A jak jest w górze? Według informacji przekazanej przez zespół #K2dlaPolaków, czasem wiatr "widać", gdy chmury pędzące na spotkanie szczytu mają swój punkt odniesienia.

 

"Huk jadącego pociągu"

 

"I wtedy zdajemy sobie sprawę jaka musi być prędkość jeta tam, na szczycie. Ale czasem (a tu bez przerwy) wiatr słychać. Gdy strumień jet streama rozpędzając się do niebotycznych prędkości, niczym nie powstrzymywany nagle napotka przeszkodę, wtedy uderza w nią, w ostre kanty grani, w lodowe seraki, w skały. Efektem jest huk jadącego pociągu, niektórzy słyszą wodospad, a jeszcze inni nadjeżdżające metro..." - można przeczytać w relacji na Facebooku ekspedycji.

 

9 stycznia po ostatnim, siedmiogodzinnym marszu, uczestnicy wyprawy dotarli pod K2. Zbudowali messę, kuchnię i w miarę docierających ładunków namioty personalne.

 

"Rośnie stos beczek, worków, powstaje magazyn. Niebawem wzniesiemy namiot łącznościowy i mamy nadzieję, że nawiążemy normalną łączność. Pogoda sprzyja. Wiatr, przyklejony do wierzchołków nie schodzi na morenę, czasem tylko życie utrudniają podmuchy do 50 km/h, a te nie są w stanie zniszczyć bazy. Teraz przed nami długi, żmudny proces aklimatyzacji i przygotowania drogi" - poinformował zespół.

 

"Nie jesteśmy nadludźmi"

 

Jak podkreślił Wielicki, ogromne znaczenie ma zdrowie i dobre samopoczucie. Jednak już na początku wyprawy niektórzy alpiniści chorują, bo - jak zaznaczyli - "nie jesteśmy nadludźmi, na zmianę to czujemy się dobrze, to gorzej".

 

Pochwały zbiera kucharz („wychodzi z siebie"), który serwuje pizzę, makarony, pieczeń z jaka, no i oczywiście ryż. „Duuużo ryżu... Tylko ta monotonia śniadań: jajko smażone, ciapati, naleśnik, jajko jako omlet..." - zwracają uwagę uczestnicy wyprawy.

 

Dzień pod K2 zaczyna się o 8.40, kiedy do bazy zagląda słońce; wtedy prawie wszyscy budzą się do życia. Z minus 25 stopni robi się minus 15 i wtedy alpiniści zabierają się do pracy. A dzień jest krótki, bo już po 15.40 żółta kula chowa się za kolejną grań.

 

"W piątek wspinaczkę rozpoczęła pierwsza grupa z zamiarem oceny warunków i położenia pierwszych lin poręczowych, po nich ruszyli kolejni, a potem... Potem ma nadejść wiatr i zapewne będziemy walczyć o utrzymanie bazy. Dobre nastroje są, waleczne miny i w sumie jest dobrze" - poinformował Wielicki, piąty człowiek na świecie, który zdobył wszystkie czternaście szczytów o wysokości ponad 8000 m.

 

"Gwiazda Himalajów"

 

To właśnie jemu hiszpański "Desnivel" poświęcił pierwszy tegoroczny numer. Wielicki, którego redaktorzy magazynu tytułują „gwiazda Himalajów", opowiada m.in. o historycznym zimowym podboju Everestu razem z Leszkiem Cichym w 1980 roku, wspinaczkach z Jerzym Kukuczką, czy swoim ostatnim ośmiotysięczniku, Nanga Parbat, na który wszedł samotnie w rekordowym czasie w 1996 roku.

 

Jak poinformował zespół, trekking do bazy pod K2 przebiegł prawie zgodnie z oczekiwaniami, pogoda była dobra, ilość śniegu w sam raz, nie trzeba było torować drogi.

 

"Szliśmy prawie tak sprawnie, jak czynią to wyprawy latem. Choć gdy przyjrzeć się bliżej, to portersi byli ubrani tak samo, tylko mniejszość miała zimowe obuwie, stuptuty (ochraniacze przeciwśnieżne), czy porządne rękawice. Większość szła w plastikowych butach i w ochraniaczach... choćby z worków po cemencie. Gdybyśmy się z nimi zamienili na ekwipunek... już byłoby po wyprawie" - ocenili.

 

Atakowane trzykrotnie

 

W narodowej wyprawie udział bierze 13 osób . Oprócz Wielickiego są to: Maciej Bedrejczuk, Adam Bielecki, Jarosław Botor (ratownik medyczny), Marek Chmielarski, Rafał Fronia, Janusz Gołąb, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Piotr Snopczyński (kierownik bazy), Piotr Tomala, Dariusz Załuski (filmowiec) i Denis Urubko.

 

Wyprawa ta na drugi pod względem wysokości szczyt Ziemi jest jedną z najważniejszych ekspedycji wysokogórskich w historii polskiego alpinizmu. Zimowe wejścia na ośmiotysięczniki stanowią największe, sportowe wyzwania współczesnego himalaizmu.

 

K2 było atakowane zimą tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 roku wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.

 

PAP