Studenci przekazali, że kolega pracuje nad bombą atomową. Usłyszeli wyrok

Polska
Studenci przekazali, że kolega pracuje nad bombą atomową. Usłyszeli wyrok
zdj. ilustracyjne/jarmoluk/Pixabay.com/CC0 Creative Commons

Wrocławski sąd skazał na 10 miesięcy ograniczenia wolności dwóch studentów Politechniki Wrocławskiej, którzy spowodowali niepotrzebną akcję służb specjalnych. Studenci podczas zajęć wysłali maila do Państwowej Agencji Atomistyki z nieprawdziwą informacją, że ich kolega konstruuje bombę atomową. Wyrok jest prawomocny.

Do zdarzenia opisanego w akcie oskarżenia doszło w 2016 r. podczas zajęć informatycznych na Politechnice Wrocławskiej. Kacper S. i Mateusz T. weszli na stronę internetową Państwowej Agencji Atomistyki (PAA) i wysłali do instytucji maila. Napisali, że ich kolega z grupy, który też uczestniczył w tych zajęciach, konstruuje bombę atomową; podali jego adres mailowy.

 

W listopadzie 2018 r. sąd pierwszej instancji skazał obu oskarżonych na sześć miesięcy ograniczenia wolności i 20 godzin miesięcznie prac społecznych. Od tego wyroku odwołał się prokurator, żądając kary pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i ustanowienie dozoru kuratora.

 

"Są granice żartów"

 

W środę przed sądem odwoławczym oskarżyciel zaproponował, by sąd wydłużył czas ograniczenia wolności dla obu skazanych. Obrona wnosiła o utrzymanie wyroku z pierwszej instancji.

 

Sąd przychylił się do wniosku prokuratora i wydłużył okres ograniczenia wolności dla obu skazanych do 10 miesięcy. Przez ten czas mają wykonywać prace społeczne w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Wyrok jest prawomocny.

 

- Są granice żartów. Ten infantylny żart spowodował kosztowne działania służb. Ekipy służb specjalnych podjechały pod miejsce zamieszkania, by zneutralizować zagrożenie. Szczęśliwie okazało się, że go nie ma - mówił w uzasadnieniu sędzia Jerzy Menzel.

 

Podkreślił, że skazani jako studenci informatyki szczególnie powinni zdawać sobie sprawę z tego, jaką moc i siłę informacyjną może mieć taki wpis internetowy.

 

"Duży stopień szkodliwości"

 

- Ten czyn miał duży stopień szkodliwości społecznej. I to o olbrzymim wymiarze, bo trafiał do umysłów wielu innych młodych ludzi. Wciąż słyszy się o przypadkach zgłaszania fałszywych alarmów powodujących ewakuacje różnych instytucji - mówił sędzia.

 

Prokuratura postawiła oskarżonym zarzuty z art. 224a Kodeksu karnego, który mówi: "Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

 

Sąd przypomniał, że ten artykuł Kodeksu karnego znowelizowano i ustawodawca przewidział świadczenie pieniężne za zwrot kosztów akcji i minimum 10 tys. zł nawiązki od skazanych.

 

- Ta nowelizacja nastąpiła już po tym, jak skazani dopuścili się swego czynu. Jednak pokazuje, że możliwość zasądzania zwrotu kosztów akcji i wysokich nawiązek sprawia, iż mamy do czynienia z przestępstwem, które wymaga surowej kary - brzmiało uzasadnienie sądu.

 

PAP

mta/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze