Studenci okupują balkon w siedzibie rektora UW. Protest przeciwko ustawie Gowina

Polska

Do siedziby rektora Uniwersytetu Warszawskiego weszła grupa około 40 studentów, doktorantów i profesorów. Pomimo interwencji Straży Uniwersyteckiej, udało im się zająć balkon i wywiesić transparenty: "Żądamy demokratycznych uniwersytetów" i "Samorządność naszą bronią". Protest przeciwko ustawie o szkolnictwie wyższym odbył się także w Białymstoku.

Na Uniwersytecie Warszawskim, w budynku, w którym znajduje się biuro rektora, od wtorku rano trwa protest akademicki pod hasłem Wolne Dni Nauki. Studenci - w sumie kilkadziesiąt osób - wywiesili na balkonie transparenty: "Żądamy demokratycznych uniwersytetów", "Samorządność naszą bronią" "Nie oddamy autonomii" czy "Gowin Precz".

 

Jeden z organizatorów protestu, student z MISH UW Sebastian Słowiński powiedział: "Chcemy wyrazić kategoryczny sprzeciw wobec projektu Konstytucja dla Nauki. Żądamy jego odrzucenia w tym kształcie albo dalszych prac nad projektem. Ta ustawa potrzebuje dalszych solidnych konsultacji".

 

Projektem Ustawy 2.0, przygotowanej przez resort nauki, obecnie zajmuje się Sejm. Przyjęcie projektu - wraz ze 160 poprawkami (głównie rządowymi) - zarekomendowała sejmowa komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży. Od Narodowego Kongresu Nauki, który odbył się we wrześniu 2017 (i na którym minister nauki oficjalnie przedstawił pełną wersję propozycji), projekt przeszedł już trzy tury poprawek.

 

Organizatorzy protestu na UW opublikowali listę 11 żądań dotyczących reform uczelni. Domagają się m.in. demokratyzacji i autonomii uczelni, utrzymania struktury wydziałowej, uczelni bez polityków czy gwarancji transparentności, m.in. w obrębie decyzji finansowych uniwersytetu. Chcą też zwiększenia finansowania, zapewnienia godnych warunków socjalnych, wzmocnienia praw pracowniczych, gwarancji publikowania w języku polskim. Protestujący sprzeciwiają się też centralizacji, chcą otwarcia ścieżek kariery naukowej. Domagają się też, by wygaśnięcie umowy o pracę z pracownikiem akademickim następowało w przypadku prawomocnego wyroku sądu za przestępstwo umyślne. (Projekt zakłada, że do zwolnienia pracownika wystarczy orzeczenie kary pozbawienia wolności lub ograniczenie wolności).

 

Organizatorami protestu są - jak określił Słowiński - "studenci, studentki, osoby, którym zależy na dobru nauki. Nazwaliśmy się roboczo Akademickim Komitetem Protestacyjnym".

 

Pytany, jak długo potrwa protest - odpowiedział: "Do skutku. Liczymy na stanowisku rządu i na odzew ze strony parlamentu". - Jesteśmy gotowi, żeby tu spać. Mamy przygotowane maty, materace - oznajmił Słowiński.

 

"Nie mówimy, że należy cały projekt odrzucić. Niektóre kwestie są bardzo ważne i bardzo korzystne". Jak jednak mówi, projekt w obecnej formie będzie miał więcej skutków negatywnych, niż pozytywnych i konieczna jest dalsza dyskusja nad reformami, ale prowadzona nie w takiej formule, jak dotąd. - Uważam, że nasze głosy były dotąd lekceważone - ocenił student.

 

 

Pytany, dlaczego protest organizowany jest dopiero teraz, kiedy skończyły się już prace sejmowej komisji nad projektem - Sebastian Słowiński odpowiedział: "to jest ostatni moment". Wyraził nadzieję, że projekt nie zostanie poddany głosowaniu w lipcu, kiedy uczelnie są zamknięte.

 

- Leży nam na sercu idea uniwersytetu jako dobra wspólnego, w którym głos każdego się liczy - powiedział.

 

Protest wspiera dr hab. Michał Kozłowski z Instytutu Filozofii UW. - To protest studencki, całkowicie autonomiczny - powiedział. Dodał, że studenci zaprosili go do wygłoszenia w ramach protestu pogadanki. - To reforma nazywana teraz często "Kudrycką 2.0". To pogłębienie negatywnych pomysłów za poprzedniego rządu - ocenił. Dodał, że "w projekcie da się zauważyć dążenie do podporządkowania uczelni rynkowi pracy, ekonomii, wydajności, menedżerskiej logice". Według niego "takie podejście jest kontrproduktywne".

 

- Propozycje zawarte w projekcie stwarzają zagrożenie dla najważniejszych celów społeczności akademickiej - m.in. dla produkcji wiedzy wysokiej jakości - powiedział dr hab. Michał Kozłowski.

 

Rzeczniczka UW Anna Korzekwa poinformowała, że do protestujących wyszedł rano rektor UW Marcin Pałys, zaniósł im wodę. - Wydaje mi się, że Uniwersytet nie jest stroną w tej sprawie, a na pewno nie stroną bezpośrednią. Brak jest żądań protestujących wobec uniwersytetu - powiedziała. Zapewniła, że życie akademickie toczy się normalnie.

 

Protest w Białymstoku

 

"Ustawa Gowina zagrożeniem dla uczelni wyższych" - pod takim hasłem odbyła się godzinna akcja przed budynkiem Wydziału Filologii i Wydziału Historyczno-Socjologicznego Uniwersytetu w Białymstoku. Zorganizowały ją trzy związki zawodowe działające na uczelni. W akcji wzięli udział pracownicy naukowi i administracyjni uczelni, przyszli też studenci uniwersytetu.

 

- Środowisko akademickie ma swój głos, ma swoją podmiotowość. I właśnie to jest manifestacja naszej podmiotowości - mówił prof. Andrzej Kisielewski, przewodniczący komisji zakładowej NSZZ Solidarność na Uniwersytecie w Białymstoku.

 

- Zgromadziliśmy się, żeby powiedzieć +nie+ szkodliwym zapisom w ustawie o szkolnictwie wyższym - powiedział prezes uczelnianych struktur Związku Nauczycielstwa Polskiego dr Maciej Karczewski, odnosząc się do zapisów projektu ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce - tzw. Ustawy 2.0. - Chcemy tego uniwersytetu bronić jako idei. Nie tylko jako naszego miejsca pracy, ale jako stylu życia, jako misji, jaka spoczywa na nas - dodał.

 

Przywoływał treść takich dokumentów, jak Europejska Karta Naukowca i mówił, że nie ma tam tego, co zawiera nowa ustawa o szkolnictwie wyższym, "że się mamy ścigać każdy z każdym (...). Podstawowe jest pytanie, po co mamy to robić, czy to jest rzeczywiście cel, misja uniwersytetu, cel naszego funkcjonowania jako społeczności akademickiej" - pytał. Zaznaczył jednocześnie, że zmiany w szkolnictwie wyższym są potrzebne.

 

Uczestnicy akcji protestacyjnej mówili, że w konsultacjach projektu nowej ustawy nie został wysłuchany głos środowiska akademickiego. - To nie jest nasza ustawa, a powinna być - mówił dr Karczewski. Apelowali też do parlamentarzystów i władz lokalnych o wsparcie ich działań.

 

W ocenie prof. Kisielewskiego, przepisy nowej ustawy zmieniają "kulturę akademicką" w Polsce. - Mamy nadzieję, że to jest dopiero początek dyskusji - powiedział dziennikarzom.

 

"Gowin mówi językiem polityki"

 

Jako jeden z punktów kluczowych ustawy wskazał działalność nowego gremium - rad działających na uczelniach (miałyby się w nich znaleźć osoby spoza uczelni). - Nie wiemy, jak te rady mają wyglądać, nie wiemy po co one są. Przewidujemy, że mogą to być miejsca pracy dla różnych oligarchów lokalnych, akademickich czy biznesowych - dodał prof. Kisielewski.

 

W jego ocenie, szef resortu nauki, wicepremier Jarosław Gowin mówi o planowanych zmianach w szkolnictwie wyższym "językiem polityki", a protestujący - "językiem konkretu". - To język, w którym jednak widać taką obawę o przyszłość. Właśnie to powoduje, że tu dzisiaj jesteśmy - powiedział.

 

Protestujący sprzeciwiają się też planom zmiany sposobu zarządzania uczelniami; uważają, że w efekcie spowoduje to likwidację uczelnianej samorządności. "Niepokoi zaplanowany w ustawie scentralizowany system zarządzania, a także niezwykle restrykcyjne kryteria oceniania pracy naukowej i dydaktycznej. Nie zgadzamy się na ideę ścisłego powiązania efektów takiej oceny z uprawnieniami uczelni i poziomem jej finansowania" - napisali w odezwie opublikowanej w mediach społecznościowych.

 

W ich ocenie, wprowadzenie ustawy w życie w planowanym kształcie, doprowadzi do podziału polskich uczelni publicznych na "niewielką liczbę bogatych, centralnych uczelni badawczych i znacznie większą liczbę biednych uczelni, zajmujących się głównie dydaktyką i obsługą regionalnych rynków pracy". - Nie ulega wątpliwości, że taki podział szybko doprowadzi do degradacji mniejszych uczelni i w efekcie spowoduje pogłębienie podziału cywilizacyjnego naszego kraju, czyli podziału na "Polskę A" i "Polskę B" - argumentują.

 

"Nie ma powodów, by obawiać się nadmiernego scentralizowania"

 

Przebywający w miniony poniedziałek w Białymstoku szef resortu nauki Jarosław Gowin pytany przez dziennikarzy o protest mówił, że nie ma powodów, by obawiać się nadmiernego scentralizowania uczelni.

 

- Rozumiem, że związkowcy nawiązują tutaj do zwiększenia roli rektora. Rzeczywiście chcielibyśmy, żeby uczelnie miały takich wyraźnych przywódców i trochę te kompetencje rektorów będą poszerzone, tak żeby uczelnie nie były luźnymi federacjami wydziałów, ale żeby były takimi jednolitymi organizmami, które się spójnie i całościowo rozwijają - mówił wicepremier.

 

Jego zdaniem, argumenty podnoszone przez związkowców były analizowane, nie tylko przez ministerstwo, ale również przez parlamentarzystów, czy podczas wielu konferencji i sympozjów. Przekonywał też, że wprowadzone do projektu ustawy zmiany - jak to ujął - "otwierają możliwości" przed uczelniami średnimi i mniejszymi. Mówił przy tym, że w Europie widać trend do konsolidacji uczelni, np. w danych miastach. Zapewniał też, że jeśli takie procesy w kraju będą, to będą autonomicznymi decyzjami uczelni.

 

Pod koniec maja sejmowa komisja zarekomendowała projekt ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce - tzw. Ustawy 2.0 oraz projekt ustawy wprowadzający tę ustawę w życie. Komisja zaopiniowała również łącznie 160 poprawek, głównie rządowych. Projekt czeka teraz na drugie czytanie w Sejmie.

 

PAP, polsatnews.pl

zdr/ml/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze