- Bardzo szybko dały o osobie znać nastroje wynikające z chęci politycznego rozegrania żałoby i całego dramatu. To trwa do dzisiaj - powiedział były prezydent w kontekście 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej.

 

"Zamiast dobrego, wyszło wiele złego"

 

Komorowski w rozmowie z Martą Kurzyńską stwierdził, że "z tej żałoby mogło być wiele dobrego, a wyszło dużo złego". 

 

- Do dzisiaj trwają straszne oskarżenia o zdradę, zamach, spisek przeciwko prezydentowi. Są do tej pory ściągani po prokuraturach politycy poprzedniej ekipy. Ja też się wybieram w najbliższym czasie do prokuratury, będę przesłuchiwany To osobiście boli, ale jest dramatycznym dysonansem w stosunku do wspólnotowego przeżywania żałoby w pierwszych dniach - powiedział.

 

Komorowski przypomniał, że w katastrofie smoleńskiej zginęli także jego przyjaciele. 

 

Przesłuchanie byłego prezydenta ma się odbyć 12 kwietnia. 

 

"Niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych"

 

- Prokuratura wezwała na 12 kwietnia byłego prezydenta na przesłuchanie w ramach postępowania dot. niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych bezpośrednio po katastrofie w Smoleńsku - poinformowała we wtorek rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik. 

 

Jak dodała, wezwanie do b. prezydenta wystosowano 18 grudnia ub.r., a jego odbiór został pokwitowany 21 grudnia.

 

Z informacji Prokuratury Krajowej wynika, że postępowanie, w ramach którego prokuratura wezwała Bronisława Komorowskiego do złożenia zeznań "obejmuje m.in. ówczesnych prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, którzy nie uczestniczyli na terenie Federacji Rosyjskiej w sekcjach 95 ofiar katastrofy smoleńskiej ani nie wnioskowali o ich dopuszczenie do tych sekcji". - Nie nakazali również przeprowadzenia sekcji bezpośrednio po przewiezieniu ciał ofiar do Polski - dodała prok. Bialik.

 

Rzeczniczka PK podkreśliła, że brak sekcji ofiar katastrofy bezpośrednio po przewiezieniu ich ciał do Polski, uniemożliwił wykrycie szeregu błędów związanych z identyfikacją ofiar.

 

"Sikorski zadzwonił i poinformował o prawdopodobnych skutkach katastrofy"

 

- Parę minut po katastrofie zadzwonił do mnie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Przekazał informację o katastrofie i jej prawdopodobnych skutkach - relacjonował były prezydent.

 

Komorowski pełnił wówczas funkcję marszałka Sejmu. - (Sikorski) poinformował, że w grę wchodzi wykonanie konstytucji, czyli że marszałek Sejmu w przypadku śmierci prezydenta z automatu przejmuje obowiązki głowy państwa - powiedział.

 

Pytany o to, jak godził funkcje p.o. prezydenta i marszałka Sejmu odpowiedział: - Po pierwsze miałem poczucie ogromnej, gigantycznej odpowiedzialności. Po drugie jakąś ufność, jak w opatrzność Bożą, że podołam tym trudnym zadaniom. Po trzecie, miałem wewnętrzne, głębokie przekonanie, że trzeba się skoncentrować na tym, co najważniejsze, a więc na stabilizacji państwa i na wykonaniu konstytucji.

 

"Przejmował władzę zanim otrzymał informację, że odnaleziono ciało prezydenta"

 

Wiceminister kultury Jarosław Sellin ocenił w Polsat News, że Komorowski powinien wytłumaczyć się "z pierwszych godzin po tragedii smoleńskiej".

 

- Dlaczego natychmiast przejmował władzę, zanim otrzymał informację, że odnaleziono ciało prezydenta i na pewno prezydent nie żyje. Tak nie powinno być w normalnym państwie, że ktoś, kto nie ma 100-procentowej pewności, przejmuje władzę, wchodzi ze swoimi urzędnikami i przejmuje władzę - wyjaśnił Sellin.

 

Świadczyć ma o tym m.in. świadectwo ówczesnego wysokiego urzędnika Kancelarii Prezydenta, a obecnie prezydenta Andrzeja Dudy. 

 

- (Duda) zaświadczał, że był naciskany, żeby natychmiast oddać wszelkie insygnia władzy prezydenckiej Bronisławowi Komorowskiemu - dodał wiceminister.

 

 

Polsat News, PAP