Gozdyra - krótko i na temat: dyplomatyczna katastrofa

Polska
Gozdyra - krótko i na temat: dyplomatyczna katastrofa
Polsat News

Nowy premier miał poprawić naszą pozycję w świecie. Polska Fundacja Narodowa - umacniać nasz pozytywny wizerunek. Dostała na to miliony od spółek skarbu państwa. Po kilku miesiącach skutki są opłakane. Mamy katastrofę, jakiej chyba nie pamiętają najbardziej doświadczeni dyplomaci. Agnieszka Gozdyra, autorka programów "Skandaliści" i "Tak czy Nie" komentuje dla nas polityczną rzeczywistość.

Do wszystkich dotychczasowych sporów na arenie europejskiej doszedł bowiem potężny konflikt z Izraelem oraz – uwaga - naszym największym sojusznikiem: Stanami Zjednoczonymi. Tego w najnowszej historii nie było.

 

Szczyciliśmy się mianem najbardziej lojalnego partnera. Kraju, który wypełnia zobowiązania nawet ponad miarę i może cieszyć się wsparciem oraz przyjaźnią największego mocarstwa świata. Teraz mamy niezwykle ostry komunikat Departamentu Stanu, "zachęcający" nas do zmian w noweli ustawie o IPN  i wręcz podważający nasz sojusz.

 

Czyszczenie historii

 

W języku dyplomacji to krzyk: "Opamiętajcie się!". Tyle że na razie nic nie wskazuje na to, by ktokolwiek chciał się opamiętać. Idziemy na zderzenie z murem i jeszcze dociskamy gaz.

 

Ustawa, która karze więzieniem za mówienie, że Polacy są współodpowiedzialni za zbrodnie nazizmu, jest po prostu źle sformułowana. Czy nauczyciel w szkole będzie mógł powiedzieć, że wśród Polaków byli szmalcownicy? Czy dziennikarz będzie mógł napisać o pogromach? Czy też może w obawie przed sankcjami wszystkim włączy się autocenzura?

 

Ustawą nie da się wyczyścić historii ani też napisać jej od nowa. Nie da się jej też "poprawić", co wprost napisał na Twitterze - choć w języku angielskim - poseł PiS Arkadiusz Mularczyk (twitt zniknął, ale w internecie nic nie ginie). Historia jest, jaka jest, panie pośle, trzeba się z tym pogodzić. Wielu Polaków wykazało się wspaniałą, bohaterską postawą. Ale w czasach nazistowskiego terroru odwaga była w cenie. Byli też tacy, którzy ulegali najniższym instynktom i dopuszczali się rzeczy wstrętnych. Żadna ustawa tego nie wymaże.

 

Pohukiwanie

 

Mocnej pozycji nie buduje się krzykiem. Szacunku nie zdobywa się pohukiwaniem na innych. Mamy wystarczająco wiele pięknych kart w naszej historii, by się nimi chwalić. Mamy Irenę Sendlerowa, Jana Karskiego, rodzinę Ulmów. Takich symboli jest więcej. Są skuteczniejszym sposobem budowania wizerunku niż najostrzejsze prawo.

 

Chyba, że chce się budować politykę wewnętrzną kosztem zagranicznej. Budować antagonizmy i wskazywać wroga. I to, owszem, działa - ale na krótką metę. Przykład mieliśmy w tych dniach, gdy - zamykając ulice wokół ambasady Izraela - wojewoda nie dopuścił do demonstracji narodowców.

 

Nikomu  w rządzie nie zależało, by tuż po 11 listopada i wstrząsających scenach z lasu pod Wodzisławiem, w świat poszły obrazki nacjonalistów protestujących w tym właśnie miejscu. A przecież jeszcze przed chwilą słyszeliśmy, że problemu  nie ma. Że jakiekolwiek skrajności to margines. Ci sami ludzie, których nie dopuszczono przed ambasadę, mają od władz trzyletnie pozwolenie  na zgromadzenie cykliczne.

 

Jeśli ustawa zostanie przyjęta w niezmienionym kształcie, a prezydent  ją podpisze, poparcie dla rządu prawdopodobnie jeszcze wzrośnie. Ale cenę za to zapłacimy wszyscy. Szybciej niż się komukolwiek wydaje.

 

Agnieszka Gozdyra

polsatnews.pl

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze