Media o spotkaniu Morawiecki-Juncker: nowy początek w relacjach z UE

Świat
Media o spotkaniu Morawiecki-Juncker: nowy początek w relacjach z UE
PAP/Paweł Supernak

Zdaniem amerykańskich mediów i agencji Reutera spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z szefem KE Jean-Claude'em Junckerem jest “nowym początkiem" w dyskusjach Polski z Unią Europejską, ale nie zaowocowało zmianą stanowiska ani Polski, ani Wspólnoty.

Korespondenci agencji Reutera, podobnie jak prawie wszystkie światowe agencje prasowe, uważają, że poprzedzające spotkanie Morawieckiego z Junckerem wtorkowe "przetasowanie w polskim rządzie" nie było rzeczywistą zmianą, a zabiegiem propagandowym zmierzającym do pokazania nowej twarzy władz w Warszawie szefom KE.

 

Zarówno korespondenci Reutera, jak i agencji Associated Press, których doniesienia zostały przedrukowane przez czołowe amerykańskie publikacje w środę, podkreślają, że w wyniku "tej rekonstrukcji" odwołano z rządu ministrów środowiska, obrony narodowej i spraw zagranicznych, którzy mieli "opinię największych eurosceptyków".

 

Zdaniem Reutera o tym, że zmiany "personalne nie oznaczają radykalnej zmiany polityki nowego polskiego rządu", świadczy chociażby fakt, że Zbigniew Ziobro zachował kluczowe we wprowadzaniu w życie kontrowersyjnej reformy sądownictwa stanowisko ministra sprawiedliwości.

 

"Szczegółowa dyskusja" w "przyjacielskiej" atmosferze


W rezultacie "skład nowego rządu sugeruje, że Polska chce przyjąć bardziej pojednawcze stanowisko wobec Unii Europejskiej" - czytamy w korespondencji AP przedrukowanej w dzienniku "Washington Post" w środę pod tytułem "Polski premier dokonał przetasowania swojego gabinetu, by ocieplić relacje z UE".

 

Jeśli rzeczywiście takie były intencje władz polskich, to zostały zrealizowane w pełni, ponieważ prawie trzygodzinne rozmowy premiera z szefem KE podczas kolacji w Brukseli we wtorek przebiegały, jak podkreślają brukselscy korespondenci amerykańskich mediów, w "przyjacielskiej" atmosferze i były "szczegółową dyskusją", która zaowocowała decyzją o ponownym spotkaniu w lutym.

 

Reuters jednocześnie zwraca uwagę na ogólniejszy, rodzący pytania o przyszłość samej UE, kontekst sporu Warszawy z Brukselą. "Spór Brukseli z eurosceptycznym rządem w Warszawie jest kluczowym elementem narastającego napięcia pomiędzy bogatszymi, zachodnimi członkami Unii Europejskiej, a postkomunistycznym Wschodem, pośród spowodowanej Brexitem debaty o przyszłości europejskiego sojuszu" - czytamy.

 

Zmniejszenie subwencji realną groźbą dla Polski


Dlatego Reuters w swojej relacji o spotkaniu Morawieckiego z Junckerem podkreśla znaczenie przyszłych, majowych, negocjacji nad priorytetami następnego - po zakończeniu w 2020 roku obecnego okresu budżetowego UE - budżetu Wspólnoty.

 

Wagę tych negocjacji zaznaczają także dziennikarze "Wall Street Journal" Laurence Norman i Drew Hinshaw, którzy we wtorek, jeszcze przed spotkaniem Morawiecki-Juncker ostrzegli, że Unia Europejska może wobec Polski zastosować redukcję subwencji unijnych jako o wiele groźniejszy "kij" niż uruchomienie art. 7. unijnego traktatu. Polska do tej pory była najpoważniejszym beneficjentem UE. W ubiegłym roku - przypomina "WSJ" - Polska otrzymała o 7,1 mld euro więcej niż włożyła do budżetu UE, wynoszącego ok. 140 mld euro rocznie.

 

Obecnie budżet UE jest pod dużą presją z powodu Brexitu i - jak ostrzegł w poniedziałek unijny komisarz ds. budżetu Guenther Oettinger - wyjście Wielkiej Brytanii z UE spowoduje w najbliższych latach lukę w budżecie Unii wynoszącą 13 mld euro rocznie. Dlatego możliwość zmniejszenia subwencji dla Polski w przyszłym okresie budżetowym UE jest realną groźbą dla Polski podczas zaplanowanego na maj omawiania założeń budżetowych UE na następny okres.

 

"WSJ" zwraca uwagę, że ewentualne naciski finansowe UE mogą mieć ograniczony wpływ na Polskę, ponieważ subwencje UE, które otrzymuje Polska, mimo że są większe niż subwencje dla któregokolwiek z państw członkowskich UE, stanowią tylko ułamek polskiego PKB wynoszącego 470 mld dolarów. Dodatkowo, jak ostrzega "WSJ", groźba redukcji subwencji jest obosiecznym mieczem: Polacy, którzy "mają w większości pozytywną opinię o UE, mogą zmienić zdanie, jeśli zaczną postrzegać naciski Brukseli na Warszawę jako próbę zastraszenia Polski".

 

"Ta sama Polska, nowe opakowanie"

 

Wtorkowa kolacja premiera Mateusza Morawieckiego i Jean-Claude'a Junckera wraz z głęboką rekonstrukcją rządu miała pomóc w naciśnięciu resetu w napiętych od dawna relacjach Polski z UE. Zadziałało, w pewnym sensie - pisze wydawany w Brukseli tygodnik "Politico".

 

Autorzy materiału Jan Cieński i Joanna Plucińska podkreślili, że do rządu dołączyły "bardziej przyjazne twarze", ale Warszawa pozostaje stanowcza, jeśli chodzi o kontrowersyjne reformy wymiaru sprawiedliwości. "Ta sama Polska, nowe opakowanie" - ocenili.

 

"Politico" relacjonuje za oświadczeniem po wtorkowych rozmowach w Brukseli, że ich atmosfera była przyjazna. Wskazuje przy tym, że pozycja polskiego rządu w sprawie kwestionowanych przez Brukselę ustaw dotyczących sądownictwa nie zmieniła się. "Kolacja po prostu dała Morawieckiemu, lojalnemu członkowi PiS, szanse wytłumaczenia, dlaczego Warszawa się nie wycofa" - oceniono na portalu gazety.

 

Cieński i Plucińska piszą, że premier dąży do złagodzenia procedury z art. 7 unijnego traktatu, która ostatecznie mogłaby doprowadzić do sankcji przeciwko Polsce. Jak dodają, robi to poprzez skuteczniejsze tłumaczenie stanowiska Warszawy, a nie gwałtowne zmiany w prowadzonej polityce.

 

"Morawiecki był bardziej koncyliacyjny"

 

Autorzy materiału ocenili, że przeprowadzana we wtorek rekonstrukcja rządu, w wyniku której z gabinetu odeszli najbardziej kontrowersyjni politycy, jak szef MSZ Witold Waszczykowski czy minister obrony Antonii Macierewicz, była postrzegana jako pierwsza gałązka oliwna dla UE.

 

"Politico" uważa, że zmiana warty może być jednak zbyt późna i niewystarczająca - coraz głębszy spór pomiędzy Polską i UE o praworządność, środowisko (Puszczę Białowieską) oraz migrację spowodowały poważne szkody i może trwać miesiącami.

 

Portal zaznacza, że nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz jest znacznie mniej kontrowersyjną figurą niż Waszczykowski.

 

Relacje ze spotkania Junckera z Morawieckim zamieszcza też "EUobserver", który wskazuje, że Polska do tej pory nie angażowała się znacząco w dyskusje dotyczące reform swojego wymiaru sprawiedliwości, a także odmówiła udziału w programie rozdziału uchodźców.

 

"Morawiecki był bardziej koncyliacyjny w Brukseli we wtorek, zapewniając Junckera, że Polska chce się zaangażować w kluczowe polityki UE, takie jak energia, bezpieczeństwo i rynek wewnętrzny, co wydaje się być wysiłkiem, by zachęcić do siebie Komisję" - oceniła autorka Eszter Zalan.

 

"EUobserver", który również pisze o rekonstrukcji rządu, zwraca uwagę, że pomimo dymisji ministrów obrony, spraw zagranicznych i środowiska stanowisko utrzymał szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, "kluczowa postać, jeśli chodzi o projektowanie reformy wymiaru sprawiedliwości".

 

"Spór o praworządność w Polsce nadal trwa"

 

Spotkanie polskiego premiera Mateusza Morawieckiego i szefa KE Jean-Claude'a Junckera przebiegło wprawdzie w przyjaznej atmosferze, nie zmieniło jednak faktu, że nadal nie ma perspektyw zakończenia sporu między Warszawą a UE - ocenia we wtorek niemiecka prasa.

 

Do spotkania Morawieckiego i Junckera doszło trzy tygodnie po uruchomieniu przez Komisję Europejską wobec Polski procedury mogącej, przynajmniej w teorii, pozbawić Warszawę prawa głosu w UE - zauważa dziennik kół gospodarczych "Handelsblatt".

 

Mimo pozytywnej atmosfery, w jakiej miały upłynąć rozmowy obu polityków, polski premier bronił zmian wprowadzonych przez rząd w wymiarze sprawiedliwości, a "spór o praworządność w Polsce nadal trwa" - twierdzi "Die Welt".

 

Według tej gazety jako gest pojednawczy wobec UE można interpretować odwołanie kilku ministrów w ramach rekonstrukcji polskiego rządu. Wśród zdymisjonowanych szefów resortów znalazł się szef MSZ Witold Waszczykowski, który "w sporze o polskie sądownictwo ostro krytykował wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa" oraz minister środowiska Jan Szyszko, krytykowany przez KE za pozwolenie na wycinkę w Puszczy Białowieskiej - zauważa "Die Welt".

 

"Warszawa nie powinna i właściwie nie chce pójść za daleko"

 

Gest pojednawczy wykonał także Juncker, negatywnie wypowiadając się w wywiadzie dla niemieckiej telewizji publicznej ARD o ograniczeniu funduszy unijnych dla krajów Grupy Wyszehradzkiej, a więc i Polski, za naruszanie unijnych zasad - wskazuje z kolei dziennik "Tagesspiegel". Gazeta ocenia jednak, że przewodniczący KE nie powinien liczyć na zbyt wielkie ustępstwa ze strony polskiego rządu ani w kwestii przyjęcia uchodźców, ani w sporze o polskie sądownictwo, skoro Morawiecki za cel swej pierwszej dwustronnej podróży zagranicznej wybrał nie Brukselę, a Budapeszt.

 

Regionalny dziennik "Neue Osnabruecker Zeitung" w komentarzu po spotkaniu Morawieckiego i Junckera zaznacza, że mimo pogorszenia się wzajemnych stosunków ani Polsce, ani KE nie zależy na doprowadzeniu konfliktu do ostateczności.

 

"Warszawa nie powinna i właściwie nie chce pójść za daleko - nie tylko opozycja, ale też wielu obywateli zależy od UE, bo korzysta na unijnych funduszach. Dla własnej korzyści nowy polski premier Morawiecki idzie na ustępstwo i zwalnia kilku ministrów, którzy swymi wyjątkowo nieobliczalnymi wypowiedziami zirytowali UE" - podkreśla "NOZ".

 

Jak dodaje, także KE "nie chce przegrać w otwartym konflikcie". Karna procedura uruchomiona wobec Polski z uwagi na sprzeciw Węgier może okazać się "tępym mieczem", ponadto szef KE Juncker chce utrzymania UE jako całości, "musi więc wyjść Polsce naprzeciw". "To dobry punkt wyjścia do ponownego zbliżenia stron" - podsumowuje gazeta. 

 

Juncker "starał się zakopać topór wojenny"

 

"Pojednawcze gesty wykonali wobec siebie przewodniczący Komisji Europejskiej i polski premier przed omówieniem na spotkaniu w Brukseli wczoraj (we wtorek) wieczorem polskiej sytuacji w sferze państwa prawa" - tak, zdaniem prorządowego węgierskiego dziennika "Magyar Idoek", interpretowano niedawne wypowiedzi dla mediów szefa KE Jean-Claude’a Junckera i rekonstrukcję rządu Morawieckiego.

 

Według gazety Juncker "starał się zakopać topór wojenny", mówiąc w telewizji ARD, że nie wolno grozić państwom Grupy Wyszehradzkiej obcięciem funduszy unijnych.

 

"Magyar Idoek" ocenia, że już sama zmiana na stanowisku premiera w Polsce służyła przybraniu bardziej pojednawczego tonu w kontaktach z Brukselą, ale Morawiecki jeszcze to uwydatnił, usuwając z rządu "problematycznych" szefów resortów.

 

Najbardziej znanym odchodzącym ministrem jest według "Magyar Idoek" dotychczasowy szef MSZ Witold Waszczykowski, który "wojowniczo, ale zdaniem niektórych, nieskutecznie bronił stanowiska Polski". Dziennik wspomina też o odejściu ministra środowiska Jana Szyszki oraz szefa MON Antoniego Macierewicza, w którego przypadku "zdaniem analityków problem polegał na tym, że uniemożliwił kupno śmigłowców od Francji, a napięcia w siłach zbrojnych niepokoiły natowskich sojuszników Warszawy".

 

Polacy "wydawali się mniej zdolni do negocjacji"

 

Także opozycyjny "Magyar Nemzet" pisze, że "Warszawa chce pokazać Brukseli przyjaźniejszą twarz". "Nie dziwi, że głównym celem procesu zmian, który zaczął się od mianowania Morawieckiego na stanowisko premiera, jest to, by polski rząd zdołał wreszcie znaleźć wspólny język z Brukselą" - czytamy.

 

Dziennik ocenia, że w odróżnieniu od rządu Węgier, który "także potrafił do ostateczności napinać nerwy unijnych przywódców, ale generalnie w porę zawierał rozsądne kompromisy", Polacy "wydawali się mniej zdolni do negocjacji i przeważnie nic sobie nie robili z ostrzeżeń Brukseli".

 

"Mimo to chociaż na poziomie komunikacji pozytywna zmiana jest możliwa, a nawet prawdopodobna, to polityka rządu może ogólnie dalej być prowadzona po obranym kursie" - pisze gazeta w związku z rekonstrukcją.

 

"Magyar Nemzet" ocenia, że z węgierskiego punktu widzenia bodaj najciekawsze jest odejście ze stanowiska Waszczykowskiego, który z powodu spotkań Grupy Wyszehradzkiej regularnie bywał w Budapeszcie. Gazeta pisze jednak, że zmiana ta "wisiała w powietrzu co najmniej od roku".

 

"Z mianowanym w miejsce Waszczykowskiego Jackiem Czaputowiczem łatwiej można współpracować na polu międzynarodowym; jest on bardziej akceptowany w kręgach dyplomatycznych od swego poprzednika i cieszy się lepszą reputacją" - ocenia, cytowany przez gazetę, analityk Centrum Integracji Euroatlantyckiej i Demokracji (CEID) Daniel Bartha.

 

Według niego za zaskakujące można uznać raczej to, że Waszczykowskiemu tak długo udało się utrzymać na stanowisku, gdyż "nie był w dobrych stosunkach z przywódcami partii i w niewielkim stopniu potrafił zadbać o odzwierciedlenie poglądów MSZ w rządzie".

 

Waszczykowski - jak ocenia Bartha - "z powodu swoich radykalnych poglądów naturalnie także w Brukseli nie należał do ulubieńców swych kolegów w UE", ale mimo to wydaje się, że mianowanie nowego szefa resortu "należy tłumaczyć raczej osobą Waszczykowskiego, niż zmianą kierunku w polityce zagranicznej". Zdaniem analityka wraz z mianowaniem Czaputowicza "polityka Polski wobec partnerskich krajów wyszehradzkich, a więc także Węgier, raczej się nie zmieni".

 

"Wydaje się, że nowy premier potrafi rządzić"

 

Liberalny portal hvg.hu pisze zaś w tytule tekstu o zmianach w polskim rządzie: "Niespodzianka w Warszawie - wydaje się, że nowy premier potrafi rządzić". "Są oznaki, że polski premier Mateusz Mazowiecki, który objął urząd 11 grudnia, ma więcej do powiedzenia w kwestii składu własnego rządu, niż oczekiwano" - czytamy.

 

Według portalu najważniejszą zmianą jest odejście Macierewicza. "Ten radykalny polityk był bardzo krytykowany z powodu swych pospiesznych decyzji w sferze rozwoju sił zbrojnych oraz zwolnienia znacznej części generalicji, w tym wojskowych, cenionych w NATO" - pisze hvg.hu, wspominając też o otwartym konflikcie Macierewicza z prezydentem Andrzejem Dudą.

 

Analizując zmiany w polskim rządzie portal ocenia: "Pierwsze wrażenie jest takie, że stanowiska ministerialne otrzymało wielu pozapartyjnych ekspertów, dla których spokojnie znalazłoby się miejsce także w centroprawicowym gabinecie z lat 2007-2015, a przy tym stanowiska straciły dwie najbardziej skrajne postaci. Zamiar (szefa PiS Jarosława) Kaczyńskiego był na pewno taki, by cały rząd wydawał się bardziej skonsolidowany i by przysparzało to trudności opozycji, a przy tym by istota polityki się nie zmieniła. Przeobrażający wymiar sprawiedliwości minister sprawiedliwości (Zbigniew Ziobro) pozostał bowiem na stanowisku" - czytamy.

 

PAP

prz/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze