W przesłanym komunikacie Prokuratura Krajowa poinformowała, że zatrzymań b. Komendanta Głównego Policji Zbigniewa Maja oraz dwóch byłych dyrektorów delegatur CBA w Poznaniu dokonano na polecenie Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie.

 

"Narażenie na szkodę interesu publicznego"

 

Prokuratura Krajowa podała, że zatrzymanym zostaną przedstawione zarzuty dotyczące m.in. ujawniania informacji z prowadzonych postępowań karnych oraz na temat planowanych dopiero czynności operacyjno-rozpoznawczych, co naraziło na szkodę interes publiczny oraz interes prowadzonych postępowań karnych.

 

- Po zakończeniu czynności procesowych z udziałem wszystkich podejrzanych prokurator podejmie decyzje w zakresie zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych - poinformowała PK.

 

Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA, który potwierdził informacje o zatrzymaniu b. komendanta, powiedział, że chodzi o "przestępstwa urzędnicze". Poinformował też, że zatrzymany, po zakończeniu przeszukania w jego domu, zostanie przewieziony do podkarpackiego wydziału prokuratury.

 

Beata Maj: CBA zostało wykorzystane do walki politycznej

 

Żona Zbigniewa Maja poinformowała dziennikarzy, że jej mąż kilka dni temu podjął decyzję o kandydowaniu na prezydenta Kalisza. Jej zdaniem, może mieć to związek z zatrzymaniem. 

 

- Parę dni temu mąż podjął decyzję, że będzie startował w wyborach prezydenckich. Wczoraj zostało założone stowarzyszenie, które będzie rekomendowało męża w tych wyborach. W mojej ocenie nie jest to przypadek, że dzisiaj mamy taką sytuację - wejście z hukiem do domu CBA, które uważam, że zostało wykorzystane do walki politycznej - powiedziała Maj. 

 

 

- Uważam, że wejście do domu o szóstej rano przez CBA jest po prostu skandalem - dodała Beata Maj. 

 

Ziobro: nie ma równych i równiejszych

 

Ziobro w środę na konferencji prasowej był pytany, czy zarzuty wobec zatrzymanych są aż tak poważne, że trzeba było ich zatrzymywać rano. - Jeśli chodzi o zarzuty stawiane panu generałowi, to ich natura była tego rodzaju i osoby, które były objęte tymi zarzutami, pełniły takie role i funkcje zawodowe wcześniej, że prokuratorzy (...) uważali, że zachodzi niebezpieczeństwo matactwa i kontaktu pomiędzy tymi osobami i ustalania wspólnej wersji wydarzeń - jeżeli doszłoby do skierowania zawiadomienia - mówił Ziobro.

 

Jak dodał, decyzję ws. zatrzymania podejmowali "referenci i prokuratorzy prowadzący tę sprawę oraz funkcjonariusze CBA".

 

- Czasami państwo informujecie, że są zatrzymywani strażnicy miejscy, zwykli policjanci, dla mnie tu nie ma równych i równiejszych. Fakt, że ktoś pełnił wysoką funkcję w policji, nie może oznaczać gwarancji, że będzie wobec niego stosowana taryfa ulgowa - oświadczył Ziobro.

 

Jeżeli chodzi o czynności związane z zatrzymaniem Zbigniewa M., Ziobro powiedział, że na te pytania powinno odpowiadać CBA, a nie prokuratura. - Polskie prawo mówi, że o tym, w jaki sposób, o której godzinie i kiedy jest realizowana czynność zatrzymania, decyduje służba wykonująca tę czynność, nie prokurator. To nie jest kompetencja prokuratury, to kompetencja tych, którzy są odpowiedzialni za bezpieczne i skuteczne przeprowadzenie tych czynności - wskazywał minister.

 

Zbigniew Maj zrezygnował ze stanowiska w lutym 2016 roku

 

Jako pierwsze o zatrzymaniu i przeszukaniu domu byłego Komendanta Głównego Policji Zbigniewa Maja oraz zatrzymaniu dwóch byłych dyrektorów delegatur CBA z Łodzi i Poznania poinformowało w środę radio RMF FM. Z informacji radia wynika, że według rzeszowskich prokuratorów, byli szefowie delegatur CBA informowali komendanta Maja o sprawach, które mogły go dotyczyć. Według radia agenci CBA pojawili się w domu Zbigniewa Maja w Kaliszu po godz. 6 rano. Również w mieszkaniach b. szefów delegatur CBA w okolicach Katowic i Kielc były przeszukania prowadzone przez CBA.

 

Zbigniew Maj zrezygnował ze stanowiska Komendanta Głównego Policji 11 lutego 2016 roku po dwóch miesiącach od powołania. Tłumaczył swoją decyzję tym, że byli pracownicy Biura Spraw Wewnętrznych KGP przygotowali wobec niego prowokację.

 

W mediach pojawiły się wówczas informacje, że chodzi o wydarzenia sprzed kilkunastu lat, kiedy Maj pracował w Kaliszu. Były informator policji miał go szantażować; sugerował, że Maj przyjął od niego pięć butelek alkoholu, a także pożyczył 10 tys. zł, których nie oddał.

 

RMF FM, polsatnews.pl, PAP