Podziemna akcja ratunkowa trwa w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu Zdroju nieprzerwanie od sobotniego przedpołudnia. 

 

Ratownicy odnaleźli drugą śmiertelną ofiarę

 

W niedzielę około godz. 11:30 prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Daniel Ozon poinformował, że ratownicy nawiązali kontakt wzrokowy z kolejnym poszukiwanym górnikiem. Znajdował się około 10 metrów od miejsca, gdzie znaleziono poprzedniego - zmarłego - pracownika. 

 

Kilka godzin później prezes JSW powiedział dziennikarzom, że ratownicy wydostali z wyrobiska drugiego z pięciu poszukiwanych pod ziemią górników.

 

- Do momentu, kiedy nie dojedzie do bazy i nie będzie zdiagnozowany przez lekarza, więcej bardziej dokładnych informacji co do jego stanu nie jesteśmy w stanie przedstawić - powiedział Ozon. Po godzinie 16:00 prezes Ozon poinformował, że odnaleziony pracownik nie żyje.

 

Ozon poinformował, że górnik został już zidentyfikowany.

 

Nadal trwają poszukiwania trzech zaginionych po wstrząsie górników.

 

Zdeformowane wyrobiska, bardzo trudna akcja

 

Prezes JSW powiedział, że po wstrząsie wyrobiska są mocno zdeformowane, zwężone, ale możliwe jest wprowadzenie w nie tzw. lutniociągu doprowadzającego powietrze i przejście ratowników ze sprzętem.

 

Dodał, że po sobotnim wstrząsie, w niedzielę doszło do wstrząsów wtórnych o mniejszej sile. Ten sobotni należał do najsilniejszych w historii polskiego górnictwa węgla kamiennego - powiedział Ozon.

 

Do jednego z poszukiwanych górników ratownicy dotarli w niedzielę rano. Po wstrząsie został on przygnieciony elementami obudowy. Około godz. 11 ratownicy przetransportowali go do podziemnej bazy.

 

- Lekarz dokonał oględzin, stwierdził zgon. Przed chwilą byliśmy u rodzin, poinformowaliśmy bliskich o tym fakcie - powiedział przed południem prezes JSW.

 

 

Ozon powiedział, że odnaleziony w niedzielę przed południem zmarły górnik miał 38 lat, od 10 lat pracował w JSW. Zaznaczył, że nie jest to jeszcze całkowicie pewna informacja, bo pracownik nie miał przy sobie tzw. dyskietki, którą muszą posługiwać się górnicy podejmujący pracę na terenie kopalni.

 

- Teraz rodzina i inni górnicy udają się do punktu opatrunkowego, żeby dokonać identyfikacji tego górnika - zaznaczył. Po południu zaś uściślił, że ciało zmarłego zostało przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej, gdzie zostaną przeprowadzone badania DNA, aby dokonać identyfikacji.

 

Rodziny są pod opieką psychologa

 

Prezydent Jastrzębia-Zdroju Anna Hetman złożyła w niedzielę kondolencje po śmierci 38-letniego górnika z kopalni Zofiówka.

 

"Z wielkim smutkiem i żalem przyjęłam wiadomość o śmierci górnika z kopalni Zofiówka. To niewypowiedziana rozpacz dla rodzin i przyjaciół. Pragnę złożyć moje najszczersze kondolencje wszystkim pogrążonym w żałobie" - napisała prezydent Jastrzębia-Zdroju w portalu społecznościowym.

 

Anna Hetman zapewniła, że rodziny poszukiwanych górników w dalszym ciągu są pod opieką psychologa. Samorząd Jastrzębia-Zdroju zapewnił rodzinom wsparcie psychologiczne specjalistów z miejskiego Punktu Interwencji Kryzysowej.

 

Samorządowcy - jak podała prezydent - przekazali też łóżka, śpiwory i koce rodzinom, które przez całą minioną noc czekały na terenie kopalni na informacje o swoich najbliższych. Dyrekcja kopalni i przygotowała dla rodzin specjalne pomieszczenie i zapewnia, że jest z nimi w stałym kontakcie.

 

Prezydent Hetman poinformowała, że inspektor nadzoru budowlanego po sobotnim wstrząsie nie stwierdził zagrożenia dla budynków mieszkalnych w mieście. "W przyszłym tygodniu przeprowadzone zostaną szczegółowe oględziny wszystkich budynków" - podała prezydent.

 

 

Priorytetem dostarczanie tlenu

 

Jak mówili wcześniej prezes Daniel Ozon i jego zastępca Tomasz Śledź, pod ziemią stale pracuje 17 zmieniających się zastępów ratowniczych, a ogółem w akcję zaangażowanych jest ponad 200 osób.

 

- Priorytetem dla nas jest dostarczenie jak największej ilości tlenu do obszaru zagrożonego - powiedział prezes Ozon, przypominając, że ratownicy zmierzają do miejsca, gdzie powinni być zaginieni górnicy, z dwóch stron.

 

Napowietrzenie zagrożonego rejonu jest konieczne, by ratownicy mogli bezpiecznie pracować.

 

 

"Sytuacja zmienia się z każdą minutą"

 

W sobotę w zagrożonym rejonie stwierdzono ok. 8-procentowe stężenie metanu, co groziło wybuchem tego gazu (metan wybucha w stężeniu od 5 do 15 proc.). Ratownicy musieli się wycofać, później przystąpili do budowy lutniociągu - to rurociąg doprowadzający powietrze, składający się z połączonych ze sobą 10-metrowych elementów.

 

Równolegle ratownicy próbują dotrzeć tam drugą, dłuższą drogą, licząc, że uda się zlokalizować pozostałych czterech górników. Jak dotąd nie nawiązano z nimi kontaktu. Górnicy powinny znajdować się na 250-metrowym odcinku wyrobiska, który nie został dotąd spenetrowany przez ratowników. Ratownicy widzą prześwity w zawalonym wyrobisku, co daje nadzieję, że dochodzi tam powietrze.

 

Jak powiedział wiceprezes JSW Tomasz Śledź, "sytuacja jest bardzo dynamiczna i zmienia się z każdą minutą". Na miejscu pracują, obok ratowników z JSW, m.in. specjalistyczne zastępy ratownicze z Centralnej Stacji Ratownictwa w Bytomiu oraz ratownicy z Polskiej Grupy Górniczej.

 

Wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski, który na miejscu nadzoruje akcję ratowniczą, powiedział, że od północy działania ratowników koncentrują się na dostarczaniu do wyrobisk powietrza i wyparciu w ten sposób z nich metanu. - To też jest jeden z warunków, żeby (…) było też poczucie bezpieczeństwa, jeśli chodzi o udział ratowników - zaznaczył.

 

Tobiszowski dodał, że bez usunięcia nadmiernych ilości metanu bardzo trudne byłoby wejście w rejon, gdzie znajduje się jeden z górników, którego już wcześniej widzieli ratownicy. Ocenił, że kiedy już uda się to zrobić, otworzy się kolejny etap bardzo trudnej akcji ratowniczej.

 

Najsilniejszy wstrząs w historii kopalni 

 

Dotarcie do poszukiwanych utrudniały w sobotę szkody, wyrządzone w wyrobiskach przez wstrząs - chodniki zostały częściowo zdeformowane lub zawalone - ratownicy napotkali rumowiska, powstałe w wyniku zawałów. Akcję utrudnia także wysoka temperatura oraz niezdatna do oddychania atmosfera - ratownicy pracują w aparatach tlenowych. Po północy w akcję zaangażowanych było ponad 200 osób.

 

Prezes Wyższego Urzędu Górniczego Adam Mirek zapowiedział powołanie komisji, która ma wyjaśnić przyczyny i okoliczności wypadku. Jak podała JSW, "przyczyną tąpnięcia był wstrząs samoistny spowodowany warunkami naturalnymi". Był to najsilniejszy wstrząs w historii kopalni Zofiówka - w popularnej skali Richtera jego siłę ocenia się na ponad 3,4 stopnia.

 

 

Czterem osobom udało się uciec

 

W chwili wstrząsu, w sobotę około godziny 11:00 w kopalni pracowało 250 osób, z czego w rejonie bezpośredniego zagrożenia 900 m pod ziemią - 11. Czterem z nich udało się uciec, siedmiu zostało pod ziemią. Po kilku godzinach ratownicy odnaleźli dwóch z nich - są w szpitalu z niegroźnymi dla życia urazami. Wieczorem natrafiono na kolejnego górnika - przygniecionego i bez oznak życia. Z czterema kolejnymi nie było kontaktu.

 

Prezes Ozon zapewnił, że przedstawiciele JSW są w stałym kontakcie z przedstawicielami rodzin poszukiwanych górników; rodziny przebywają stale w kopalni. Zapewniono im pomoc psychologiczną. Kolejne informacje na temat postępów akcji ratowniczej mają być przekazane w niedzielę około godziny dwunastej.

 

Duda i Morawiecki informowani o przebiegu akcji

 

W sobotę wieczorem kopalnię odwiedził premier Mateusz Morawiecki, który spotkał się ze sztabem akcji ratowniczej, przedstawicielami JSW i nadzoru górniczego. Szef rządu odwiedził też poszkodowanych górników w jastrzębskim szpitalu. 

 

- Premier pozostaje w stałym kontakcie ze sztabem kryzysowym, na bieżąco odbiera meldunki o przebiegu akcji ratunkowej - poinformowała w niedzielę rano rzeczniczka rządu Joanna Kopcińska.

 

Również prezydent Andrzej Duda jest informowany o przebiegu akcji. - Zgodnie z naszą wiedzą w akcję zaangażowane są wszelkie możliwe środki. Pomimo bardzo trudnych warunków na miejscu, akcja jest prowadzona profesjonalnie i z ogromnym poświęceniem - powiedział szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch.

 

- Jesteśmy myślami z górnikami, którzy ucierpieli w wyniku wstrząsu, ich bliskimi oraz ratownikami, którzy próbują dotrzeć do zaginionych - dodał.

 

PAP