78-letni Andrzej "Bobo" Bobowski, samozwańczy król polskich kibiców, był na wszystkich mistrzostwach świata w piłce nożnej od 1978 roku.

 

W środę przyleciał do Moskwy, gdzie miał zarezerwowany hotel. - Przywitał nas dozorca, który nadzorował obiekt, popatrzył na nas i powiedział, że nie ma żadnej rezerwacji - powiedział w rozmowie z korespondentem Polsat News Tomaszem Kułakowskim. Wyznał, że przedstawił dozorcy rezerwację na piśmie. - Dozorca poszedł szukać administratorki. Przyszła pani i też powiedziała, że rezerwacji nie ma - opowiedział Bobowski.

 

- Przekazali mi, że nie ma miejsc, że mają tylko dla swoich ludzi - dodał król polskich kibiców. - Pod furtką zostaliśmy - podsumował.

 

W sprawie został powiadomiony polski konsulat i ambasada. Polski konsul rozmawiał z administratorką hotelu. Niestety nie udało mu się pomóc Bobowskiemu.

 

Pomógł taksówkarz

 

Bobowski pytany, gdzie znaleźli nocleg opowiedział, że pomógł im taksówkarz. - Było po północy, jeździliśmy z taksówkarzem i szukaliśmy miejsca, w końcu zlitował się i powiedział, że zabierze nas do swojego domu. Jego żona już spała, więc ostatecznie zawiózł nas na kwaterę prywatną, którą znał. Pani nas przyjęła i przespaliśmy się jedna noc - opowiedział mężczyzna.

 

Król polskich kibiców wyznał, że "z bookingiem przez pięć godzin załatwialiśmy, jak to ma być". - Booking nie stanął na wysokości zadania- ocenił.

 

Jak informuje Tomasz Kułakowski, podobnie jak króla polskich kibiców potraktowano wielu innych fanów sportu. Rosyjskim hotelom opłaca się zrywanie rezerwacji, bo wiedzą, że znajdą chętnych na pokoje za wyższą cenę.

 

Polsat News, polsatnews.pl