"Wiem, że były wznoszone toasty za zniszczenie mnie". Jakub Dymek w programie "Skandaliści"

Polska

- Dowiedziałem się, że nawet osoby, które wątpią w moją winę, czują pewien środowiskowy przymus, żeby się ode mnie odciąć - mówił w programie "Skandaliści" Jakub Dymek. Dziennikarz, którego była partnerka publicznie oskarżyła o gwałt. Dymek twierdzi, że "sprawa ma charakter szantażu". - Nie jestem gwałcicielem - oznajmił.

Pod koniec listopada na stronie "Codziennika Feministycznego" pojawił się artykuł "Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach #metoo". Osiem kobiet oskarżyło w nim dziennikarzy m.in. o mobbing i molestowanie. Dymkowi zarzucono także gwałt na byłej partnerce, Dominice Dymińskiej. 

 

Po ukazaniu się artykułu "Krytyka Polityczna" poinformowała, że w związku z wysuwanymi publicznie zarzutami zawiesza współpracę z Dymkiem. 

 

"Jest nas dużo i zaczynamy działać"

 

Dziennikarz powiedział w programie "Skandaliści", że 21 listopada otrzymał anonimowy list, którego autorzy grożą mu "zniszczeniem".

 

"Przypomnij sobie wszystko swoje gwałty i molestowania. Przypomnij sobie krzywdy i nadużycia. Czy jak na kobiecych protestach opowiadałeś się za siłą kobiet, to podejrzewałeś, że ta siła cię zniszczy? Jakie to jest uczucie, hipokryto? Jest nas dużo i zaczynamy działać. Zrobisz nam kanapki na drogę? Myślimy jeszcze nad optymalną strategią, więc masz jeszcze chwilę" - czytamy w liście wysłanym z adresu calemnostwokobiet@gmail.com.

 

 

- Dla mnie od dłuższego czasu było jasne, że ta sprawa będzie miała charakter publicznego linczu, pomówienia, oskarżenia bez dowodu - powiedział w programie "Skandaliści".

 

"Utraciłem możliwość zarobku w sposób natychmiastowy"

 

Dymek przyznał, że po otrzymaniu wiadomości poinformował o sprawie prawnika, współpracownika i swoich bliskich. Tydzień później na łamach "Codziennika Feministycznego" ukazał się artykuł, w którym Dymek został publicznie oskarżony o gwałt.

 

Jak oznajmił, "miał poczucie", że w przeszłości mógł zachowywać się w sposób "arogancki, seksistowski czy chamski". Zaprzecza jednak, jakoby miał dopuścić się gwałtu. - Nie jestem gwałcicielem - powiedział.

 

Dziennikarz przyznał, że "w sposób natychmiastowy", "w kwadrans", utracił możliwość zarobku. Zaznaczył także, że "wiele osób wyrażało satysfakcję" po tym, jak Dymek stracił pracę i umowę z wydawnictwem na wydanie książki. 

 

- Wiem, że były wznoszone toasty za zniszczenie Dymka - powiedział. 

 

"Zaproszenie do wydania wyroku na niewinnej osobie"

 

Na początku grudnia pełnomocnik Dymka skierował wezwanie przedsądowe do redaktor naczelnej serwisu Codziennikfeministyczny.pl i autorek tekstu. Domagał się publikacji w ciągu trzech dni przeprosin w tej witrynie oraz na Krytykapolityczna.pl i Gazeta.pl, a także usunięcia z artykułu opisu gwałtu. Z tekstu szybko zniknął ten fragment, natomiast nie zamieszczono przeprosin. W tej sytuacji Jakub Dymek zdecydował się skierować pozew sądowy o ochronę dóbr osobistych. Oprócz publikacji przeprosin, o których była mowa w wezwaniu, domaga się w nim zadośćuczynienia finansowego.

 

- Uważam, że "Codziennik Feministyczny" zrobił coś, czego żaden poważny tytuł nie powinien zrobić - powiedział. Publikację oskarżającego go tekstu nazwał "zaproszeniem do wydania wyroku na niewinnej osobie".

 

- W dojrzałym społeczeństwie i w państwie, które ma jeszcze jakieś instytucje do tego służące, nie realizuje się poprzez pogróżki, poprzez publiczne lincze, poprzez publikowanie niepotwierdzonych oskarżeń o kryminalnym charakterze, a następnie wycofywanie się z nich - mówił.

 

Po opublikowaniu artykułu w "Codzienniku Feministycznym" warszawska Prokuratura Okręgowa przeprowadziła z urzędu postępowania przygotowawcze ws. mobbingu i molestowania, jakich mieli się dopuścić Dymek i były szef portalu Wyborcza.pl Michał Wybieralski.

 

Dotychczasowe odcinki programu "Skandaliści" można oglądać tutaj

 

Polsat News

zdr/grz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze