Autorzy listu podkreślają m.in., że takie uwagi przekraczają granice odpowiedzialnego dyskursu politycznego zarówno na poziomie osobistym, jak i instytucjonalnym. I nalegają, aby przewodniczący europarlamentu Antonio Tajani ukarał polityka PiS, zgodnie z regulaminem.

 

 

"Przekroczył kolejną granicę"

 

Według eurodeputowanych "szmalcownik" to "ekstremalnie negatywne polskie określenie". Autorzy listu, szefowie czterech frakcji w PE - Manfred Weber (Europejska Partia Ludowa), Gianni Pittella (Partia Europejskich Socjalistów), Guy Verhofstadt (Partia Liberałów i Demokratyw, Europejska Partia Demokratyczna) i Philippe Lamberts (Wolny Sojusz Europejski) - zwrócili też uwagę na fakt, że ataki na polskich parlamentarzystów broniących europejskich wartości stają się w Polsce coraz powszechniejsze.

 

Jak podkreślili, po symbolicznym powieszeniu na szubienicach portretów sześciorga europosłów PO w Katowicach, słowa Czarneckiego stanowią "przekroczenie jeszcze jednej granicy".

 

Dlatego uważają, że Czarnecki nie powinien już reprezentować europarlamentu ani Antonio Tajaniego.

 

Krytyka za udział w "antypolskim" filmie

 

"Podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję. Miejmy nadzieję, że wyborcy to zapamiętają i przy okazji wyborów wystawią jej rachunek" - napisał 4 stycznia Czarnecki na swoim blogu.

 

W ten sposób odniósł się do udziału Thun w reportażu  "Polska stoi przed próbą - kobieta walcząca o swój kraj". Materiał został wyemitowany przez niemiecką państwową stację telewizyjną.

 

Polska została w nim przedstawiona jako kraj zmierzający w stronę rządów autokratycznych, w którym ograniczane są swobody demokratyczne. Zdaniem Czarneckiego reportaż był antypolski.

 

Metoda Kalego

 

Europoseł także w późniejszych wypowiedziach nie wycofał się ze swoich sformułowań.

 

- Absolutnie nie powiedziałem ani jednego słowa za dużo w żadnej kwestii. Udział pani von Thun und Hohenstein w antypolskim filmie jest absolutnym skandalem - stwierdził w Radiu Zet.

 

Gdy dziennikarz przypomniał Czarneckiemu, że w 2014 roku on sam zorganizował wysłuchanie w PE w sprawie wyborów samorządowych, podczas którego twierdził, że "tylko międzynarodowa presja może powstrzymać władze w Polsce przed pójściem drogą Łukaszenki, czy Putina", polityk PiS odparł, że "ta kwestia była bardzo ważna i wymagała zainteresowania PE".

 

polsatnews.pl