Szef PE o Alfim Evansie: to nie biurokracja decyduje, ile czasu możemy żyć

Świat

- Należy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by uratować tego małego europejskiego obywatela i wesprzeć jego rodzinę - powiedział przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani. Tymczasem brytyjski sąd apelacyjny odrzucił apelację rodziców Alfiego Evansa ws. decyzji sądu niższej instancji o zaprzestaniu podtrzymywania go przy życiu i braku zgody na przewiezienie chłopca do Włoch.

- On jest teraz obywatelem Włoch, państwo włoskie nadało mu obywatelstwo, więc może przybyć do Włoch, kiedy zechce. Należy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by uratować tego małego europejskiego obywatela i wesprzeć jego rodzinę - powiedział Polsat News Tajani. 

 

Szef PE podkreślił, że "tu chodzi o wolność". - Należy mu pomóc i mieć nadzieje, że miłość wygra z biurokracją i biurokratyczną wizją życia ludzkiego. To nie biurokracja decyduje, ile czasu możemy żyć, a ktoś tam na górze, kto musi decydować zamiast biurokracji. Jeśli możemy ocalić tego małego Europejczyka we włoskim szpitalu, to należy próbować do końca - powiedział Tajani. 

 

Apelacja odrzucona

 

W środę trzech sędziów Trybunału Odwoławczego (Court of Appeal) odrzuciło wnioski apelacyjne złożone osobno przez ojca i matkę Alfiego, podtrzymując wcześniejsze decyzje, zgodnie z którymi w najlepszym interesie dziecka jest kontynuacja planu opieki paliatywnej w szpitalu Alder Hay w Liverpoolu, w którym chłopiec przebywa od grudnia 2016 roku.

 

Rodzice ubiegali się o zgodę na przewiezienie chłopca do watykańskiego szpitala Bambino Gesu w Rzymie. Wcześniej włoskie MSZ zdecydowało o pilnym nadaniu mu włoskiego obywatelstwa i zapewniło o gotowości przewiezienia go do kraju w dowolnym momencie. Starania o uratowanie dziecka znana placówka pediatryczna podjęła na polecenie papieża Franciszka, który w ubiegłą środę przyjął na audiencji ojca Alfiego.

 

Prawnicy rodziców argumentowali, że chłopiec otrzymał włoskie obywatelstwo i może skorzystać z zaoferowanego przez włoski rząd przetransportowania go do Bambino Gesu na pokładzie specjalnego medycznego samolotu wojskowego.

 

Pozew przeciwko lekarzom

 

W trakcie posiedzenia sądu ujawniono także, że prawnicy ojca Alfiego złożyli pozew przeciwko trzem głównym lekarzom opiekującym się dzieckiem, oskarżając ich o spisek mający na celu zabicie chłopca. Prywatne pozwy medyczne są bardzo rzadkie ze względu na wysokie koszty i mogą być zatrzymane przez służby prokuratorskie, jeśli uznają one przedstawione oskarżenia za nieprawdziwe.

 

Reprezentanci szpitala odrzucili również argumenty rodziców dotyczące tego, że fakt, iż chłopiec wciąż oddycha niemal 48 godzin po wyłączeniu maszyny podtrzymującej życie, świadczy o jego lepszym niż spodziewany stanie. Jak zaznaczyli, zespół medyczny nigdy nie argumentował - wbrew temu, jak było to przedstawiane przez rodzinę chłopca - że jego śmierć nastąpi natychmiast. Wersję szpitala potwierdziła też lokalna gazeta "Liverpool Echo", która relacjonowała przebieg spraw sądowych.

 

Medycy: doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu

 

We wtorek Wysoki Trybunał odrzucił wniosek o wyrażenie zgody na przewiezienie chłopca do Włoch, przychylając się do opinii lekarzy, że doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu, które pozbawiły go zmysłów wzroku, słuchu, smaku i czucia, a dalsza terapia "nie leży w jego najlepiej pojętym interesie" i może być nie tylko "daremna", ale także "nieludzka".

 

Jednocześnie sędzia Anthony Hayden podkreślił, że Alfie "powinien otrzymać opiekę w ostatnich dniach czy godzinach, jakkolwiek długo to będzie trwało, w hospicjum, w domu lub na szpitalnym oddziale", prosząc zespół medyczny szpitala o to, aby "kreatywnie i ambitnie, nawet jeśli to daremna nadzieja, rozpatrzył wszystkie opcje".

 

Według upublicznionego zapisu wyroku we wcześniejszej sprawie z lutego br. opinię szpitala poparli także powołani na biegłych niezależnych lekarzy, w tym ci, którzy zostali skonsultowani na wniosek rodziców dziecka. Jak wskazywano, w wyniku choroby doszło do nieodwracalnych i "katastrofalnych" zmian w mózgu, które wykluczają nie tylko powrót do zdrowia, ale jakiekolwiek znaczące przedłużenie życia.

 

W środę sąd apelacyjny zdecydował, że nie ma podstaw do uchylenia wcześniejszego wyroku.

 

"Alfie otrzymuje opiekę, na którą zasługuje"

 

Krótko po tej decyzji szpital Alder Hay w Liverpoolu opublikował oświadczenie ws. decyzji sądu apelacyjnego.

 

"Odnotowujemy dzisiejszy wyrok Trybunału Odwoławczego, który odrzucił oba wnioski dotyczące przeniesienia Alfiego do Włoch. Naszym głównym priorytetem pozostaje zapewnienie, że Alfie otrzymuje opiekę, na którą zasługuje, aby zapewnić zachowanie jego komfortu, godności i prywatności" - podano.

 

Z kolei prezes szpitala sir David Henshaw i dyrektor wykonawcza Louise Shepherd napisali w liście otwartym, że lekarze opiekujący się chłopcem stali się ofiarami ataków słownych i gróźb. "Wszyscy głęboko współczujemy Alfiemu i jego rodzinie, robiąc wszystko co możemy, aby wesprzeć ich najlepiej jak potrafimy" - oświadczyli.

 

"To był bardzo trudny czas"

 

Jak zaznaczyli, w mediach społecznościowych pojawił się szereg nieprawdziwych zarzutów dotyczących działania lekarzy. - Musieliśmy zmierzyć się z atakami dotyczącymi naszych motywacji, profesjonalizmu i etyki. To był bardzo trudny czas - napisali.

 

Wcześniej brytyjska policja w Liverpoolu wydała oświadczenie, przypominając, że wszystkie wpisy w mediach społecznościowych są monitorowane i publikowane groźby mogą stać się przedmiotem śledztwa.

 

Zgodnie z brytyjskim prawem lekarze mogą w określonych przypadkach występować jako reprezentanci interesu dziecka, który nie zawsze musi być zbieżny z opinią rodziców. Jeśli instytucja publiczna, np. szpital, uważa, że decyzje rodziców podejmowane są wbrew dobru dziecka, mogą je zakwestionować w sądzie. Ostateczny wyrok wydaje sąd na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego.

 

Manifestacja przed brytyjską ambasadą

 

W środę wieczorem przed ambasadą Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w Warszawie zebrała się grupa osób manifestujących poparcie dla rodziców dwuletniego Alfiego.

 

Jeden z organizatorów zgromadzeń zwoływanych przed brytyjską ambasadą Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty podkreślił, że celem wydarzenia ma być "okazanie solidarności i wsparcia rodzicom Alfiego Evansa".

 

- Śledziłem z przyjaciółmi historię Alfiego i miałem poczucie, że sam do końca nie wiem, jak zachowałbym się jako ojciec, gdybym znalazł się na ich miejscu. Pomyślałem, że tym, co mogłoby mi w takim momencie pomóc, byłby gest solidarności i wsparcia. Tak powstała idea manifestacji przed ambasadą brytyjską - wyjaśnił.

 

"Nie można gasić nadziei rodziców"

 

Dodał, że rodzice chłopca zobaczą w ten sposób, że "nie są sami". Zdaniem Grabowskiego, decyzja sądu o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej życie i zakaz przewiezienia go do watykańskiego szpitala "jest skandaliczna".

 

- Nie jestem prawnikiem, nie znam realiów prawa brytyjskiego, jednak jestem ojcem i jako ojciec jestem przekonany, że nie można gasić nadziei rodziców, zwłaszcza w sytuacji, kiedy inni lekarze dają szansę na to, żeby próbować dalej leczyć dziecko. Uważam, że ten wyrok to po prostu wyrok śmierci wydany na Alfiego - ocenił Grabowski.

 

Zapowiedział, że protest potrwa 3 dni - od środy do piątku. - Te 3 dni to czas, który - mam nadzieję - zdoła poruszyć sumienie pana ambasadora, który nada odpowiedni rozgłos tej sprawie - wyjaśnił.

 

Petycja do prezydenta Dudy

 

Grabowski poinformował, że protest ma być pokojowy i przebiegać w przeważającej części w milczeniu. - To milczenie będzie przemawiać głośniej niż słowa. To nie będzie typowa demonstracja, z hasłami i racami. Zapraszamy z zapalonymi świecami, bez barw partyjnych, zapraszamy wszystkich niezależnie od światopoglądu - bo przecież rodzina jest czymś uniwersalnym - podkreślił.

 

Jak poinformował na Twitterze "Tygodnik Solidarność", redaktor naczelny pisma Michał Ossowski złożył w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy petycję z prośbą o nadanie Alfiemu Evansowi polskiego obywatelstwa, co umożliwiłoby mu dalsze leczenie. "W tak dramatycznej chwili, w której malutki człowiek pozbawiany jest opieki państwa, to inne państwo powinno zająć się jego opieką" - piszą autorzy pisma.

 

Według tygodnika, pod internetową petycją podpisało się ponad 5 tys. osób.

 

PAP, Polsat News

luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze