Polak tonął w basenie, uratowali go amerykańscy policjanci. Teraz ich pozywa, bo czekali za długo

Świat
Polak tonął w basenie, uratowali go amerykańscy policjanci. Teraz ich pozywa, bo czekali za długo
Flickr/Menlo Park Planning/Zdj. ilustracyjne

23-letni Polak pozwał policjantów i ratownika z USA, którzy wyciągnęli go z wody, kiedy dwa lata temu podczas ataku choroby dwubiegunowej, wszedł do basenu i nie wynurzał się przez około 2 minuty. Polak twierdzi, że służby czekały z pomocą zbyt długo, przez co przeżył śmierć kliniczną. Zarzuty odpiera policja, której zdaniem wcześniejsza interwencja mogła stanowić zagrożenie dla funkcjonariuszy.

W maju 2016 r. polski student przyjechał do miejscowości Fairfax na program wymiany. Słabo mówił po angielsku i nie umiał pływać, ale dostał pracę na basenie.


Do jego zadań należało m.in. ustawianie leżaków, czyszczenie basenu i sprawdzanie Ph wody.


Nikt wtedy nie wiedział, że mężczyzna cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową.

 

Według relacji pracowników basenu, trzeciego dnia pracy Polak zaczął się dziwnie zachowywać. Miał się kłócić z gośćmi i mówić do siebie po polsku. Kiedy zerwał opaskę jednej z dziewcząt i zabronił jej wejścia do basenu, jeden z ratowników wezwał policję.


Chwycił otwory w dnie i został pod wodą


Mężczyzna zignorował funkcjonariuszy. Z policyjnych raportów wynika, że Polak dmuchał w gwizdek, krzyczał "jestem ratownikiem" i zaczął modlić się po polsku. Miał także wrzucić do płytkiej części basenu swój telefon.


Na nagraniu zrobionym zza ogrodzenia przez jednego z obserwatorów, widać jak mężczyzna wchodzi do basenu i zanurza się. Jak relacjonował jeden z funkcjonariuszy, Polak chwycił otwory w dnie basenu i został pod wodą.


Mężczyzna nie wynurzał się przez ponad dwie minuty. Na filmie widać, że chodzący dookoła basenu funkcjonariusze nie reagowali. W pewnym momencie do wody wskoczył ratownik i wyciągnął Polaka. Pomogli mu policjanci.


Nie pozwolili ratownikowi na pomoc


W momencie wyciągnięcia z wody, mężczyzna nie oddychał. Ratownik i funkcjonariusze prowadzili resuscytację krążeniowo-oddechową do czasu przyjazdu karetki. Mężczyźnie funkcje życiowe przywrócono za pomocą defibrylatora.


Według relacji pracowników basenu, funkcjonariusze nie pozwolili wskoczyć do wody ratownikowi, dopóki Polak nie przestał się ruszać.


Przez prawie dwa tygodnie mężczyzna przebywał w szpitalu. Później skierowano go na oddział psychiatryczny, gdzie po sześciu dniach obserwacji stwierdzono chorobę afektywną dwubiegunową.


Mężczyzna poinformował, że obecnie przebywa w Polsce i bierze leki, a ataki nie pojawiły się ponownie.


"Pozwolili mi zatonąć na ich oczach"


Polak ma do zapłacenia ponad 100 tys. dolarów rachunków za pomoc medyczną.


"Policjanci pozwolili mi zatonąć na ich oczach. Cieszę się, że w końcu zrozumieli, że nie powinni pozwolić mi utonąć, ale nie dziękuję im za to, że pozwolili mi umrzeć klinicznie na ich oczach" - napisał Polak w mailu cytowanym przez "Washington Post".

 

Szef policji w Fairfax broni działań swoich funkcjonariuszy. - Uratowali mu życie, nie zginął. Zamierza pozywać kogoś za uratowanie życia? - powiedział dziennikowi. Zwrócił uwagę, że gdyby funkcjonariusze lub ratownik ruszyli na pomoc wcześniej, mogliby zostać wciągnięci pod wodę przez osobę, która działała gwałtownie i chaotycznie.


Podkreślił też, że w przypadku działań podejmowanych w stosunku do osoby z zaburzeniami psychicznymi atak należy przeczekać.


Zdaniem adwokata Polaka, policjanci są przygotowani do interwencji wobec osób chorych psychicznie i mogli powstrzymać mężczyznę przed wejściem do basenu. Kiedy jednak już wszedł do wody, zdaniem jego pełnomocnika, funkcjonariusze powinni od razu mu pomóc lub pozwolić na to ratownikowi.

 

washingtonpost.com

prz/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze