- Wczoraj byliśmy świadkami amerykańskiej agresji. I zdołaliśmy ją odeprzeć radzieckimi rakietami z lat 70. - powiedział prezydent Syrii. Dodał, że świadczy to o tym, jaki kraj w rzeczywistości "jest zapóźniony" pod względem uzbrojenia.

 

Dostawy nowoczesnych rosyjskich systemów obrony powietrznej nie były omawiane - podały rosyjskie agencje.


"Atak zjednoczył narody"

 

Asad zapewnił, że atak koalicji zachodniej zjednoczył narody Syrii i Rosji. Tematem jego rozmów z parlamentarzystami Rosji była odbudowa gospodarki syryjskiej. Asad podkreślił, że w przyszłości widziałby chętnie w Syrii rosyjskie filmy sektora naftowo-gazowego. Oszacował koszt odbudowy gospodarki swego kraju na 400 miliardów dolarów.

 

Rosyjskie agencje prasowe podały, że według deputowanych prezydent Syrii był "w dobrym nastroju". Przyjął od nich zaproszenie, żeby odwiedzić Chanty-Mansyjski Okręg Autonomiczny na zachodniej Syberii; gubernator obwodu Natalia Komarowa brała udział w spotkaniu. Nie jest jasne, kiedy miałoby dojść do takiej wizyty Asada w Rosji.

 

"Będą przekonani do dialogu"

 

Przedstawiciel rosyjskiego MSZ Władimir Jermakow oświadczył w niedzielę na konferencji Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej, że są podstawy, aby oczekiwać, że USA po nalotach w Syrii zaczną bardziej aktywny dialog z Rosją.

 

- Nie można uważać, że Amerykanie całkowicie zamknęli się (na dialog), że nie okazują chęci do strategicznego dialogu. Trudno czynić jakiekolwiek prognozy, ale moim zdaniem teraz Amerykanie będą bardziej przekonani do dialogu - oświadczył.

 

Jermakow przyznał, że dialog ze stroną amerykańską jest utrzymywany. - Być może nie jest tak widoczny, jest mniej zrozumiały, i na razie jest absolutnie nieprzewidywalny, ale jest prowadzony, w trybie codziennym - powiedział przedstawiciel MSZ Rosji. Określił szczebel tego dialogu jako “absolutnie różnego rodzaju”.

 

Boris Johnson: jesteśmy gotowi na różne opcje

 

- Nie ma na stole propozycji kolejnych uderzeń, bo póki co dzięki Bogu reżim (Baszara el-) Asada nie był na tyle głupi, żeby przeprowadzić kolejny atak z użyciem broni chemicznej. Jeśli kiedykolwiek coś takiego znów się stanie to wraz z sojusznikami rozważymy nasze opcje - powiedział brytyjski minister spraw zagranicznych  Boris Johnson w wywiadzie dla BBC.

 

Johnson bronił decyzji o interwencji zbrojnej w Syrii, tłumacząc, że pozwoli to na "zniechęcenie do używania broni chemicznej nie tylko reżim Asada, ale na całym świecie". Jak ocenił, przeprowadzone bombardowania zakończyły się sukcesem i doszło do nich "w odpowiednim momencie, w odpowiedni sposób".

 

Pytany o rosnące napięcie pomiędzy Wielką Brytanią a Rosją, szef MSZ powiedział, że uderzenia w Syrii dotyczyły "wyłącznie broni chemicznej". - W kontekście napiętych relacji (po próbie zabójstwa w Anglii byłego oficera rosyjskiego wywiadu Siergieja Skripala, który przeszedł na stronę Brytyjczyków - red.) było istotne, żeby wytłumaczyć kontekst tego, co robimy (...) i uniknąć eskalacji - tłumaczył Johnson dodając, że liczy na zaangażowanie Rosjan w proces pokojowy w Genewie mający doprowadzić do uregulowania sytuacji w Syrii.

 

Odwet za użycie broni chemicznej

 

Rosyjscy parlamentarzyści przyjechali do Damaszku 11 kwietnia. W minionych dniach zapewniali, że nieprawdziwe są doniesienia mediów bliskowschodnich o tym, że Asad uciekł z Syrii do Iranu.

 

Połączone siły amerykańskie, brytyjskie i francuskie, przeprowadziły nad ranem w sobotę serię nalotów w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej 7 kwietnia w Dumie we Wschodniej Gucie, na wschód od Damaszku. O ten atak kraje zachodnie oskarżają siły reżimu prezydenta Asada. Siły zbrojne USA poinformowały, że celem bombardowań był wojskowy ośrodek naukowo-badawczy w Damaszku, zajmujący się technologią broni chemicznej, oraz składy znajdujące się na zachód od miasta Hims.

 

PAP