"To dobra wiadomość. Wyrok utrzymany w mocy" - napisała na Twitterze posłanka Joanna Scheuring-Wielgus.  

 

"Oby była to nauczka. Słowa mogą ranić" - dodała posłanka Nowoczesnej na Facebooku.

 

 

Międlar: będę wnosił o kasację

 

Z decyzji sądu niezadowolony był natomiast Jacek Międlar, co wyraził również wpisem na Twitterze. "Będę wnosił o kasację. Ten wyrok to pogwałcenie prawa do wolności słowa" - zapowiedział.

 

Międlar "liczył na pieszczoty"

 

Przed rozprawą zdawał się być pewny wygranej. "Liczę na pieszczoty ze strony Joasi. Liczę, że popieści moje uszko, a kto jak kto ona te techniki ma opanowane do perfekcji. Robi to jak nikt inny. Nie ma drugiej w polskim sejmie, co plotła by takie bzdury jak ona" - napisał w felietonie na stornie wprawo.pl. 

 

Dodał, że posłanka swoimi słowami "tak pieściła moje ucho podczas czerwcowej rozprawy, gdy opowiadała o sejmowych obowiązkach ograniczających się do hejtu i nienawiści. Jestem jej za to ogromnie wdzięczny. Ekscytacja towarzyszy mi do dzisiaj".

 

Felieton zakończył informacją, że walentynkowe wyznania wobec posłanki to żart, gdyż "nie dotknąłby kobiety, która poprzez promocję islamu i aborcji w Polsce ma ręce bardziej umorusane we krwi niż szekspirowska Lady Makbet".

 

Skazany za słowa: kiedyś dla takich była brzytwa!

 

W sierpniu 2016 r. Międlar - który w Sądzie Rejonowym zgodził się na podawanie nazwiska przez media - będąc wtedy duchownym Zgromadzenia Księży Misjonarzy, napisał o posłance na Twitterze: "Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?". 

 

Po wpisie duchownego ówczesny przełożony ks. Kryspin Banko przypomniał, że od kwietnia 2016 r. ks. Międlar ma "całkowity zakaz wszelkiej aktywności w środkach masowego przekazu, w tym w środkach elektronicznych". - Zgromadzenie absolutnie nie podziela jego ostatnich wypowiedzi, gdyż każdemu, niezależnie od jego poglądów, należy się szacunek i chrześcijańskie zrozumienie. Ufam, że ten młody kapłan zastosuje się do ślubów, które złożył w Zgromadzeniu - wyjaśniał wówczas ks. Banko.

 

Zakaz po kazaniu na nabożeństwie przed marszem ONR


Zakaz wydano po tym, jak ksiądz wygłosił kazanie na nabożeństwie poprzedzającym marsz w ramach obchodów rocznicy ONR w Białymstoku. Kilka dni później Kuria Archidiecezjalna przeprosiła tych, którzy poczuli się dotknięci "zachowaniem członków ONR w katedrze białostockiej", a przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki wyraził "zdecydowaną dezaprobatę" wobec wykorzystywania świątyni do głoszenia poglądów obcych wierze chrześcijańskiej.


Ostatecznie prokuratura w Białymstoku umorzyła dochodzenie związane z tymi obchodami oraz z kazaniem księdza.


We wrześniu 2016 r. podano, że ksiądz wystąpił ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy, co w praktyce oznacza odejście z kapłaństwa

 

Były ksiądz poza sześcioma miesiącami ograniczenia wolności będzie musiał wykonywać nieodpłatną pracę na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie. 

 

polsatnews.pl