Giertych wezwał policję do "okupantów z TVP". "Prywatne domy nie należą jeszcze do PiS"

Polska

Mecenas Roman Giertych nie wpuścił do swojej kancelarii ekipy TVP i wezwał policję, domagając się ścigania jej za zakłócenie miru domowego. Dziennikarze pojawili się pod kancelarią Giertycha w związku ze sprawą posła PO Stanisława Gawłowskiego, którego jest obrońcą.

- Przykry incydent. Osoby podające się za dziennikarzy TVP próbowały wejść do biura, a później długotrwale okupowały klatkę schodową. Poproszone, aby opuściły korytarz, odmówiły, i musiała interweniować policja - powiedział Giertych.

 

 

 

Giertych poinformował, że policja spisała dane osób "podających się za dziennikarzy TVP". Były poseł przekazał również, złożył wniosek o ściganie za naruszenie miry domowego.    

 

 

W czwartek Sejm wyraził zgodę na zatrzymanie i aresztowanie sekretarza generalnego i posła PO Stanisława Gawłowskiego, o co wystąpiła do Sejmu Prokuratura Krajowa.

 

- Sprawa posła PO Stanisława Gawłowskiego nadaje się tylko do umorzenia - powiedział mec. Roman Giertych. Ocenił, że sprawa ma charakter polityczny i ma przykryć spadek poparcia dla PiS.

 

"Ta sprawa nadaje się wyłącznie do jak najszybszego umorzenia"

 

- Po tylu miesiącach mamy prawo oczekiwać, że jutro prokuratura wreszcie przesłucha pana posła Gawłowskiego i umorzy postępowanie, bo ta sprawa - mówię jako adwokat - naprawdę nadaje się wyłącznie do jak najszybszego umorzenia - powiedział Giertych. Według niego sprawa zgody Sejmu na zatrzymanie i aresztowanie Gawłowskiego "ma przykryć spadające sondaże PiS".

 

- Centralne Biuro Antykorupcyjne chyba stchórzyło, bo nie przyjechało zatrzymać pana posła. Przez wiele miesięcy prokuratura domagała się zgody Sejmu na zatrzymanie i aresztowanie, dzisiaj zgoda została wydana, a ani policja, ani CBA nie pokwapiły się, aby przyjechać. Może chodzi o to, aby wejść o szóstej rano, zrobić to bardziej spektakularnie - mówił Giertych.

 

Dodał, że "może chodziło o to, że zatrzymanie tutaj byłoby bez udziału dziennikarzy TVP, a modą obecnie działającej prokuratury jest, że bez dziennikarzy TVP politycznego zatrzymania być nie może".

 

"Służby są wykorzystywane przez rządzących polityków"

 

- Cała sprawa pozostawia gorzki niesmak z tego powodu, jak bardzo polskie służby, policja, służby specjalne, prokuratura są wykorzystywane przez rządzących polityków. Spadają sondaże, spada poparcie, trzeba było czymś to przykryć - powiedział.

 

- Odbywa się spektakl polityczny. Prawnie - mimo wielu miesięcy oczekiwania - ciągle nie możemy się doprosić o informację, co tak naprawdę prokuratura ma przeciwko posłowi, jakie ma dowody popierające zarzuty przedstawione we wniosku o uchylenie immunitetu - dodał.

 

Gawłowski powtórzył, że chce wreszcie usłyszeć zarzuty. - Ponieważ nie doczekałem się dzisiaj odwiedzin policji ani CBA i zatrzymania, wyruszamy do Szczecina, żebyśmy mogli się zgłosić rano w Prokuraturze Krajowej, w delegaturze w Szczecinie. Mamy nadzieję, że prokuratura będzie przygotowana, żeby postawić mi zarzuty; że je jutro usłyszę, sprawa szybko trafi do sądu i w sądzie prokurator będzie musiał udowodniać winę - powiedział.

 

"Ciągle słyszę o zarzutach, a nikt mi ich nie postawił"

 

- Prokuratura pozbawia mnie, póki co, konstytucyjnego prawa do obrony; ciągle słyszę o zarzutach, a nikt mi ich nie postawił, formalnie ciągle nie mogę się bronić - dodał. Przypomniał, że przed trzema miesiącami zrzekł się immunitetu i nie ma przeszkód, by postawić mu zarzuty. Giertych przypomniał, że na długotrwałość tego postępowania wskazywał RPO.

 

Poseł wyraził przekonanie, że "ponieważ nie ma już dzisiaj tak naprawdę żadnych dowodów poza zeznaniem trzech działaczy związanych z PiS", sprawa szybko się zakończy. Dodał, że po wyrażeniu zgody przez Sejm i podpisaniu jej przez marszałka policja mogła go zatrzymać w biurze Giertycha, w którym przebywał od popołudnia.

 

Zachodniopomorski wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie zamierza postawić Gawłowskiemu zarzuty popełnienia pięciu przestępstw, w tym trzech o charakterze korupcyjnym. Chodzi o okres, gdy Gawłowski pełnił funkcję wiceministra środowiska w rządach PO-PSL. Miał wówczas przyjąć jako łapówkę co najmniej 175 tys. zł w gotówce i dwa zegarki o wartości prawie 25 tys. zł. Zarzuty dotyczą też podżegania do wręczenia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 200 tys. zł, ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej.

 

PAP

dk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze