- Teraz mamy jeszcze pokrywę śnieżną, to tego nie widać. Jak będą roztopy, gumiaki i trzeba się przebijać. Dojść do samochodu, zmieniać obuwie i dopiero jechać do pracy. Dla osób starszych to jest tragedia. Idą z wózeczkiem na zakupy. W prostej linii mają sto metrów do sklepu, a muszą w około iść,  nadrabiać półtora do dwóch kilometrów– opowiada Grzegorz Książek, mieszkaniec Grzenia Górnego.

 

"Gmina chciała wykupić"


Jan Kubera jest we wsi sołtysem. Jak wspomina, do momentu, gdy żył ojciec sąsiada - nie było problemów. Mieszkańcy swobodnie korzystali z drogi. Teraz i on został pozbawiony dojazdu. Wiele razy próbował rozmawiać z sąsiadem, ale bezskutecznie. 

- Dwa razy byłem u niego. Prosiłem go, a wiedział, że jestem sołtysem, żeby oddał pod gminę tę drogę. Gmina chciała wykupić, dobrze zapłacić. Zrobilibyśmy asfalt. Odmówił, twierdzi, że mu tak pasuje – opowiada Jan Kubera, sołtys Gorzenia Górnego.

- Mieszkańcy, nie mając uregulowanego stanu prawnego drogi dojazdowej, wystąpili do sądu o ustanowienie drogi koniecznej dla wszystkich nieruchomości – informuje Marek Dubel, mecenas reprezentujący poszkodowanych mieszkańców. 

 

Ja muszę iść do sklepu 1,5 kilometra

Sprawa toczy się od 7 lat. Na czas trwania procesu sąd wydał zezwolenie na przejazd drogą, ale właściciel go nie respektuje. Dlatego mieszkańcy złożyli wniosek o możliwość rozebrania prze-szkody. 
 
Postanowiliśmy porozmawiać z właścicielem drogi. Niestety bramkę zamknął na klucz i do nas nie wyszedł. Nie odebrał też telefonu. Dlatego postanowiliśmy spotkać się z mieszkańcami przed jego domem.

- Ja tu żyję 82 lata. Moi rodzice, moi dziadkowie, moi pradziadkowie: wszyscy tędy chodzili i spokój był. A jak syn właściciela objął całą tę gospodarkę, wtedy zaczął wojować. To jest już 8 rok. Ja muszę iść do sklepu 1,5 kilometra - mówi Maria Wajdzik.  

 

W XXI wieku jesteśmy odcięci od świata

- Samochodem do ślubu się jechało, bryczką konną przejechało, było jak trzeba – wspomina Stanisław Wajdzik. 

W sprawie mieszkańców Gorzenia interweniował też Urząd Miasta w Wadowicach. Za kilkusetmetrowy odcinek drogi oferowano prawie 70 tysięcy złotych, ale nawet to nie przekonało właściciela.

- Droga należy do dwóch właścicieli. Zwróciliśmy się do obydwu, o sprzedaż tych działek na rzecz gminy, na urządzenie drogi dojazdowej. Jeden z nich wyraził zgodę, natomiast drugi z właścicieli kategorycznie odmawia sprzedaży tych działek – informuje Halina Kajdas z Wydziału Gospodarki Gruntami Urzędu Miasta Wadowice.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że gmina ma w planach wywłaszczyć ten teren, a właścicielowi wypłacić odszkodowanie. Ma się to stać w najbliższych tygodniach. 

- W XXI wieku jesteśmy odcięci od świata. Takich mamy sąsiadów – mówią mieszkańcy Gorzenia.

 

Interwencja