- Sąd nie zgodził się w środę na dalsze przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec tego podejrzanego. Wniosek dotyczył przedłużenia tego środka zapobiegawczego do 20 sierpnia, czyli o kolejne trzy miesiące - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu Andrzej Kukawski.

 

Jeżeli ewentualne odwołanie nie zmieni decyzji sądu, to mężczyzna 22 maja opuści areszt.

 

- Możemy wnieść zażalenie na to postanowienie w terminie siedmiu dni. Środek odwoławczy wnosi się do sądu okręgowego za pośrednictwem rejonowego. Nie podjęliśmy jeszcze decyzji o tym, czy złożymy takie zażalenie - dodał Kukawski.

 

Zwierzę miało powybijane zęby, złamaną szczękę oraz uraz kręgosłupa

 

30-letni Bartosz D. z Chełmży usłyszał w marcu zarzut znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźnie, który miał skatować szczeniaka Fijo, grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. Czteromiesięczne zwierzę miało m.in. powybijane zęby, złamaną szczękę oraz dotkliwy uraz kręgosłupa, który doprowadził do paraliżu tylnych łap, a także złamanie kości udowej. Podczas przesłuchania Bartosz D. nie przyznał się do winy, podtrzymuje wersję, że przewrócił się na psa.

 

- Dla nas to jest ogromny szok. Osoba, która była poszukiwana listem gończym i ukrywała się przed wymiarem sprawiedliwości, mimo tego, że już dwa razy miała zasądzony areszt, teraz zostanie wypuszczona na wolność. Dla nas ta decyzja jest niezwykle zaskakująca i nie wiemy, czym jest podyktowana - powiedziała Małgorzata Brzezińska z opiekującej się szczeniakiem Fundacji Judyta.

 

Dodała, że ma nadzieję na pozytywne odwołanie prokuratury w tej sprawie.

 

- Piesek nadal jest w Portugalii. W tej chwili możemy zapomnieć o tym, żeby Fijo trzymał mocz i kał. Będzie już zawsze psem niepełnosprawnym i pieluchowanym. Rehabilitacja powoli zaczyna dawać pozytywne efekty, ale nie wiadomo, czy trzymiesięczny pobyt w specjalistycznej klinice pozwoli postawić go na łapy - podkreśliła Brzezińska.

 

Mówił, że upadł na psa

 

P.o. prokurator rejonowy Toruń-Wschód Marcin Licznerski mówił w marcu po przesłuchaniu podejrzanego dziennikarzom, że Bartosz D. nie przyznał się do zarzucanego czynu. - Mężczyzna wskazał, że do zdarzenia doszło na skutek jego upadku, czego konsekwencją było spowodowanie obrażeń psa. Wymaga to weryfikacji procesowej. Wyjaśnienia nie są zbieżne z materiałem dowodowym, który udało się dotychczas zgromadzić - mówił Licznerski.

 

D. był poszukiwany listem gończym i po zatrzymaniu przez policjantów wyjaśnił w prokuraturze, że ukrywał się po zdarzeniu za granicą i niedawno wrócił do Polski.

 

"Dowody wskazują na to, że mężczyzna spowodował obrażenia ciała psa i nie mogły one powstać w taki sposób, jak on tłumaczy. W czasie tego zdarzenia podejrzany był sam z psem w mieszkaniu. Jego wyjaśnienia wskazują, że ukrywał się przed organami ścigania, bo zobaczył relację ludzi w mediach społecznościowych i obawiał się o swoje bezpieczeństwo" - mówił w marcu Licznerski.

 

Podejrzany jeszcze przed wejściem na przesłuchanie powiedział dziennikarzom: "Jestem niewinny. Udowodnię wam to. Pozdrawiam rodzinę". Już po przesłuchaniu krzyczał w stronę dziennikarzy, żeby zajęli się innymi, ważniejszymi sprawami. Ponownie powiedział, że jest niewinny.

 

Prokurator Licznerski informował wcześniej, że następnego dnia po pobiciu zwierzęcia policję o sprawie zaalarmowała żona podejrzanego. "Ona wraz z dziećmi 27 stycznia była u krewnych. Z pieskiem w domu został jej mąż. Gdy domownicy wrócili do domu, pies był już dotkliwie pobity. Mężczyzna spakował swoje rzeczy i od tamtej pory nikt z bliskich go nie widział. Kolejnego dnia rozpoczęła się batalia policji o ustalenie jego miejsca pobytu. Sprawdzono wszystkie wskazywane lokalizacje, ale różne sygnały w tej sprawie się nie potwierdziły" - mówił prokurator, dodając, że prokuratura skierowała wówczas do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny i poszukiwanie listem gończym.

 

Pies Fijo przeszedł operację w Czechach, a teraz jest rehabilitowany w Portugalii, gdzie znajduje się specjalistyczna placówka leczenia takich urazów.

 

PAP