Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia uznał, że oskarżony lekarz w okresie od 2007 r. do lipca 2014 r. w 28 przypadkach w związku z pełnieniem funkcji publicznej przyjął korzyści majątkowe w łącznej kwocie co najmniej 4 tys. 220 zł.

 

"Sami dawali, jako wyraz wdzięczności". Przekonywał lekarz


Ukarał go także karą grzywny w wysokości 12 tys. zł i zasądził 2,7 tys. zł opłaty sądowej.


Jednocześnie sąd uniewinnił lekarza od zarzutu poświadczania nieprawdy w dokumentach.


Jak podkreślił sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku, dla sądu nie ulega wątpliwości, że oskarżony Józef K. przyjmował korzyści majątkowe w związku z pełnieniem funkcji publicznej - jako ówczesny kierownik Kliniki Endokrynologii Ginekologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie i jako lekarz poradni przyszpitalnej.


Sąd nie dał wiary oskarżonemu, że pacjenci lub ich bliscy sami dawali pieniądze, jako wyraz wdzięczności lub z chęci dalszego zainteresowania swoją osobą, a oskarżony nie mógł temu zapobiec.

 

Sąd: należy stawiać większe wymagania etyczne


Sąd podkreślił, że nie kwestionuje fachowości i dorobku zawodowego oskarżonego, ale uważa, że takim osobom ze względu na pełnione funkcje należy stawiać większe wymagania etyczne.


Wyrok skazujący ma służyć napiętnowaniu takich nieetycznych zachowań - podkreślił sąd.


Przedstawiciel prokuratury poinformował po wyroku, że decyzja w sprawie odwołania zapadnie po analizie pisemnego uzasadnienia wyroku.


Obrońca oskarżonego mec. Krzysztof Bachmiński od razu zapowiedział złożenie apelacji. - Sąd w ogóle nie podjął aspektów prawnych, które wiązały się z tą sprawą, w związku z tym będziemy apelować. Naszym zdaniem nie było tu spełnionych znamion ustawowych przestępstwa - powiedział adwokat.

 

Proces trwał od listopada 2015 r.


Proces w tej sprawie rozpoczął się w listopadzie 2015 r. Wcześniej sąd warunkowo umorzył sprawy 14 osób, które przyznały się do wręczania łapówek lekarzowi. Lekarz został zawieszony w wykonywaniu obowiązków kierownika kliniki, potem przestał być pracownikiem Szpitala Uniwersyteckiego.

 

PAP