wybuchu i członków ich rodzin, wnioski opinii z zakresu medycyny sądowej, genetyki i gazownictwa, a także wyniki oględzin miejsca zdarzenia i sekcje zwłok ofiar, dokumentacja medyczna, oraz wydruki rozmów żony podejrzanego Beaty J.

 

Sędzia wskazała również, że podejrzany nie ma stałego miejsca zamieszkania, ani miejsca zatrudnienia w Polsce, co uprawdopodabnia, że po zwolnieniu z aresztu Tomasz J. mógłby uciec z kraju, ponieważ - jak podkreśliła sędzia - stan jego zdrowia ulega stopniowej poprawie. - A mając doświadczenia związane z pobytem zarobkowym w Wielkiej Brytanii z łatwością mógłby się ukryć za granicą - zaznaczyła sędzia.

 

Jak dodała, zdaniem sądu podejrzany na wolności mógłby wpływać na postępowanie dowodowe i świadków - zwłaszcza 13-letniego syna, rodzinę, znajomych i sąsiadów.

 

Oświadczyła mężowi, że od niego odchodzi

 

Sędzia nawiązała także do zeznań Beaty J., które kobieta złożyła na początku stycznia po wypadku samochodowym, w którym uczestniczył jej syn. Chłopiec podróżował wtedy autem wraz z ojcem. Tomaszowi J. w wyniku zdarzenia nic się nie stało, natomiast chłopiec od momentu wypadku przebywa w szpitalu.

 

Do wypadku miało dojść krótko po tym, jak żona Tomasz J. oświadczyła mężowi, że od niego odchodzi. Beata J. miała zacząć oskarżać męża; mówić, że z zemsty próbował zabić ich syna. Po tym zdarzeniu kobieta miała zerwać kontakt z mężem, a po jakimś czasie zaczęła spotykać się z innym mężczyzną.

 

- Zeznania Beaty J. złożone 8 stycznia 2018 roku i jej znajomego, jak na razie wskazują na determinację podejrzanego w dążeniu do pozbawienia życia syna i żony, bez liczenia się z własnym życiem. Wskazuje na to także charakter zarzucanego mu czynu związanego z okaleczeniem zwłok żony wskazujący na stanowczość jego postawy i chęć odwetu. Zdaniem sądu uprawdopodabnia to możliwość, że podejrzany na wolności kierując się zemstą wobec żony mógłby nadal podejmować kroki zmierzające do pozbawienia życia ich syna, bądź też mężczyzny, z którym Beata J. planowała rozpocząć nowe życie - mówiła sędzia.

 

Prokuratura ani obrońcy podejrzanego nie chcieli komentować postanowienia sądu.

 

PAP

zdr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze