Szukali przestępców, wystraszyli rodzinę z dziećmi. Fatalna pomyłka antyterrorystów

Polska

Policyjni antyterroryści z Poznania wtargnęli na prywatną posesję pod Szczecinkiem (Zachodniopomorskie). Uszkodzili bramę, a strzałami z broni przepędzili psy. Skuli kajdankami i przez godzinę trzymali na ziemi dwóch mężczyzn. Widziały to maleńkie dzieci. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że doszło do pomyłki. Rodzina domaga się wyciągnięcia konsekwencji wobec szefów, którzy zlecili akcję.

Akcja antyterrorystów miała miejsce 8 marca ok. godz. 20. - Przyjechaliśmy z dziećmi do rodziców, żona właśnie usypiała młodsze dziecko. Ja z córką byłem w drugim pokoju. Nagle usłyszałem huk i zobaczyłem pełno świateł, latających czerwonych punkcików - opowiadał Polsat News mężczyzna, którego wzięto za przestępcę.

 

Leżeli skuci na ziemi 

 

Jak relacjonował, wybiegł na zewnątrz i zobaczył swojego ojca leżącego na ziemi. Po chwili sam leżał obok niego z kajdankami na rękach.

 

- Zupełnie nie wiedziałem o co chodzi, mówiłem, że to pomyłka, ale już byłem skuty i leżałem twarzą w dół. Patrzyłem na mojego ojca, też skutego i tak leżeliśmy około godzinę - opowiadał.

 

Później policjanci wprowadzili obu skutych mężczyzn do domu i tam rozpoczęło się dokładne przeszukanie. Jak mówił świadek, w tym czasie jego żona i dzieci przebywali w osobnym pokoju, pilnowani tam przez funkcjonariuszy.

 

- Już po wszystkim kryminalni chcieli, żeby ojciec podpisał protokół przeszukania i oświadczenie, że policjanci weszli na posesję po wylegitymowaniu się - mówił mężczyzna.

 

Policja przeprasza za pomyłkę

 

- Zobowiązujemy się do pokrycia wszelkich szkód. Oczywiście tej rodzinie należą się przeprosiny - powiedział rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.

 

Dodał, że policjanci prowadzili śledztwo ws. kradzieży dwóch maszyn rolniczych - ładowarek teleskopowych o wartości 200 tys. zł.

 

- Do policjantów zgłosił się jeden z pokrzywdzonych, który złożył zeznanie i wskazał konkretną posesję, gdzie te ładowarki miały być ukryte. Według jego zeznań, mieli tam być także uzbrojeni przestępcy - tłumaczył Borowiak. 

 

Dodał, że teraz policjanci będą wyjaśniać, na jakiej podstawie mężczyzna wskazał ten adres. - Jego informacje wydawały się wiarygodne - argumentował rzecznik.

 

Jak informuje Tok FM, policja dopiero po przeprowadzeniu akcji złożyła wniosek do prokuratury o zalegalizowanie swoich działań. Śledczy jeszcze nie podjęli decyzji w tej sprawie.

 

 

Polsat News, polsatnews.pl, Tok FM

paw/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze