Urzędnicy każą mu usunąć chodnik, z którym nie ma nic wspólnego

Polska

Krakowscy urzędnicy nakazali dzierżawcy sklepu rozebrać położony obok chodnik, będący samowolą budowlaną. Problem w tym, że Maciej Zeman ani go nie położył, ani nie jest właścicielem czy dzierżawcą terenu z chodnikiem. A to nie koniec absurdów w tej historii.

Maciej Zeman od 2011 roku prowadzi sklep w krakowskiej dzielnicy Krowodrza. Teren pod niego wydzierżawił od Urzędu Miasta. Prawie 4 lata temu otrzymał list z Nadzoru Budowlanego Powiatu Grodzkiego nakazujący mu rozbiórkę chodnika obok jego sklepu. Urzędnicy uznali, że to samowola budowlana.

 

"Nie mam z tym nic wspólnego"

 

- Nakazano mi rozebrać kostkę i asfalt o powierzchni 90m2, a ja nie mam z tym nic wspólnego - tłumaczy Maciej Zeman w rozmowie z reporterem "Interwencji".

 

Pełnomocnik pana Macieja poinformował pisemnie urzędników, że doszło do pomyłki. Nadzór budowlany odrzucił odwołanie pana Macieja z powodu błędów formalnych. Brakowało załączonego pełnomocnictwa. Pan Maciej twierdzi, że zatelefonował i wyjaśnił całą sytuację. I myślał, że sprawa się skończyła.

 

- Być może nie spełniłem jakichś warunków formalnych, ale ja się nie muszę znać na prawie administracyjnym. To wygląda w ten sposób, że ktoś mieszka koło Wawelu i nagle dostaje pismo, że ma wyremontować Wawel. Nie odpowiada na to pismo, a oni przychodzą po 3 latach i nakładają mu karę. To jest absurd - komentuje Maciej Zeman.

 

"Mamy do czynienia z farsą"

 

- Mamy tutaj do czynienia z urzędniczą farsą, której bohaterem są: błąd formalny, zażalenie, które nie zostało złożone i decyzja, od której nie ma odwołania - kwituje Małgorzata Mrowiec z Dziennika Polskiego.

 

- Na początku tego miesiąca przyszedł pan inspektor-egzekutor z nadzoru budowlanego krakowskiego, grodzkiego. Poinformował mnie, że w związku z tym, że nie wykonałem prac, które mi nakazano, będę miał zablokowane konto - opowiada pan Maciej.

 

Egzekutor poinformował, że zajmie 10 tys. zł, a potem kolejne pieniądze na poczet wykonania.

 

Teren należy do gminy

 

Zarówno Urząd Miasta Krakowa, jak i okoliczni mieszkańcy potwierdzają,  że teren na którym znajduje się sporny chodnik, należy do gminny. A asfalt i kostka wokół sklepu istniały zanim pojawił się tam pan Maciej.

 

- Mieszkam tutaj od 1989 roku. Jeśli chodzi o chodnik, to wszystko jest, jak było od zawsze. Tu wcześniej były różne sklepy i zawsze było tak jak teraz - mówi pani Grażyna, mieszkanka krakowskiej Krowodrzy.


Klienci sklepu twierdzą, że sporny chodnik wykonała przed laty prawdopodobnie spółdzielnia mieszkaniowa.

 

- Wydaje się, że sytuacja była taka, że sprawdzono, iż ten mężczyzna jest właścicielem lokalu użytkowego, dzierżawcą gruntu, ale nie sprawdzono dalej, czy dzierżawi teren wokół. Niedopatrzenie. Nie sprawdzono, że kostka została położona wcześniej - ocenia Izabela Dzierwa-Pabin, adwokat, specjalista prawa administracyjnego.

 

Ponowna analiza

 

Razem z panem Maciejem jedziemy do Wojewódzkiego Nadzoru Budowlanego, aby wyjaśnić sprawę. Urzędnicy twierdzą, że skoro pan Maciej oficjalnie nie złożył prawidłowego odwołania od ich decyzji, to oznacza, że się z nią zgodził. I teraz musi ponieść tego konsekwencje.

 

- Ta kostka została wykonana 20-30 lat temu. W 2002 roku kostka już była, jest fotografia wykonana z góry. A ja jestem właścicielem od 2011 roku. Proszę mi pokazać dokument, że ja to zrobiłem - mówi pan Maciej.


- Zadaje pan pytania, które mógł pan zadać w postepowaniu odwoławczym - odpowiada Artur Kania, wicedyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego.

 

Wydawać by się mogło, że sprawa jest przesądzona. Jednak nasza interwencja w krakowskim urzędzie zakończyła się sukcesem. Od pana Macieja przyjęto wniosek o wznowienie postepowania i ponowne przeanalizowanie sytuacji.

 

Interwencja

bas/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze