Jadący quadem Sonik miał wypadek w środę na piątym etapie z San Juan de Marcona do Arequipy. Dojechał do mety, ale badania w ambulatorium na biwaku wykazały złamanie kości strzałkowej i piszczelowej. Samolotem medycznym przetransportowany został do szpitala w stolicy Peru, gdzie spędził dwa dni.

  

"Wszędzie dobrze, ale w Polsce najlepiej" - napisał na Facebooku po powrocie do kraju.

 

 

Zwycięzca Dakaru w 2015 roku trafił do szpitala w Szczecinie. Ma nadzieję na szybki powrót na quada. Nie wiadomo jednak jeszcze, jak długo będzie trwała jego rehabilitacja po operacji.

 

W niedzielę na antenie Polsat News mówił o przyczynach wypadku.

 

"Zmiana reguł"

 

- Zmiana reguł w Dakarze nie wychodzi na dobre tym, którzy ścigają się o zwycięstwo. Odpadli wszyscy dotychczasowi liderzy. Nie z powodu awarii sprzętu, ale z powodu kontuzji i to często poważnych - powiedział Sonik.

 

Stwierdził, że w tym roku "po raz pierwszy w historii Dakaru, na etapach wydmowych ciężarówki i samochody puszczono przed motocyklami i quadami".

 

- Koło ciężarówki, które ma prawie półtora metra średnicy, kiedy podjeżdża na wydmę robi bardzo głębokie koleiny, a kiedy nie udaje się podjechać i ciężarówka się zakopuje, to zostawia na tych wydmach głębokie dziury - w bardzo różnych miejscach i pod wieloma kątami - opowiadał.

 

"To był horror"

 

- Jestem ofiarą tego, że po raz pierwszy motocykle i quady jechały po ciężarówkach - ocenił

 

- To, co przeżywaliśmy na wydmach, to był horror. To nie jest tylko kwestia umiejętności poruszania się po piasku. Musieliśmy sobie radzić z bardzo głębokimi koleinami i gigantycznymi dziurami - powiedział.

 

Trasa 40. edycji Rajdu Dakar liczy blisko dziewięć tysięcy kilometrów przez Peru, Boliwię i Argentynę. W najbardziej wymagającej imprezie w świecie motosportu wystartowało ponad pół tysiąca uczestników. Kilkudziesięciu kierowców już się wycofało.

 

Polsat News