W dzielnicy, w której doszło do wybuchu, mieszczą się też siedziby policji i przedstawicielstwa Unii Europejskiej. Według jednego z afgańskich deputowanych ładunek wybuchowy był ukryty w karetce pogotowia i eksplodował, gdy ambulans podjechał pod policyjny punkt kontrolny.

 

Według zastępcy rzecznika MSW Nasrata Rahimiego napastnik został przepuszczony na pierwszym punkcie kontrolnym, gdyż powiedział funkcjonariuszom, że wiezie pacjenta do pobliskiego szpitala. Zdetonował ładunek na kolejnym punkcie kontrolnym.

 

 

Jeden ze świadków, który był kilkaset metrów od tych instytucji, powiedział, że eksplozja miała ogromną siłę i że z okien budynku, w którym przebywał, powypadały wszystkie szyby.

 

 

Rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid poinformował, że ataku dokonał jego ruch.

 

Nad miejscem wybuchu unosi się ogromna chmura ciemnego dymu; w wyniku eksplozji zatrzęsły się budynki znajdujące się kilkaset metrów dalej.

 

Był to już trzeci zamach w Afganistanie w ciągu tygodnia. Tydzień temu, 20 stycznia, co najmniej 40 osób zginęło w zamachu na hotel Intercontinental w Kabulu, do którego przyznali się talibowie. Wśród zabitych jest 25 Afgańczyków i 15 cudzoziemców, w tym czterech Amerykanów.

 

Z kolei Państwo Islamskie (IS) wzięło na siebie odpowiedzialność za środowy atak na siedzibę międzynarodowej organizacji broniącej praw dzieci Save the Children w Dżalalabadzie na wschodzie Afganistanu. W zamachu zginęły co najmniej dwie osoby, a rannych zostało 20.

 

PAP, fot. Reuters