Miał zabić swego 87-letniego podopiecznego i okraść. Polak zatrzymany w Monachium

Świat

Niemiecka policja poinformowała o aresztowaniu 36-letniego Polaka, opiekuna osób starszych, podejrzewanego o zabicie swojego podopiecznego. Mężczyzna jest też podejrzewany o usiłowanie zabójstwa jeszcze co najmniej czterech osób. Dziennik "Bild" poinformował natomiast, że policja otrzymała dotąd 26 doniesień na jego temat.

Polak od 10 lat pracował jako niewykwalifikowany opiekun osób starszych w Niemczech i w Wielkiej Brytanii.

 

12 lutego zadzwonił na pogotowie i poinformował, że jego podopieczny nie daje oznak życia. Lekarz po przybyciu na miejsce stwierdził zgon 87-latka, ale zaniepokojony zadzwonił po wsparcie w celu zbadania przyczyn śmierci.

 

Według policji, przyczyną śmierci mężczyzny był niski poziom glukozy we krwi. Na ciele denata znaleziono licznie nakłucia po zastrzykach insulinowych, choć mężczyzna nie chorował na cukrzycę. Insulinę podaję się, by obniżyć poziom cukru we krwi. 

 

Dwudziestu pacjentów

 

Dzień później policja aresztowała 36-latka. W chwili zatrzymania znaleziono przy nim portfel, dwie karty EC ("Electronic Cash") należące do 87-latka, 1210 euro i dwie ampułki z insuliną. Polak początkowo przekonywał, że insulina należy do niego, jednak ostatecznie przyznał się do podawania jej podopiecznemu.

 

Obecnie Grzegorz Stanisław W. przebywa w areszcie tymczasowym, prokuratura postawiła mu zarzut popełnienia z chciwości zabójstwa z premedytacją.

 

Bawarska policja ustaliła, że 36-latek pracował od 2012 roku z co najmniej dwudziestoma pacjentami w Niemczech. Cztery z osób, którymi się zajmował, trafiły do szpitala z objawami ciężkiej hipoglikemii (zbyt niski poziom cukru we krwi).

 

Policja po raz pierwszy zainteresowała się Polakiem latem ubiegłego roku, gdy powierzony jego opiece emeryt z Muelheim an der Ruhr trafił do szpitala w stanie zagrożenia życia z powodu niskiego poziomu cukru we krwi i po dwóch miesiącach zmarł. Dochodzenie utknęło jednak w martwym punkcie, gdyż W. wyjechał i nie wiadomo było, gdzie przebywa.

 

Czynności śledcze rozszerzono także na Polskę

 

Praca monachijskich śledczych ujawniła więcej przypadków przyjęcia do szpitala wykazujących analogiczne objawy podopiecznych Polaka, z których żaden nie był diabetykiem. Miało to miejsce w Waiblingen w Badenii-Wirtembergii oraz w Weilheim i w Aresing w Bawarii. Ponadto bada się okoliczności zgonu osoby z Burg w Szlezwiku-Holsztynie, która zmarła w kilka dni po przybyciu do niej W., oraz trzy przypisywane mu kradzieże.

 

Czynności śledcze rozszerzono także na Polskę i przy pomocy polskich kolegów przeszukano mieszkanie podejrzanego - powiedziała rzeczniczka monachijskiej prokuratury Anne Leiding.

 

Prokuratura z Monachium wszczęła śledztwo w tej sprawie. Jak podała w środę cytowana przez "Bild" policja, w efekcie apelu do społeczeństwa o informacje na temat W. napłynęły wiadomości o ośmiu konkretnych miejscach, gdzie miał przebywać bądź pracować. Chodzi tu o Berlin, Hanower i bawarskie Forchheim oraz miejscowości w powiatach Fuerstenfeldbruck, Traunstein i Kitzingen w Bawarii, w powiecie Tuttlingen w Badenii-Wirtembergii i w powiecie Maerkischer Kreis w Północnej Nadrenii-Westfalii.

 

polsatnews.pl, RMF 24, PAP

bas/dro/dk/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze